Biznesmen dotychczas unikał zdecydowanych gestów poparcia dla jedności terytorialnej Ukrainy, ograniczał się tylko do deklaracji. 19 maja musiał jednak odwołać proukraińską manifestację w Mariupolu, ponieważ jej uczestnikom grozili uzbrojeni separatyści. W nocy ogłosił więc, że 20 maja w południe odbędą się protesty w obwodach donieckim i ługańskim. 

O wskazanej przez Achmetowa godzinie zakłady należące do najbogatszego Ukraińca i innych biznesmenów z nim sympatyzujących wstrzymały prace na kilka godzin. Kierowcy na ulicach Doniecka trąbili, rozległy się też dzwony najważniejszej prawosławnej świątyni miasta.

Separatyści odpowiedzieli groźbami przejęcia zakładów przemysłowych, których właściciele nie płacą podatków samozwańczej Republice Donieckiej. Rinat Achmetow kilka dni temu powiedział, że nie będzie tego robił. Prorosyjscy bojówkarze twierdzą, że w ten sposób"wystąpił on przeciwko Zagłębiu Donieckiemu".