W 2008 r. powód został potrącony przez autobus miejski, gdy jechał rowerem. Kierowcę uznano za winnego spowodowania wypadku i prawomocnie skazano go na karę dwóch lat pozbawienia wolności z warunkowym zawieszeniem jej wykonania. Poszkodowany przez kilka tygodni przebywał w szpitalu, gdzie stwierdzono u niego liczne obrażenia wewnętrzne. Ze względu na wykrycie przez lekarzy krwiaka śródmózgowego, który zagrażał życiu pacjenta, konieczne było także przeprowadzenie operacji. Przed wypadkiem powód był całkowicie zdrowy. Obecnie jest w znacznym stopniu niepełnosprawny i cały czas wymaga specjalistycznej opieki. Jak stwierdzili lekarze powołani w charakterze biegłych, większość problemów zdrowotnych, takich jak niedowład lewostronny, będzie towarzyszyć ofierze potrącenia do końca życia, a część z nich będzie się wręcz pogłębiać.
Na mocy zawartej ugody ubezpieczyciel wypłacił powodowi 80 tys. zł tytułem zadośćuczynienia oraz rentę. Sąd okręgowy uznał jednak, że przyznana kwota nie odzwierciedla rozmiaru szkody i nie rekompensuje doznanych cierpień. Dlatego podwyższył ją do 230 tys. zł. Sąd uznał również, że ugoda zawarta z ubezpieczycielem jest nieważna, ponieważ firma wykorzystała swoją dominującą w stosunku do powoda pozycję profesjonalisty i zawarła w niej postanowienia sprzeczne z zasadami współżycia społecznego. Jak podkreślono w uzasadnieniu, ubezpieczyciel wykorzystał zły stan zdrowia poszkodowanego i fakt, że nie korzystał on z pomocy profesjonalnego pełnomocnika do tego, by zawrzeć w porozumieniu rażąco niskie świadczenia.