statystyki

Co będzie następne? Człowiek na Księżycu?

autor: Jakub Kapiszewski06.10.2017, 07:15; Aktualizacja: 06.10.2017, 08:31

źródło: Dziennik Gazeta Prawna

60 lat temu niewielka srebrzysta kula rozpoczęła erę kosmiczną, a wraz z nią kosmiczny wyścig.

Kiedy pierwszy sztuczny satelita Ziemi trafił na orbitę, Nikita Chruszczow znajdował się w Kijowie. Gensek postanowił podzielić się radosną nowiną z aktywem partyjnym. Działacze podobno nie okazali entuzjazmu. Nikt z nich nie docenił wagi tego, co się stało.

Zresztą w Związku Radzieckim było może wówczas kilka osób, które to rozumiały. Dowodem niech będzie chociażby to, że wydarzenie zostało odnotowane w „Prawdzie” – oficjalnym dzienniku KPZR – kilkuzdaniową wzmianką. 4 października 1957 r., przemawiając do towarzyszy w Kijowie, nie miał tej świadomości również Nikita Chruszczow. Znaczenie Sputnika dotarło do niego dopiero następnego dnia rano, kiedy podczas śniadania otrzymał jak zwykle poranny briefing: trzy teczki w różnych kolorach. W czerwonej – przechwycone depesze dyplomatyczne. W niebieskiej – raporty agencji wywiadowczych. Najważniejsza tego dnia okazała się jednak zawartość zielonej teczki, w której pierwszy sekretarz otrzymywał wycinki z prasy światowej.

Jak wybuch bomby

W 1957 r. Amerykanie z ufnością patrzyli w przyszłość. Lato upłynęło im w rytmie hitu Elvisa Presleya „Hound Dog”, ale w prawdziwie optymistyczny nastrój wprawiała ich nauka. Parę lat wcześniej na rynek wprowadzono szczepionkę na chorobę Heinego-Medina. W kraju rozwijała się energetyka atomowa. W księgarniach leżały książki opisujące pierwszego sztucznego satelitę Ziemi, który miał poszybować w przestrzeń kosmiczną na budowanej przez marynarkę wojenną rakiecie Vanguard. Na entuzjastów techniki czekały nawet modele satelity do sklejania.

„Wszyscy w 1957 r. wiedzieli, że eksploracja kosmosu była następnym krokiem rozwoju naukowego i technicznego, i zakładali, że Stany Zjednoczone odegrają w tym – jak zwykle – wiodącą rolę” – pisał dziennikarz John Brooks. Kiedy więc okazało się, że to jednak Sowieci jako pierwsi umieścili dzieło ludzkich rąk na orbicie okołoziemskiej, nastąpił szok.

„Wieści o wystrzeleniu satelity wywołały w Waszyngtonie efekt podobny do eksplozji bomby. To nie naukowe znaczenie Sputnika tak wstrząsnęło specjalistami z Pentagonu – to była świadomość, że Związek Radziecki skonstruował wielostopniową, międzykontynentalną rakietę, której nie podoła obrona przeciwlotnicza” – napisał wiele lat później w książce „Kosmonautyka w ZSRR” