- Polityka świadomego nadrabiania dystansu może spowodować, że będziemy radzić sobie dobrze. Mamy nieźle wyedukowane społeczeństwo, zasób specjalistów, dobrą opinię, jeśli chodzi o etos pracy, możemy konkurować nawet w bardziej zaawansowanych usługach. Nasi przedsiębiorcy nie mają się czego wstydzić - mówi Jacek Łukaszewski, prezes Schneider Electric na Klaster Polski, Czech, Słowacji i Ukrainy.
Co druga fala pandemii zmienia w gospodarce? Co zostanie z nami w sposób trwały?
Z naszej perspektywy nie ma podziału na pierwszą i drugą falę. Zaostrzone wymogi sanitarne i reguły dystansowania społecznego, które wprowadziliśmy w kwietniu, dalej obowiązują naszych pracowników. Działamy też w branży, na którą pandemia COVID-19 dotyka pośrednio w długim okresie czasu. W hotelach, branży gastronomicznej czy handlu detalicznym jest inaczej. W naszej branży wpływ obecnej sytuacji będzie widoczny z opóźnieniem. Schneider Electric dostarcza rozwiązania z zakresu zarządzania energią i automatyki dla różnych segmentów rynku. Nasz biznes jest oparty w dużej mierze na projektach i inwestycjach. Jeżeli nasz klient, który np. prowadzi hotele, mocno ucierpiał z powodu pandemii, to ograniczy przyszłe inwestycje związane z modernizacją czy budową nowych obiektów, co wpłynie na nasz biznes.
To już się dzieje?
Tak, ale powoli. Nawet jeżeli firma budująca np. biurowce została dotknięta koronawirusem, to najczęściej kończy rozpoczęte inwestycje. Tak jest najrozsądniej i najtaniej. Ale po pierwszej fali widzimy, że wiele przyszłych projektów komercyjnych jest zawieszonych, a wiele inwestycji nie jest realizowanych.
A jeśli chodzi o trwały wpływ pandemii na biznes, gospodarkę?
Polska podlega dwóm ogólnoświatowym megatrendom. Jeden to ucyfrowienie wszelkich aspektów życia. Drugi trend to odpowiedź na zmiany klimatyczne nazywany dekarbonizacją, gospodarką obiegu zamkniętego lub przejściem na odnawialną gospodarkę. Generalnie chodzi o odejście od gospodarki „jednorazowej”.
Te dwa megatrendy są napędzane przez zmiany technologiczne i przez zmiany postaw konsumentów i firm oraz wpływ międzynarodowych regulacji. COVID-19 oba te trendy przyspieszył. Wszyscy przeszliśmy przyspieszony kurs komunikacji zdalnej, nasi klienci, którzy mieli opory przed cyfryzacją czy automatyzacją, nagle oczekują od nas szybkiego wprowadzania systemów, które umożliwiają zdalne nadzorowanie czy serwisowanie. Schneider Electric oferuje takie rozwiązania od wielu lat, jednak do teraz były pewne bariery.
Mentalne czy finansowe?
Jedne i drugie. Były też bariery dotyczące wiedzy. W produkcji czy nadzorze nad infrastrukturą krytyczną cyfryzacja postępuje od lat. Technologie stają się coraz lepsze i tańsze. Barierą była niechęć do „oddania kontroli”, przejścia na nowe standardy, obawa przed zagrożeniami świata cyfrowego. Włączenie urządzeń do sieci internetowej wiąże się z koniecznością zadbania o cyberbezpieczeństwo. Część firm inwestowała ze względu na swoją kulturę organizacyjną i chęć podniesienia efektywności. Część tego nie robiła ze względów, o których mówiłem.
COVID-19 przyspieszył zmiany w sposób skokowy. Niemożliwe stało się możliwe, okazało się, że wdrożenie można zrobić w tydzień. Mnie także wydawało się, że niektóre procesy muszą być prowadzone z biura – np. telefoniczne centrum obsługi klientów, bo potrzebny jest dostęp do specjalistów. Ale kiedy wylądowali na home office, okazało się, że działamy tak samo dobrze jak wcześniej, a wskaźniki satysfakcji klientów nawet poszły w górę.
Jakie są najważniejsze zmiany w otoczeniu biznesu?
Zaczęły być redefiniowane założenia dotyczące globalizacji. Widzimy powrót nacjonalizmów. Ameryka, która do tej pory popierała globalizację, w czasie prezydentury Trumpa zmieniła podejście. Również oczekiwanie, że świat będzie jedną globalną wioską, zostało podważone choćby przez ograniczenia transportowe. A internet? Jeszcze jest globalnym standardem, ale zaczyna się regionalizować – widzimy rozwiązania chińskie, europejskie. Coraz większe znaczenie ma protekcjonizm, niekompatybilność czy wręcz niemożność stosowania pewnych rozwiązań w pewnych regionach. Ten proces trwał już wcześniej. I to przyśpieszył COVID-19.
Co te procesy oznaczają dla polskiej gospodarki?
