- Przedstawiciel sklepów Biedronka rzeczywiście dostał pozwolenie na stworzenie tam sklepu – mówi Agnieszka Kłąb, wiceszefowa biura prasowego miasta. – Ale rozmowy trwają. Inwestor chce złożyć nowy wniosek, w którym można byłoby połączyć funkcje handlowe i usługowe.

"A co z radą miasta i hanką ma wspólnego fakt, że prywatny właściciel budynku sprzedał prywatnemu właścicielowi biedronki ten lokal? Co to, w socjalizmie żyjemy, żeby rząd mógł zabraniać zwykłych transakcji handlowych" – to jeden z wpisów internetowych (pisownia oryginalna - przyp. red).

Kino ma swoją historię. Budynek, z zamysłem, by powstał tu ośrodek kultury, wybudowano tuż przed II wojną światową. Niestety nie udało się dopełnić wszystkich formalności. Dopiero w czasie okupacji stał się mekką kultury związaną z warszawskim gettem.

Kino odrodziło się na nowo w roku 1958. Zaczęło „Zakazanymi Piosenkami”. Zakończyło w ostatni weekend „Miastem 44”.

- Nie rozumiem polityki stolicy – mówi Jacek Sasin poseł na sejm, kandydat PiS na prezydenta Warszawy. – Przecież miasto wiedziało, że spadkobierca odzyskał kamienicę. Czy nie mogło wynająć lokalu na kontynuację działalności kina? W takiej sytuacji nie powinny obowiązywać ścisłe zasady rynkowe. Miasto ma przecież budżet na prowadzenie działalności kulturalnej. Ma swoje teatry.

Jacek Sasin wystosował list otwarty do prezydent miasta Hanny Gronkiewicz-Waltz z wezwaniem do przywrócenia funkcjonowania kina Femina „Dla Warszawy i warszawiaków”.

- Dlatego rozmawiamy – ripostują władze miasta. 

Atutem kina w ostatnich latach były promocje. W tygodniu można było kupić bilet już na 13 zł. - W porównaniu z multipleksami, to była ciekawa oferta. A filmy podobne jak w multipleksach i w kameralnych salach – mówi student SGGW. Przyznaje, ze na widowni byli przede wszystkim studenci i emeryci. – Szkoda, jakby kino zniknęło z mapy miasta.