Obecnie partie dostają pieniądze w ramach budżetowej subwencji oraz dotacji. Dotacja to zwrot nakładów, jakie poniosły na kampanię wyborczą. Dostają je ugrupowania, które przekroczyły 5-procentowy próg wyborczy. Subwencje dostają partie, które w wyborach uzyskały 3 procent głosów w skali całego kraju. 

Na pytanie o nowy model finansowania partii starali się odpowiedzieć: konstytucjonaliści, socjologowie, politolodzy, etycy i przedstawiciele organizacji pozarządowych. Wszyscy proponowali wprowadzenie mechanizmów kontrolujących wydawanie pieniędzy przez polityków. 

Konstytucjonalista Ryszard Piotrowski likwidację finansowania budżetowego nazwał prywatyzacją partii politycznych. Ekspert rozumie niechęć społeczeństwa do składania się na partyjne wydatki, ale uważa, że obecny system zamiast zmieniać, należy ulepszyć. Przypomniał też, że obecne prawo jest wadliwe "dzięki" politykom, którzy dopuścili do uchwalenia nieprecyzyjnych przepisów. "Przecież to nie Marsjanie napisali to prawo. To państwo napisali, dobrze wiedząc co robią" - mówił Piotrowski. Jego zdaniem, w obecnej ustawie brakuje między innymi zapisu o kontrolowaniu dotacji dla partii.

Inny konstytucjonalista, profesor Piotr Winczorek też jest przeciwny likwidacji finansowania partii z budżetu. Jego zdaniem, można wprowadzić zasady wydawania publicznych pieniędzy. Profesor nie dziwi się, że ogromna część społeczeństwa nie chce, by partie dostawały środki z budżetu państwa. Polacy uważają bowiem, że są to nasze pieniądze, a krajem rządzą złodzieje. Takie opinie o władzy powszechne są nie tylko w Polsce - dodał konstytucjonalista.

Politolog Izabela Trzpil również jest zwolennikiem nie radykalnej zmiany, a udoskonalenia obecnych przepisów. Jednak - jak zaznaczyła - mechanizmy kontrolne nie powinny usztywniać systemu finansowania. W jej opinii, należałoby przeanalizować dotychczasowe wydatki partii i na tej podstawie stworzyć mechanizmy kontrolne. 

Politolog Anna Materska-Sosnowska również uważa, że obecny system finansowania partii jest optymalny. Należałoby tylko dać ugrupowaniom możliwość odwoływania się od decyzji administracyjnych w przypadku utraty subwencji i uczynić partyjne wydatki bardziej przejrzystymi. Można by je lokować na przykład na subkoncie bankowym, jak podczas wyborów. Zdaniem Materskiej-Sosnowskiej, należałoby zastanowić się też nad lepszą kontrolą wydatków partii. W tym celu można by zwiększyć uprawnienia Państwowej Komisji Wyborczej. 

O tym ostatnim mówiła też Grażyna Kopińska z Fundacji Batorego. Wskazała, że teraz PKW tylko sprawdza czy wydatki partii zgadzają się pod względem księgowym. Nie kontroluje ich natomiast od strony merytorycznej. "I potem mogą się zdarzać takie kwiatki, że jest zaakceptowane sprawozdanie finansowe z przeprowadzenia kampanii wyborczej na prezydenta, w której nie było ani jednego rachunku za telefon, komórkę lub komputer."

Zadowolona z debaty była Ewa Kopacz. Marszałek Sejmu uważa, że proponowana przez jej partię likwidacja finansowania partii z budżetu zbliży polityków do wyborców. Marszałek Kopacz nie zgodziła się z opinią konstytucjonalisty Ryszarda Piotrowskiego, że odejście od finansowania partii z budżetu będzie oznaczało ich prywatyzację. Każdy sposób dotowania musi mieć element kontrolny - podkreśliła. Pieniądze dla partii z budżetu też są niedostatecznie kontrolowane - dodała.

Ewa Kopacz wystąpiła z inicjatywą zorganizowania debat po czerwcowej zapowiedzi premiera dotyczącej likwidacji finansowania partii politycznych z budżetu. Stosowny projekt PO trafił już do laski marszałkowskiej. Ugrupowania miałyby się utrzymywać ze składek i darowizn. Pozostałe ugrupowania mają inne propozycje. Ruch Palikota mówi o 1-procentowym odpisie od podatku, Solidarna Polska chce zawiesić budżetowe finansowanie partii do 2015 roku, a SLD proponuje zmniejszyć dotację.