Odnosząc się do wniosku klubu ZP, Seredyn powiedziała, że polityka rodzinna państwa "chyba przez nieuwagę została nazwana przez wnioskodawców opresyjną ingerencją we władzę rodzicielską".

Podkreśliła, że polskie prawo nie przewiduje takiej możliwości jak odbieranie dzieci z powodu ubóstwa i zapewniła, że MPiPS w corocznych raportach sprawdza przyczyny umieszczania dzieci w pieczy zastępczej, monitorując wykonanie ustawy o wspieraniu rodziny i systemie pieczy zastępczej. Zaznaczyła, że w pieczy zastępczej umieszczanych jest ok. 77 tys. dzieci rocznie, w tym jedynie w 1 proc. przypadków ubóstwo jest jedną z przyczyn odebrania z rodziny biologicznej. "To zawsze jest jedna z przyczyn, podkreślam: to nie jest przyczyna, to jest jedna ogniskowa" - zaznaczyła Seredyn.

Podkreśliła, że główna przyczyną, dla której dzieci trafiają do pieczy zastępczej, są uzależnienia rodziców. "Dzieci są umieszczane w pieczy wyłącznie dlatego, że dbamy o ich życie i zdrowie. To ich dobro jest dobrem najważniejszym" - zapewniła.

Przypomniała także, że ani asystent rodziny, ani pracownik socjalny - czyli osoby zobowiązane wspierać rodziny z problemami, nie decydują o odbieraniu dzieci rodzicom, decyzje tego rodzaju podejmuje wyłącznie niezawisły sąd, często na wniosek kuratorów.

Wiceminister sprawiedliwości Wojciech Hajduk poinformował, że szef resortu zwrócił się do prezesów sądów apelacyjnych o informacje o liczbie spraw (od 2012 r.), w których sądy rodzinne decydowały o umieszczeniu dzieci w pieczy zastępczej ze względu na warunki materialne.

Jak poinformował, wynika z nich, że kryterium warunków socjalnych i bytowych rodziny biologicznych nie stanowiło jedynej, samodzielnej przesłanki. Jedynie w ośmiu sprawach nastąpiło umieszczenie w pieczy zastępczej z powodu "trudnej sytuacji materialnej, braku środków finansowych na zaspokojenie podstawowych potrzeb, niewystarczającego wsparcia ze strony organów pomocy społecznej". Przy czym w dwóch przypadkach miało to miejsce na wniosek matek, w tym w jednej ze spraw dzieci wróciły do rodziny po uzyskaniu przez matkę zasiłku i pomocy.

Hajduk dodał, że minister sprawiedliwości dostrzega wagę tego problemu i potrzebę szkoleń sędziów w tym zakresie.

Magdalena Kochan (PO) również ostro się sprzeciwiała nazywaniu polityki rodzinnej rządu "opresyjną". Zwróciła uwagę, że w ostatnich latach zmniejszyła się liczba dzieci w pieczy zastępczej. "Zabieramy dzieci z rodziny tylko, gdy jest zagrożone ich życie lub zdrowie. To nie jest opresja, ale dbanie o dobro najmłodszych obywateli naszego państwa" - przekonywała.

Franciszek Stefaniuk (PSL) zauważył, że obowiązujące przepisy nie są opresyjne, ale czasem decyzje ludzkie mogą być opresyjne. Jego zdaniem jest sens dyskutować, jak zaradzić takim sytuacjom.

Józefa Hrynkiewicz (PiS) przekonywała z kolei, że obieranie dzieci z rodzin z powodu biedy to proceder powszechny, występujący w Polsce, mający wiele złożonych przyczyn. Za jedną z tych przyczyn uznała brak kwalifikacji sędziów rodzinnych.

"Poza literą prawa potrzebna jest wiedza pedagogiczna, psychologiczna, życiowe doświadczenie" - podkreśliła. Druga rzecz - jej zdaniem - to błąd w ustawie o wspieraniu rodziny polegający na tym, że gminie opłaca się nie pracować z rodziną ani pomagać jej, lepiej dla gminy jest zabrać rodzinie dzieci, bo wtedy za ich utrzymanie płaci powiat.

Według posłanki co trzecie - co czwarte dziecko odbierane jest z rodziny, z którą można pracować i której można pomóc.

Elżbieta Rafalska (PiS) podkreśliła, że przypadki, o których jest mowa, które się zdarzają, "nie przystają do przepisów, o których mówi pani minister".

"Musimy zastanowić się, co możemy zrobić, aby dzieci nie były odbierane z powodu biedy czy złych warunków mieszkaniowych" - podkreśliła. Pytała o artykuł ustawy o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie, który pozwala pracownikom socjalnym - w sytuacjach nagłych - na odbieranie dzieci z rodzin. "Czy ktoś monitoruje los tych dzieci? Czy te przypadki znalazły potwierdzenie w wyrokach sądu?" - pytała.

Seredyn przypomniała, że takie działanie dozwolone jest jedynie w sytuacjach zagrożenia życia lub zdrowia dziecka i nigdy pracownik nie odbiera dziecka sam, zawsze z przedstawicielem policji lub ochrony zdrowia i w ciągu 24 godzin musi o tym powiadomić sąd opiekuńczy, zatem sytuacja tych dzieci jest monitorowana.

Żalek nie był usatysfakcjonowany odpowiedzią MPiPS. Zarzucił Seredyn, że nie zapoznała się z wnioskiem jego klubu i posługuje się sloganami właściwymi na wiecu wyborczym.