statystyki

Dlaczego uniknięcie katastrof jest niemożliwe? Bo leci z nami pilot

autor: Andrzej Krajewski04.04.2015, 14:00
Enter Air - samolot

W czerwcu 1973 r. na paryskim Salonie Lotniczym ZSRR zaprezentował Tu-144. Podczas pokazu pilot zaczął wykonywać karkołomne ewolucje, w wyniku których samolot runął na ziemię. Wybuch rozrzucił szczątki maszyny w promieniu 5 km, zginęła załoga i siedmiu widzówźródło: Materiały Prasowe

Choć samoloty pasażerskie są coraz doskonalsze, to uniknięcie katastrof jest tak samo niemożliwe jak kilkadziesiąt lat temu. Po prostu ludzie, którzy pilotują maszyny, zbyt często robią absolutnie wszystko, żeby wydarzyło się coś złego.

Lubitz był miłym, młodym człowiekiem” – powiedział Agencji Reutera jego kolega z klubu szybowcowego. Niestety, cierpiał na długotrwałą depresję, a być może także inne schorzenia psychiczne. Gorszy dzień przytrafił mu się 24 kwietnia. Skończył więc ze sobą, rozbijając w Alpach airbusa A320, w czasie gdy pierwszy pilot wyszedł do toalety. Lufthansa jeszcze długo będzie się tłumaczyć, jak to możliwe, że osoba niestabilna emocjonalnie, ze skłonnościami samobójczymi, mogła pilotować odrzutowce należących do niej tanich linii lotniczych Germanwings. Życia 150 ludziom to nie zwróci. Co ciekawe, nie popsuje to także specjalnie statystyk, z których wynika, iż każdego roku średnio rozbija się na świecie ok. 50 samolotów pasażerskich i ginie nieco ponad tysiąc pasażerów. Mimo to ten środek transportu uznawany jest za najbezpieczniejszy. Wedle matematycznych wyliczeń tylko jeden lot na milion kończy się rozbiciem maszyny. Choć byłoby jeszcze lepiej, gdyby nie piloci. Ponieważ aż 75 proc. wypadków zdarza się z powodu ich błędów. Zaś w ekstremalnych przypadkach są oni zdolni zrobić niemal wszystko, żeby zniszczyć pilotowany samolot.

Nieodpowiedzialni i głusi

Jednym z celów istnienia Związku Radzieckiego było konstruowanie maszyn, które można by potem zaprezentować światu jako lepsze od zachodnich. Kiedy powstał pierwszy, ponaddźwiękowy samolot pasażerski Concorde, na Kremlu zdecydowano, iż Kraj Rad musi wyprodukować jeszcze szybszy odrzutowiec. Już w czerwcu 1973 r. na Paryskim Salonie Lotniczym zaprezentowano światu wspaniałego Tu-144. Po napełnieniu baków i zabraniu pasażerów ważąca 180 ton maszyna zdolna była rozpędzić się do prędkości 2,5 tys. km/h. Latała więc szybciej niż bojowe odrzutowce krajów NATO. Załoga, która przyleciała Tu-144 do Francji, postanowiła udowodnić, że sowiecki samolot pasażerski jest nie tylko szybszy, ale i zwinniejszy od kapitalistycznych myśliwców.

Podczas pokazu obserwowanego przez 350 tys. ludzi ogromny płatowiec zaczął nad ich głowami wykonywać kolejne ewolucje, aż wreszcie gwałtownie wzniósł swój dziób w górę, siadając na ciągu silników. Do tej akrobatycznej figury niezdolnych było w owym czasie większość lekkich maszyn bojowych. Jak się okazało, pasażerski Tu-144 również. Samolot w pewnym momencie przechylił się przez skrzydło i uderzył o ziemię. Choć jego wybuch rozrzucił szczątki w promieniu 5 km, zginęła jedynie załoga i siedmiu widzów. Co uznano niemal za cud, bo pilot swymi nieodpowiedzialnymi poczynaniami o mały włos, a zafundowałby paryżanom prawdziwą masakrę. Przyczyn jego zachowania można się doszukiwać w chęci udowodnienia wrogim kapitalistom wyższości wszystkiego, co radzieckie. Czy zrobił to z własnej woli, czy nadgorliwie wykonywał polecenia zwierzchników, nigdy nie ujawniono.


Pozostało 80% tekstu

Prenumerata wydania cyfrowego

Dziennika Gazety Prawnej
9,80 zł
cena za dwa dostępy
na pierwszy miesiąc,
kolejny miesiąc tylko 79 zł
Oferta autoodnawialna
KUPUJĘ

Pojedyncze wydanie cyfrowe

Dziennika Gazety Prawnej
4,92 zł
Płać:
KUPUJĘ
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Kup licencję

Reklama

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Galerie