Tuż przed katastrofą 3-go marca 2012 roku w pobliżu posterunku kolejowego w Starzynach, ze względu na awarię rozjazdu zatrzymał się pociąg relacji Warszawa-Kraków. Dyżurny ruchu przyczynił się do skierowania tego pociągu na niewłaściwy tor i nie zareagował na zaistniałą sytuację - wyjaśnia prokurator Tomasz Ozimek z Prokuratury Okręgowej w Częstochowie. Dyżurny Andrzej N. powinien osobiście sprawdzić, jaka jest przyczyna awarii rozjazdu, tymczasem poinformował maszynistę pociągu, że wjeżdża na właściwy tor, choć nie było to zgodne z prawdą.

Nadjeżdżający z przeciwnej strony pociąg relacji Przemyśl-Warszawa zatrzymał się przed posterunkiem kolejowym w Sprowie. Maszynista otrzymał ostrzeżenie, że tor jest zajęty.

Podobny komunikat poprzez system komputerowy otrzymała druga z oskarżonych Jolanta S. Mimo to kobieta wydała maszyniście polecenie wjechania na ten tor - dodaje prokurator Tomasz Ozimek. Jednocześnie na semaforze przez nią obsługiwanym pojawił się sygnał o niewłaściwym torze.

Z ustaleń prokuratury wynika, że Jolanta S. i Andrzej N. sfałszowali dokumentację kolejową tuż po zderzeniu obu pociągów. Zdaniem prokuratury do katastrofy przyczynili się też maszyniści obu pociągów, jednak ze względu na to że zginęli w tej katastrofie śledztwo w ich sprawie zostało umorzone.

Przeprowadzony przez prokuraturę i Państwową Komisję Badania Wypadków Kolejowych eksperyment dowodzi, że maszyniści mieli możliwość zauważenia jadącego z naprzeciwka, po niewłaściwym torze pociągu z odległości dwóch kilometrów. Gdyby od razu rozpoczęli hamowanie mogli zapobiec tragedii lub znacznie zmniejszyć jej skutki.

Za sprowadzenie katastrofy lądowej, w której były ofiary śmiertelne oskarżonym grozi do 8 lat więzienia. Za poświadczenie nieprawdy w dokumentach nawet 5 lat pozbawienia wolności.