W 2020 r. opisywaliśmy, że łódzką siedzibę spółki Selfmaker odwiedził Mateusz Morawiecki, fotografując się obok prezesa Wieteski. Na rządowych stronach oraz na profilu twitterowym premiera do dziś widnieją pozytywne wypowiedzi Morawieckiego o Selfmakerze. Spółka oraz osoby propagujące jej program partnerski wykorzystują wystąpienie szefa rządu do promocji.
Reklama
Zapytaliśmy UOKiK, czy urząd analizował wątek promowania marki Selfmaker przez Mateusza Morawieckiego. Do dziś nie uzyskaliśmy odpowiedzi.

Zarzuty względem Selfmakera

Reklama
Z kolei kancelarię premiera zapytaliśmy, czy planuje reakcję na zarzuty względem Selfmakera. I czy nie ma obaw o to, że osoby, które stracą pieniądze w tym biznesie, będą pozywać Skarb Państwa?
Centrum Informacyjne Rządu odpisało nam, że „w swojej wypowiedzi z 2020 r. premier odnosił się wyłącznie do działalności firmy realizującej proces automatyzacji produkcji, istotnej w czasie walki z pandemią COVID-19, czyli automatów do dezynfekcji rąk. Nie można uznać, że w jakimkolwiek fragmencie wypowiedź premiera odnosiła się do działalności innej spółki: Selfmaker Smart Solutions z siedzibą w Dubaju, w zakresie, w jakim prowadziła ona emisję tokenów. To właśnie działalność tej spółki, mogąca wprowadzać w błąd konsumentów, stała się przedmiotem postępowania prezesa UOKiK. Za całkowicie bezpodstawne należy więc uznać, że wypowiedź premiera w jakikolwiek sposób mogła zachęcać do zakupu kryptoaktywów. Łączenie tych dwóch spraw jest nadużyciem” – pisze CIR.
Jest jednak kilka kłopotów z tą odpowiedzią. Wszak prezes UOKiK postawił zarzuty także łódzkiej spółce, którą odwiedził premier. Zarzuty usłyszał też jej prezes, przy którym fotografował się Mateusz Morawiecki, a które to zdjęcia nadal widnieją na stronie gov.pl. I wreszcie – tokeny oferowane przez spółkę z Dubaju miały posłużyć do wykupywania udziałów w biznesie łódzkiej firmy zajmującej się produkcją m.in. wspomnianych przez CIR automatów.

Praktyki wprowadzające w błąd

Bernadeta Kasztelan-Świetlik, radca prawny w kancelarii Gessel i była wiceprezes UOKiK, uważa, że przeciętny odbiorca nie odróżnia tego, czy premier chwalił spółkę córkę, tylko zapamiętuje markę. – A laurki na temat tejże są nadal dostępne na stronach rządowych. To niepotrzebne brnięcie w zaparte – ocenia mec. Kasztelan-Świetlik.
Krzysztof Witek, adwokat z kancelarii Traple Konarski Podrecki i Wspólnicy, wskazuje zaś, że zarzuty względem obu spółek z grupy Selfmaker brzmią poważnie. – Praktyki wprowadzające w błąd i nierzetelne informowanie są jednymi z najczęściej ściganych przez prezesa UOKiK naruszeń. Nie stawia on zarzutów, jeśli nie jest przekonany o znaczeniu materiału dowodowego – uważa.
Zdaniem adwokata organy publiczne powinny usunąć wszystkie treści, które mogą wywoływać wrażenie powiązania z tymi spółkami. Ich obecność w przestrzeni publicznej jest niefortunna.
– Zgodnie z prawem premier sprawuje nadzór nad działalnością prezesa UOKiK. Obecność komunikatów, które wiążą organy państwa ze spółkami, którym prezes UOKiK postawił zarzuty, może być źle odebrana przez opinię publiczną – konkluduje Witek.