To rzadka cecha. Nieczęsto zdarza się, że polityk w tak drażliwej, w zasadzie egzystencjalnej sprawie mówi prawdę. Antymigranckie ugrupowanie nie poprosiło i nie wzięło „ani jednego lira” z Rosji. Nie mogło, bo Rzym jest jednym z założycieli unii walutowej i od 2002 r. włoski lir – podobnie zresztą jak sanmaryński i watykański – jest poza obiegiem. W tym sensie Salvini mówi o faktach.

Ale faktem jest też nagranie, na których słychać, jak jego współpracownik Gianluca Savoini rozmawia z Rosjanami o finansowaniu Ligi. Główny oskarżony o przyjęcie pieniędzy nie jest szeregowym współpracownikiem, ale człowiekiem z najbliższego otoczenia Salviniego. Już pięć lat temu budował on kontakty w Moskwie po linii partyjnej z putinowską Jedną Rosją.

Mimo tego że lider Ligii marginalizuje znaczenie tej znajomości, wiadomo, że trwa ona od lat. Wynika to jednoznacznie z aktywności obydwu panów w mediach społecznościowych. Salvini i Savoini w 2017 r. pozują do zdjęcia w pochmurny, marcowy dzień na placu Czerwonym. Rok później – już jako przedstawiciele włoskich władz – siedzą przy stole podczas oficjalnych rozmów międzyrządowych, co potwierdza Twitter.

Takich zdjęć w mediach społecznościowych jest wiele. Salvini spotyka się z szefem MSZ Siergiejem Ławrowem. Pozuje z członkiem komisji spraw zagranicznych Dumy – Siergiejem Żelezniakiem. Na innym – z grudnia 2014, czyli w szczycie zimnej wojny Rosja – Zachód po aneksji Krymu i tuż przed bitwą o Debalcewe w Donbasie – widać spotkanie z szefem komisji ds. gospodarki Igorem Rudenskim. Tym samym, wobec którego antykorupcyjni aktywiści Aleksieja Nawalnego wykazali, że zapomniał wpisać do deklaracji majątkowej ziemię pod Moskwą o powierzchni 11 209 mkw. I tym samym, który jest architektem schematów, za pomocą których deputowani Jednej Rosji ukrywają swoje majątki (o tym z kolei pisał rosyjski magazyn śledczy „The Insider”).

Jedno ze zdjęć jest szczególne. Savoini pozuje na nim z odpowiedzialną za sprawy Krymu w rosyjskim rządzie Jeleną Abramową na tle mapy półwyspu. Fotografia jest z grudnia 2014. Wykonano ją dwa miesiące po wizycie polityków Ligi na anektowanym półwyspie. Jak czytamy w książce „Rosja i zachodnia skrajna prawica. Tango Noir” autorstwa urodzonego w Sewastopolu ukraińskiego pisarza, analityka i aktywisty Antona Szechowcowa, podczas krymskich spotkań omawiano projekty gospodarcze włosko-rosyjskie. Oferta była kusząca. Rosjanie proponowali coś na wzór specjalnej strefy ekonomicznej z preferencjami podatkowymi na półwyspie i z dostępem do rynku w „Mainlandzie”, czyli w Rosji kontynentalnej. Każdy na tym układzie korzystał. Włosi, godząc się na niego, mogli tanio przenieść produkcję do miejsca, gdzie obciążenia fiskalne są minimalne, a siła robocza tania. Zyskiwali również dostęp do wielkiego rynku zbytu. W efekcie w połowie grudnia 2014 r. w położonej na północy Włoch Padwie zorganizowano kongres z udziałem ponad stu przedstawicieli biznesu włoskiego, z urzędnikami rosyjskimi takimi jak Abramowa oraz lokalnymi politykami pod hasłem: „Rosja i Krym. Dwie wielkie możliwości dla naszego biznesu”. Układ finansowy, o którym pisze BuzzFeed, jest w tym kontekście tylko jednym i niekoniecznie najważniejszym elementem putinowskiego uwikłania Ligi i jej zaplecza. Rosjanie zyskali konia trojańskiego w Unii Europejskiej znacznie wcześniej, niż partia zdecydowała się na pobranie pieniędzy z funduszu operacyjnego Kremla. Uścisk dłoni Savoiniego i Abramowej w Moskwie na tle mapy Krymu jest przy tym twardym dowodem, że żaden polski polityk działaczom Ligi ręki podawać nie powinien.