Jaka jest więc ta Irlandia? Ciekawie piszą na ten temat dublińscy ekonomiści: Cormac Ó Gráda oraz Kevin O’Rourke. Najciekawsze w ich podejściu jest to, że uznają oni rodzimą gospodarkę za zupełnie przeciętną. Burząc stereotyp kraju nadającego się na wzorzec do naśladowania. Tę przeciętność, uważają, widać w długim okresie. Obejmującym cały – w tej chwili dokładnie stuletni – okres irlandzkiej niepodległości.
Te 100 lat trzeba podzielić na kilka okresów. Pierwszy to czas wojny handlowej z Wielką Brytanią, dawnym hegemonem, która przypadła na lata 30. (podobnej do tej, jaką toczyła II RP z niemieckim sąsiadem). Ten czas – dowodzą Ó Gráda i O’Rourke – całkiem się Dublinowi opłacał. Odciął buntowniczą republikę od brytyjskich towarów, co spowodowało, że Irlandia zaczęła rozwijać własną produkcję w ramach substytucji importu. Na dodatek porozumienie Dublina z Londynem – osiągnięte w przeddzień wybuchu II wojny światowej – zakładało znaczne zmniejszenie irlandzkiego długu oraz odzyskanie dostępu do trzech ważnych morskich portów.