Budowa Centralnego Portu Lotniczego może całkowicie odmienić funkcjonowanie branży lotniczej w Europie Środkowo -Wschodniej. Na takie projekty mówi się game-changer.
Lokalizacja na mapie, która już nieraz w historii Polski bywała naszym przekleństwem, od strony lotniczej jest po prostu fenomenalna. Z punktu widzenia szybko rosnących rynków azjatyckich Polska ma po prostu przewagę geograficzną. Z Portu Solidarność, czyli Centralnego Portu Komunikacyjnego, będzie bliżej do Pekinu, Delhi, Tokio, Seulu, Singapuru i Sydney niż przez lotniska Europy Zachodniej. Za budową CPK przemawiają problemy z przepustowością dużych lotnisk, np. we Frankfurcie, w Amsterdamie i Londynie, które dziś dławią się z powodu nadmiaru pasażerów, mając jednocześnie ograniczone możliwości rozbudowy.
Istotnym argumentem przemawiającym za budową Portu Solidarność jest to, że porty przesiadkowe to po prostu świetny interes. Mówimy o miliardach każdego roku, np. obsługiwane przez LOT lotnisko Changi w Singapurze, które jest uznawane w branży lotniczej za wzór hubu, generuje roczne obroty w wysokości ponad 5 mld zł, dając zatrudnienie 50 tys. ludzi. Biznes lotniskowy gwarantuje duże, długoterminowe przepływy pieniężne. Na świecie można zaobserwować tendencję do budowy aeropolis, w których główny dochód pochodzi z działalności pozalotniczej, czego przykładem mogą być Incheon w Seulu czy nowy port w Stambule. Zyski z takich portów czerpią nie tylko zarządcy portów i przewoźnicy, ale też setki firm zlokalizowanych w promieniu 200 km wokół hubów.