Prezydent Lech Kaczyński zapowiedział dziś, że nie zamierza kierować Traktatu Lizbońskiego do Trybunału Konstytucyjnego przed złożeniem swojego podpisu pod dokumentem. Taką możliwość daje prezydentowi konstytucja.

Traktat z Lizbony trafił do trybunałów konstytucyjnych w Czechach i Niemczech.

W Czechach po pozytywnym orzeczeniu trybunału traktat czeka obecnie na ratyfikację w parlamencie, w Niemczech - traktat, ratyfikowany przez parlament, został zaskarżony do trybunału, od którego decyzji zależy podpis prezydenta.

"Ja z tej drogi nie zamierzam w Polsce korzystać, choć mam takie konstytucyjne uprawnienia, ponieważ nie mam najmniejszych wątpliwości, że polski Trybunał Konstytucyjny uznałby Traktat Lizboński za zgodny z konstytucją, czyli żadnych wątpliwości na przyszłość tutaj nie ma" - oświadczył prezydent podczas konferencji prasowej w Brukseli.

"Polska nie zamierza być przeszkodą w ratyfikacji traktatu"

Jednocześnie Lech Kaczyński powtórzył zdecydowanie, że Polska nie zamierza być przeszkodą w ratyfikacji traktatu.

W ocenie prezydenta, podczas zakończonego w piątek szczytu UE "stworzono warunki, które zwiększają szanse na sukces w przyszłorocznym referendum irlandzkim".

"Myślę, że zwiększają ten sukces bardzo znacznie" - podkreślił Kaczyński.

Zdaniem prezydenta, na szczycie uczyniono bowiem "olbrzymi krok" ku temu, aby 1 listopada 2009 roku Traktat Lizboński wszedł w życie.

"Nie zamierzam oceniać temperamentu Sarkozy'ego"

Prezydent oświadczył, że "nie zamierza oceniać temperamentu prezydenta Francji Nicolasa Sarkozy'ego". Podkreślił też, że w sprawie Traktatu Lizbońskiego mają z Sarkozym odmienne przekonania.

W ten sposób Lech Kaczyński odniósł się dziś do doniesień mediów z przebiegu czwartkowych obrad szczytu Unii Europejskiej w Brukseli, według których Sarkozy miał powiedzieć polskiemu prezydentowi, by w sprawie Traktatu Lizbońskiego "nie krył się za plecami Irlandii". Miał też dodać, że Polska "powinna brać odpowiedzialność za siebie".

Zdaniem Lecha Kaczyńskiego "nie na miejscu" jest interpretacja, że słowa Sarkozy'ego to "reprymenda" pod jego adresem. "To jest interpretacja, która mnie w ustach polskich dziennikarzy troszkę dziwi, bo w końcu jesteście państwo Polakami, a nie Francuzami" - powiedział na konferencji prasowej w Brukseli.

Polski prezydent dodał, że ma "odmienne przekonanie" niż Sarkozy, który uważa, że 26 krajów UE powinno dokończyć proces ratyfikacji Traktatu do końca francuskiej prezydenta (do 31 grudnia 2008 roku) i w ten sposób wpłynąć na zmianę stanowiska Irlandii. Irlandczycy odrzucili ten dokument w referendum.

"Metoda presji wcale nie przybliża nas do sukcesu"

"Nacisk na społeczeństwo irlandzkie, bo tam nie chodzi o rząd, powodował efekty całkowicie odmienne od zamierzonych. (...) Metoda presji wcale nie przybliża nas do sukcesu. Mam takie przekonanie do dzisiaj" - zaznaczył polski prezydent.

Lech Kaczyński ocenił przy tym, że Irlandia podejmie ostatecznie "decyzję pozytywną" w sprawie Traktatu, chyba że "do jesieni przyszłego roku zajdą jakiś szczególne zmiany". Oświadczył, że jeśli Irlandia powie "tak", to "Traktat zostanie natychmiast podpisany" (w Polsce).

"To daje mu szanse na wejście w życie od 1 listopada 2009 r., w czym Polska ma interes, ponieważ w przeciwnym razie trzeba byłoby w oparciu o Traktat Nicejski ustalać kształt Komisji Europejskiej albo ten Traktat Nicejski zmieniać" - powiedział Lech Kaczyński.

"Jeśli Traktat Lizboński ma w ogóle wejść w życie, to nam powinno zależeć na tym, żeby on wszedł nie od 1 stycznia 2010 roku, tylko od 1 listopada 2009 roku" - podkreślił prezydent.