Jeśli mówimy o dekarbonizacji, to nasz punkt startowy jest gorszy niż wielu innych krajów, bo zaczynaliśmy z sektorem energetycznym uzależnionym od węgla. Drogę do gospodarki zeroemisyjnej mamy więc dłuższą i konieczne są dużo większe inwestycje. Obawiam się, że zapóźnienie w tym aspekcie przełoży się na konkurencyjność całej gospodarki i poszczególnych biznesów. Przecież wszyscy korzystamy z energii elektrycznej. Płacimy za nią bezpośrednio, ale też w cenach towarów czy usług. Jeśli nie będziemy podążać za dekarbonizacją, staniemy się krajem brudnej i drogiej energii. Już dziś jest droższa niż w krajach ościennych, a nasza branża energetyczna z każdym rokiem traci konkurencyjność, bo technologie odnawialnej energii stają się coraz tańsze. Proces odchodzenia od źródeł kopalnych i digitalizacja branży energetycznej wyraźnie przyspieszają. Przyspiesza też to, co w Schneider Electric nazywamy elektryfikacją.
Co to znaczy?
Weźmy transport. Silnika spalinowego nie da się całkowicie zdekarbonizować. Z procesem spalania paliw kopalnych nierozerwalnie związana jest emisja gazów cieplarnianych. Dopiero gdy przejdziemy na inną technologię, np. zelektryfikujemy tę część gospodarki, będziemy mogli przejść na źródła odnawialne. Podobnie z ogrzewaniem. Domy i budynki zużywają 40 proc. światowej energii. U nas większość idzie na ogrzewanie, na świecie w połowie na klimatyzację. Jeżeli nie zelektryfikujemy ogrzewania, nie możemy mówić o dekarbonizacji. Oczywiście trzeba to zrobić w sposób inteligentny. Widzimy coraz więcej rozwiązań takich jak pompy ciepła, które pozwalają zastąpić spalanie paliw kopalnych pozyskiwaniem energii z powietrza czy ziemi przy wykorzystaniu energii elektrycznej.
Co ten proces oznacza dla strony publicznej?
Rewolucja, której podlega branża energetyczna, nie uda się bez mądrego zaangażowania władz. W każdym kraju rynek energetyczny jest regulowany, to branża strategiczna. Aktywne podejście regulatorów, ale i dystrybutorów energii i dostawców technologii, czyli firm takich, jak nasza, pozwoli zlikwidować dystans, który dzieli nas od świata. Doskonałym przykładem, gdzie taka transformacja nam się udała, jest rynek telekomunikacyjny. Dwadzieścia pięć lat temu zaczynaliśmy z nienowoczesną infrastrukturą i mieliśmy duży dystans do pokonania. Dziś nie mamy się czego wstydzić. W branży energetycznej mamy podobnie wielką skalę zmian technologicznych. Przejście na źródła odnawialne zmienia sposób produkcji energii. Produkcja tradycyjna wymaga dużej skali i umiejscowienia elektrowni blisko źródeł surowców oraz transportu energii na duże odległości. Przejście na odnawialne źródła pozwala na produkcję w sposób rozproszony, tam, gdzie ona jest używana i w małej skali. W Polsce jest teraz boom fotowoltaiczny, przy niewielkich zachętach rynek kwitnie. Dla operatorów sieci energetycznych oznacza to dużą zmianę technologiczną. Wyzwaniem staje się bilansowanie sieci pod względem popytu i podaży na energię oraz zarządzanie jakością i dostępnością energii. Moim zdaniem jedyną odpowiedzią jest cyfryzacja sieci oraz zmiana podejścia firm energetycznych. Ale to wymaga odpowiednich zmian ze strony regulatorów. W większości krajów Europy realizowane są znaczne inwestycje w cyfrowe systemy zarządzania sieciami energetycznymi, przechowywania energii itp. Skala tych inwestycji jest prawie wszędzie większa niż w Polsce, gdzie pokutuje przekonanie, że ochrona miejsc pracy w przemyśle górniczym jest więcej warta niż modernizacja energetyki. A to będzie kartą przetargową dla całej naszej gospodarki w przyszłości.
Podejście rządzących się zmienia. Co Polska może zrobić, żeby skorzystać na tej transformacji?
Też zauważam pozytywną zmianę. Nie ma już dogmatycznego „nie” jak na początku rządów obecnej ekipy. Mamy też nowy budżet europejski i Zielony Ład będący jego częścią. Niestety Polska jest spóźniona. Rząd francuski intensywnie konsultuje sposób wydawania tych pieniędzy z biznesem. Kreślone są kierunki, rozmawia się o efektywności energetycznej budownictwa… Jak tylko ruszy nowy okres budżetowy, wiele krajów wejdzie z przygotowanym pakietem. My jeszcze nie wiemy, jak chcemy wykorzystać te środki. Inna kwestia to kondycja finansowa firm energetycznych. Polityka rządu spowodowała, że mocno zainwestowały w branżę wydobycia węgla kamiennego, topiąc tam gotówkę. Następnie zostały administracyjnie zmuszone, by wziąć na swoje barki wzrost cen energii i kosztów emisji, co spowodowało, że sytuacja finansowa większości z nich jest zła.
