statystyki

Rewolucja w Wenezueli staje się kolejnym frontem nowej zimnej wojny między Rosją i Waszyngtonem

autor: Mariusz Janik03.02.2019, 10:35; Aktualizacja: 03.02.2019, 10:54
Wenezuela

Wenezuelaźródło: ShutterStock

Rewolucja w Wenezueli stała się już kolejnym frontem nowej zimnej wojny między Rosją i Waszyngtonem

W ojna nerwów – w tej zbitce słów to pierwsze lepiej oddaje atmosferę, jaka zapanowała w Wenezueli od początku ubiegłego tygodnia. – Maduro nie odda władzy po dobroci – notował słowa taksówkarza z Caracas reporter agencji Bloomberg. – On nie ma nic przeciwko temu, żeby naszpikować każdego, kto protestuje przeciwko jego władzy, ołowiem – dorzucał kierowca.

I nie są to puste słowa. Już pierwszej nocy protestów do najbiedniejszych dzielnic stolicy skierowano szwadron śmierci FAES, Siły do Działań Specjalnych. Tę „grupę eksterminacyjną”, jak mówią o niej Wenezuelczycy, stworzono dwa lata temu po jednej z gorętszych fal protestów przeciw Maduro. – Wielu żołnierzy nie chce uczestniczyć w tłumieniu protestów, więc wezwano FAES – twierdzą miejscowi antyrządowi aktywiści. – Każdego dnia wchodzą do slumsów – opowiada Leida, mieszkanka biednej dzielnicy. – Wdzierają się do mieszkań i domów, wszystko niszcząc. Są uzbrojeni, słyszeliśmy nawet, jak używają granatów. Zasłaniają twarze. Zabili już sześciu ludzi – dorzuca.

To początek ponurej statystyki, bo ONZ twierdzi, że od wybuchu protestów 21 stycznia zginęło już co najmniej 40 osób. – W niektórych przypadkach członkowie szwadronów mordują zatrzymanych na oczach rodziny – mówi Rafael Uzcategui, szef organizacji praw człowieka Provea. – FEAS powstały po to, by interweniować w sytuacjach, gdy dochodzi do wymuszeń lub porwań. Ich członkowie zostali wyszkoleni do dokonywania ataków, w których są ofiary – podsumowuje.

Wenezuelscy „specjalsi” na razie krążą po tych dzielnicach, w których szansa na spotkanie któregoś z opozycyjnych polityków ze świecznika jest niewielka. Im reżim zamyka usta, odcinając w kraju dostęp do mediów społecznościowych, zamrażając rachunki bankowe czy odmawiając – poprzez lojalny wobec Maduro Sąd Najwyższy – możliwości wyjazdu za granicę.

Jeżeli FAES i część sił bezpieczeństwa, która jest zaangażowana w obronę reżimu, są kijem, to Maduro osobiście oferuje społeczeństwu marchewkę. – Jestem gotowy usiąść do stołu negocjacyjnego z opozycją. Byśmy porozmawiali o dobru Wenezueli – dorzuca. Ale najważniejsze z żądań opozycji – powtórka niedawnych wyborów, podczas których stojące za prezydentem instytucje zdyskwalifikowały i prześladowały politycznych przeciwników, a następnie odtrąbiły zwycięstwo nad zapełnionymi w podejrzany sposób urnami – nie wchodzi w grę. – Jeżeli Ameryka i opozycja chcą nowego głosowania, niech poczekają do 2025 r. – ucina wenezuelski prezydent. Oznacza to, że Maduro chce zachować władzę: po ubiegłorocznej reelekcji drugą kadencje zaczął 10 stycznia.


Pozostało jeszcze 88% treści

Czytaj wszystkie artykuły na gazetaprawna.pl oraz w e-wydaniu DGP
Zapłać 97,90 zł Kup abonamentna miesiąc
Mam kod promocyjny

Reklama

Komentarze (3)

  • xxyyzz(2019-02-03 14:00) Zgłoś naruszenie 10

    Dopiero po zaprowadzeniu demokracji przez kowbojów - kraj ten będzie mlekiem i miodem płynącym. Ale za nim to nastąpi , najpierw zamiast mleka miodu popłynie szerokim strumieniem niewinnych ludzi .....krew , czego dowodem są : Jugosławia , Afganistan , Irak , Libia , Syria ..... i dziesiątki innych ..

    Odpowiedz
  • kp(2019-02-03 13:19) Zgłoś naruszenie 10

    Amerykanie maja chrapkę na Wenezuelską ropę i to tyle.............

    Odpowiedz
  • wret(2019-02-03 13:13) Zgłoś naruszenie 11

    W ten sposób socjalizm oraz sojusz z Kremlem sprowadziły na samo dno jeden z najbogatszych w ropę krajów świata.

    Odpowiedz

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Galerie