W maju 2011 roku, czyli niemal 10 lat po zamachach na World Trade Center i Pentagon, prezydent Barack Obama ogłosił światu, że amerykańscy komandosi zabili Osamę bin Ladena. Wtedy nikt nie przypuszczał, że kiedykolwiek poznamy nazwisko żołnierza, który pociągnął za spust. Dziś wiadomo, że śmiertelny strzał oddał były członek oddziałów specjalnych Navy SEAL Robert James O'Neill. Powiedział on dziennikowi Washington Post, że gdy zobaczył przywódcę al-Kaidy w sypialni domu w Abbottabad w Pakistanie stał on w ciemności za swoją najmłodszą żoną. O'Neil oddał dwa strzały. Oba trafiły bin-Ladena w czoło. 

Komandos miał ujawnić swoją tożsamość w przyszłym tygodniu w wywiadzie dla telewizji Fox i dziennika Washington Post. Tłumaczył, że zdecydował się wyjść z ukrycia bo zbyt wiele osób znało jego nazwisko i w pewnym momencie i tak przeciekłoby ono do prasy. Wcześniejsze ujawnienie jego tożsamości spowodował protest byłych kolegów z sił specjalnych skupionych w organizacji SOFREP i w konsekwencji publikacja jego nazwiska w brytyjskim dzienniku Daily Mail.