Wypełnione po brzegi kontenery, kosze na śmieci obstawione torbami i sterty odpadków na madryckich placach. A do tego nieprzyjemny zapach, bo od początku listopada w stolicy Hiszpanii jest ponad 20 stopni Celsjusza. Protestujący nie zamierzają jednak przerwać strajku, bo od jego powodzenia - podkreślają - zależy byt ich najbliższych. 

„Myślę, że po trzech latach zamrożenia pensji i zwiększeniu liczby godzin pracy nie zasługujemy na takie traktowanie. Nie utrzymam rodziny za połowę pensji” - skarży się jeden z protestujących. 

Władze Madrytu odmawiają negocjacji. Argumentują, że służby miejskie są przedsiębiorstwem nie należącym do miasta. Ostrzegają, że zerwą z nim umowę, jeśli protest będzie się przeciągał.