Tradycję zapoczątkowano dziesięć lat temu. Tam, gdzie dawniej stało mauzoleum komunistycznego przywódcy Georgi Dymitrowa a na początku lat 90-tych odbywały się wiece demokratycznej opozycji, teraz przed kilkoma tysiącami osób, głównie młodzieży, występowały najpopularniejsze gwiazdy bułgarskiej estrady.
Tegoroczny koncert zatytułowano "Scena pod gwiazdami". Na dużym ekranie, tuż przed północą, wyemitowano noworoczne orędzie prezydenta Georgi Pyrwanowa, który wezwał do jedności i zgody narodowej w obliczu globalnego kryzysu ekonomicznego.
W Operze Narodowej odbył się kilkugodzinny koncert muzyki klasycznej a o godzinie dwunastej melomanów poczęstowano lampką szampana.
W większości dużych miast Nowy Rok witano podczas zabaw pod gołym niebem. W Dobriczu na tę okazję upieczono tradycyjny bułgarski pieróg z serem - banicę o długości 180 metrów. W Sliwenie władze poczęstowały bawiących się darmowym czerwonym winem.
Pierwszym Bułgarem, który tradycyjnie wita nadchodzący rok jest latarnik w Szabli - najbardziej wysuniętym na wschód cyplu terytorium bułgarskiego. Nowy Rok nadszedł tam o kilka sekund wcześniej niż w Sofii.
W noc sylwestrową komunikacja miejska w wielu miastach bułgarskich była bezpłatna. W czarnomorskim Burgas dla bezdomnych otwarto dworzec centralny.
Mimo ułatwień komunikacyjnych, większość Bułgarów jednak wolała na Sylwestra pozostać w domu. Według ankiet, z obawy przed kryzysem ludzie postanowili zaoszczędzić wydatki na święta i 86 proc. Bułgarów pozostało w domu. W ośrodkach turystycznych, w których w ostatnich latach trzeba było rezerwować miejsca już w październiku, obecnie są wolne miejsca.
Mimo apeli władz terenowych, straży pożarnej i policji, w dużych miastach aż huczy od petard i fajerwerków. Co roku w noc sylwestrową co najmniej kilkadziesiąt rannych osób trafia do szpitali w rezultacie nieostrożnego użycia petard.
Ewgenia Manołowa (PAP)