Polski sektor energetyczny stać na transformację?
Musi być stać, od tego zależy nasz przyszły dobrobyt. Jesteśmy częścią światowej gospodarki, czy to nam się podoba, czy nie. Widzę, jak czeski CEZ inwestuje w swoją infrastrukturę. U nas takich przemyślanych działań nie ma. Może nie ma świadomości w zarządach spółek energetycznych, może nie ma świadomości wśród tych, którzy powołują te zarządy. Ale też te spółki często nie mają takich możliwości finansowych oraz ciągłości w zarządzaniu i działaniu. A mówimy o gigantycznej infrastrukturze. Tu nie da się nic zrobić z tygodnia na tydzień czy z miesiąca na miesiąc. Trzeba przemyślanej polityki przez lata. Trzeba przyjąć strategię, a potem ją konsekwentnie realizować.
Sądzi pan, że nastąpi powrót produkcji z Dalekiego Wschodu do Europy? Oparliśmy strategię na taniej sile roboczej i taniej energii. Czy nie stoimy na straconej pozycji, tracąc te przewagi?
Wiara w globalizację została zachwiana przez COVID-19. Branże działające „just-in-time” zostały dotknięte najbardziej. Nasza firma posiada na całym świecie kilkaset zakładów. Schneider Electric prowadzi politykę regionalnych hubów – Ameryki, Azji i Pacyfiku, EMEA – Europa, Bliski Wschód i Afryka, i staramy się lokalizować produkcję wewnątrz tych hubów. Polskie fabryki produkują na rzecz EMEA, choć jakieś komponenty mogą pochodzić z innych regionów. Trend lokalizowania produkcji prowadzimy świadomie. COVID-19 to przyspieszył, ale wcześniejsze napięcia polityczne spowodowały, że bezkrytyczna wiara w globalizację zaczęła być postrzegana jako ryzykowna. Potem się okazało, że to wcale nie musi być droższe.
Gdybyśmy w Polsce konkurowali wyłącznie tanią energią i siłą roboczą, to bym się bał. Ale powstają u nas centra inżynierskie, bardziej zaawansowana produkcja. Z naszej perspektywy Polska należy do krajów średniozaawansowanych. Mamy niezłe koszty, a potrafimy robić w miarę zaawansowane rzeczy.
Jak sobie poradzimy w dobie walki o miejsca pracy i nowego protekcjonizmu wielu krajów Europy Zachodniej, które mają większe od nas możliwości stymulowania gospodarki?
Ciągle mamy przewagę kosztów siły roboczej, jesteśmy w tym samym kręgu kulturowym, w tej samej strefie czasowej. Nie stoimy na przegranej pozycji. Mówiliśmy już o dekarbonizacji, digitalizacji, podniesieniu efektywności, co spowoduje, że konkurencyjność przemysłu będzie rosła. Jest też kwestia przyjazności wobec biznesu czy związania się z europejskimi partnerami. Polityka świadomego nadrabiania dystansu może spowodować, że będziemy radzić sobie dobrze. Mamy nieźle wyedukowane społeczeństwo, zasób specjalistów, dobrą opinię, jeśli chodzi o etos pracy, możemy konkurować nawet w bardziej zaawansowanych usługach. Nasi przedsiębiorcy nie mają się czego wstydzić, podobnie nasi pracownicy w wielkich międzynarodowych firmach. Potrzebujemy tylko otoczenia, które wzmacnia konkurencyjność, a nie ją osłabia.
Trzy punkty, które zwiększałyby tę konkurencyjność?
Dekarbonizacja i digitalizacja nas dotkną, bez względu na to, czy chcemy, czy nie. Bo w tym kierunku zmierza światowa gospodarka. Oczekiwałbym jasnej strategii ze strony władz i określenia kierunków, jakie będziemy wspierać. I konsekwencji w działaniu.
Musimy poradzić sobie z pandemią, która zaburza nasze życie. O ile w pierwszej fali poradziliśmy sobie dobrze, o tyle w drugiej idzie nam znacznie gorzej.
A trzecia rzecz – to zbliżenie z Europą, które nam się bardzo opłaca. Zielony Ład oznacza ogromne pieniądze na modernizację systemu energetycznego. Jeżeli będziemy mieli jasną strategię i będziemy ją konsekwentnie realizować, to możemy te pieniądze dobrze wykorzystać. Mamy konkretny przykład, gdzie takie działania wdrożyliśmy z dużym sukcesem – drogi. Jasna strategia i konsekwencja w działaniu ponad podziałami politycznymi sprawiły, że infrastruktura transportowa zmieniła się z wady w mocną stronę naszego kraju. Podobnego programu potrzebujemy dla transformacji energetycznej i gospodarki zamkniętego obiegu.