statystyki

Masa niezgody. Ulice dla maratończyków czy mieszkańców?

autor: Anna Wittenberg16.05.2014, 07:30; Aktualizacja: 16.05.2014, 07:55
Orlen Warsaw Maraton

Orlen Warsaw Maratonźródło: Newspix

Wokół zamykanych ulic w miastach toczy się wojna. Walczą ze sobą rowerzyści, maratończycy, nocni rolkarze, mieszkańcy. Wygrywają ci, którzy są silniejsi, głośniejsi, lepiej zorganizowani. Niekoniecznie ci, którzy mają rację

Ostatni przejazd Masy Krytycznej w Łodzi skończył się fatalnie dla wszystkich – i mieszkańców, i rowerzystów. Starszy mężczyzna trafił do szpitala ze złamaną kością przedramienia – wpadł na niego rozpędzony uczestnik przejazdu. Pieszy chciał wykorzystać lukę w peletonie i wszedł na przejście przez jezdnię; myślał, że może, bo miał zielone światło.

Wypadek okazał się wymarzoną okazją dla krytyków Masy – w końcu pojawił się rozsądny pretekst, by zażądać zakazu urządzania rowerowych przejazdów przez miasto. Bo wiadomo, że nie o zdrowie starszego mężczyzny tu chodzi, ale piątkowy wieczór i korki, które rowerzyści wywołują w godzinach szczytu.

„W ubiegłą niedzielę (...) z Żoliborza (w Warszawie – aut.) do pracy na bliskiej Woli jechałem niemal godzinę. W korku, metr po metrze, bez możliwości zjazdu na bok. Okazało się, że przyczyną był bieg uliczny, jakiś »półmaraton«” – zaczął słynny już felieton w „Rzeczpospolitej” Dominik Zdort. Słynny, bo w 5126 znakach zdążył jeszcze nadmienić, że półmaraton jest półmaratonem z powodu poprawności politycznej – by biegaczom nie było przykro, że nie mają sił do przebiegnięcia pełnego maratonu. Że bieganie to sekta, za przynależność do której można liczyć na awans w pracy. Że to rozrywka dla ludzi o niezbyt subtelnej umysłowości. Że biegacze organizują zawody tak, jakby urządzali religijne święta. Całkiem sporo jak na wyraz frustracji z powodu wydłużonej drogi do pracy.

Przerysowany głos Zdorta wywołał ogromną dyskusję. Biegacze wyśmiewali go z powodu naiwnych przekonań, a ci, których uliczne biegi irytują, bronili jego racji. Okazało się, że ta druga grupa jest niemała. Ci sami ludzie milczą jednak, gdy rano 10 kwietnia kilkaset osób blokuje Krakowskie Przedmieście przed Pałacem Prezydenckim. W tym roku rocznica katastrofy smoleńskiej wypadała w czwartek – dzień pracy – dezorganizując dojazdy tym, którzy poruszają się na tej trasie autobusem. O tym, ile emocji wygenerował krótki objazd, wiedzą tylko ci, którzy znaleźli się wtedy w autobusach. I obserwujący ich użytkownicy mediów społecznościowych. Prawdopodobnie ci, którzy sami przynajmniej raz w roku blokują miasto podczas imprezy biegowej, Marszu Niepodległości, Parady Równości czy Parady Schumanna.

Bo jak Kali blokuje, to dobrze, jak Kalemu blokować – to źle.


Pozostało jeszcze 81% treści

2 dostępy do wydania cyfrowego DGP w cenie
9,80 zł Za pierwszy miesiąc.
Oferta autoodnawialna
PRENUMERATA 2020
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Kup licencję

Reklama

Komentarze (1)

  • o.Truflik(2014-05-17 13:14) Zgłoś naruszenie 00

    "Walczą ze sobą rowerzyści, maratończycy, nocni rolkarze, mieszkańcy."
    Przepraszam bardzo a ludzie którzy biegają czy przemieszczają się na rowerach lub rolkach to nie mieszkańcy? Albo jakaś ich gorsza kategoria nie mająca prawa do przestrzeni miasta?

    Odpowiedz

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Galerie