Dotychczasowy model wzrostu gospodarczego przeżywa łagodną agonię, skoro coraz głośniej wybrzmiewa postulat podatku węglowego i rosną nakłady finansowe na poszukiwania technologii dla zeroemisyjnej energetyki. W tej sytuacji nauka powinna przygotować społeczeństwa do zmian instytucjonalnych i nowej strategii rozwoju bez wzrostu, a nie podążać za koniunkturą gospodarczą i służyć korporacjom w ich wyścigu o zyski. Czy jest to możliwe? Zwłaszcza w Polsce, po reformie nauki i szkolnictwa wyższego ministra Jarosława Gowina?
W modelu biznesu, który przyniosła tzw. neoliberalna globalizacja, kluczowe znaczenie mają prawa własności intelektualnej. Pionier musi mieć dwa atuty: dużo funduszy i patentów. Wydatki na prace badawczo-rozwojowe sięgają obecnie 2–3,5 proc. PKB i wciąż rosną. Wiąże się to z wysypem nowych rozwiązań z dziedziny technologii teleinformatycznych, biotechnologii, nanotechnologii, wykorzystania energii odnawialnej. Każdego roku rejestruje się około 200 tys. patentów, z czego jedna czwarta przypada na USA. W dalszej kolejności są Japonia (ponad jedna piąta), Niemcy i Korea. Przy czym szkolnictwo wyższe na świecie dostarcza średnio około 20–30 proc. patentów, biznes – 70–80 proc. W Polsce relacja ta jest odwrotna.