"Dziś rano mój adwokat otrzymał telefon od jednego ze śledczych w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych z informacją, że muszę jeszcze dziś złożyć zeznania w sprawie kolejnego dochodzenia" - przekazał 42-letni Nawalny na swojej stronie internetowej.

Opozycjonista wyjaśnił, że wraz ze swoim adwokatem pojechał na posterunek policji, gdzie poinformowano go, że musi jedynie podpisać dokument informujący go o jego prawach. Następnie zezwolono mu na powrót do domu.

Według Nawalnego nowa sprawa dotyczy skargi byłego śledczego MSW Pawła Karpowa, który w 2016 roku poczuł się zniesławiony po jednym z wpisów na blogu opozycjonisty. We wpisie tym opozycyjny polityk oskarżył Karpowa m.in. o związek ze śmiercią Siergieja Magnitskiego - prawnika, który został aresztowany, gdy podczas przesłuchania w sprawie domniemanych oszustw podatkowych wymienił funkcjonariuszy MSW Rosji zamieszanych w przejęcia różnych spółek. Magnitski w 2009 roku w wieku 37 lat zmarł w więzieniu w Moskwie. Jego pracodawcy i obrońcy praw człowieka twierdzą, że w dniu śmierci został ciężko pobity przez strażników więziennych.

Dodatkowo Nawalny stwierdził na blogu, że Karpow był właścicielem mieszkania kosztującego prawie milion dolarów i kilku luksusowych samochodów.

Opozycjonista w poniedziałek przyznał, że był już w tej sprawie przesłuchiwany w 2016 roku po tym, jak Karpow złożył do sądu skargę. "Z tego co wiem, obecnie nie można mnie zatrzymać na podstawie tego zarzutu. Grozi mi tylko wysoka grzywna. Ale Bóg jeden wie, jak tym razem zadziała skomplikowana maszyna, którą kieruje Putin" - oświadczył.

Nawalny w niedzielę wyszedł na wolność po 50 dniach spędzonych w areszcie. Sąd w Moskwie skazał go 24 września br. na 20 dni pozbawienia wolności, a wyrok zapadł w dniu, gdy Nawalny zakończył odbywanie poprzedniej kary, 30 dni aresztu. Zarzucano mu naruszenie przepisów dotyczących organizacji zgromadzeń publicznych.

W maju br. Nawalny odbył też karę 30 dni aresztu w związku z demonstracją zwołaną po wyborach prezydenckich.(PAP)