Firmy, które wprowadzą PPK, będą mogły renegocjować umowy o zamówienia publiczne, a nawet rozwiązać je bez konsekwencji.
Wchodzące już za trzy tygodnie przepisy o pracowniczych planach kapitałowych (PPK) na razie zobowiązują do wprowadzenia takich planów jedynie w największych firmach, zatrudniających co najmniej 250 osób. Stopniowo jednak będą uruchamiane także w mniejszych. Koszty związane z dodatkowym oszczędzaniem poniosą nie tylko pracownicy, ale i przedsiębiorcy. Przede wszystkim na składkę obowiązkową, która wyniesie 1,5 proc. wynagrodzenia brutto. W grę wchodzą też dobrowolne składki dodatkowe. Na koszty, zwłaszcza w początkowym okresie, może też wpłynąć obsługa PPK.
Jedno jest pewne – pracodawcy będą mieli wydatki, których wcześniej nie mieli. Co więcej, nie mogli ich nawet racjonalnie przewidywać, gdy zawierali kontrakt np. półtora roku temu. W branżach, w których marża wynosi kilka procent, dodatkowe koszty mogą sprawić, że przedsiębiorcy musieliby nawet dopłacać do kontraktów. Ma to szczególne znaczenie przy wieloletnich zamówieniach publicznych, w których koszty pracownicze stanowią największy wydatek (np. usługi sprzątania czy ochrony). Ryzyko to przewidziano już na etapie projektu, wprowadzając do niego przepisy umożliwiające renegocjowanie umów wieloletnich, a w przypadku fiaska takich negocjacji – możliwość rozwiązania umowy.
– Głównym warunkiem podjęcia negocjacji zmierzających do zawarcia porozumienia o zmianie wynagrodzenia umownego jest ponoszenie przez wykonawcę dodatkowych kosztów, które nie mogły i nie zostały uwzględnione w ramach zawartych umów. Chodzi zatem o to, aby nowe obowiązki nałożone na wykonawcę ustawą o PPK nie pogarszały jego sytuacji gospodarczej – tłumaczy Tomasz Michalczyk, radca prawny z kancelarii Domański Zakrzewski Palinka.