Reklama
To podskórne przekonanie wzmacnia pragnienie opodatkowania bogaczy (pod hasłem dzielenia się z biednymi). O ile specjalna opłata od majątku budzi spore kontrowersje, o tyle progresywne opodatkowanie spadków jest akceptowane, a niemal nikt się nie burzy na myśl o opodatkowaniu wygranych losowych. Na ile nasze intuicje są zgodne z danymi? Ani trochę. W skrócie: za gromadzeniem fortuny nie stoją wspaniałe pomysły, wyjątkowy zmysł do monopolizacji rynku i dziedziczenie miliardów z dziada pradziada. Liczą się praca oraz oszczędzanie. Ci, którzy zarabiają lepiej, po prostu więcej odkładają – i to generuje ich pozycję w rozkładzie majątków.
Przez dekady zdobycie danych – w których jednocześnie zawarte są informacje o dochodach z pracy, z działalności gospodarczej, z majątku oraz informacje o odziedziczonym bogactwie – było niemożliwe. Zazwyczaj dane o majątku są w ogóle trudno dostępne, zaś informacje o dochodach pozyskiwane w badaniach ankietowych lub podatkowych niewiele mówią o dziedziczeniu i gromadzeniu oszczędności. Naszą świadomość kształtowały więc historyczne opowieści o zubożałej szkockiej szlachcie, którą dobił podatek od majątku, oraz o miliardach odziedziczonych po seniorach rodów. Narracje o monopolistach (Gates czy Zuckerberg) oraz o dziedzicach (Agnelli, Betancourt, Kulczykowie) mają w sobie tyle demagogii, że trudno oczekiwać czegoś więcej niż jałowego paplania w kółko na ten sam temat.
Impas w pozyskaniu wiedzy przełamały dopiero kraje skandynawskie, w których obywatele sprawozdają do celów podatkowych nie tylko informacje o swoich dochodach, ale też informują o posiadanych ruchomościach, nieruchomościach oraz papierach wartościowych. Nawet jeśli czasem próbują coś ukryć przed fiskusem, jest to zjawisko rzadkie.
Zespół Sandry E. Black (Uniwersytet Columbia) prześledził dane wszystkich Norwegów dotyczące dochodów z pracy, biznesu i gromadzenia majątków z ostatnich trzech dekad. Dzięki temu wspaniałemu zestawieniu udało się wychwycić wiele istotnych faktów.
Po pierwsze, większość dziedziczenia odbywa się pomiędzy osobami starszymi: małżonek formalnie otrzymuje majątek, zostając wdową lub wdowcem. Taki spadek jest duży w relacji do indywidualnego majątku, bo to oszczędności całego życia. Dla osób poniżej 40. roku życia spadki są przeciętnie niewielkie w porównaniu do majątku, nawet wśród osób o wysokim poziomie dochodu.
Po drugie, choć spadki występują znacznie częściej wśród osób o wysokich możliwościach zarabiania, są one średnio mikroskopijne w porównaniu z bogactwem, jaki te osoby są w stanie generować samodzielnie. Autorzy konstruują nawet miarę potencjalnego majątku, która mierzy indywidualne możliwości zarabiania (z pracy i z oszczędności) oraz odziedziczone bogactwo. Wśród osób o wysokim potencjale jest większy odsetek dziedziców niż wśród osób o niskim potencjale. Jednak ta prawidłowość jest związana głównie z dziedziczeniem kapitału ludzkiego (oraz, być może, sieci społecznych), a nie z fortunami przelanymi po śmierci dziadków, ciotek czy wujków.
Po trzecie, podatki od majątku praktycznie niczego nie zmienią. Choć są one w Norwegii wysokie i progresywne oraz są ściągane ze spadków i z majątku (w Polsce nie ma ani jednego, ani drugiego) – nie ma to niemal żadnego wpływu na zróżnicowanie zdolności do gromadzenia fortuny. Urodzeni w bogatszych rodzinach inwestują większą część dochodów z pracy i osiągają wyższe stopy zwrotu na rynku kapitałowym – a urodzeni w uboższych rodzinach mniejszą część dochodów i osiągają niższą stopę zwrotu. Redystrybucja za pomocą podatku od majątku nie odwraca tych tendencji, jedynie uszczupla dodatkowo zarobki kapitałowe osób, które i tak startują z mniejszym kapitałem początkowym.
Jaki morał płynie z tych danych? Państwo, które chce skutecznie zrównywać szanse, powinno zapewnić biednym i bogatym rozsądny dostęp do możliwości kumulowania oszczędności na rynkach kapitałowych. Ale to oczywiście nie jest proste zadanie. O wiele łatwiej wrócić do paplania o opodatkowaniu miliardów Jeffa Bezosa, bo przecież mu się nie należą…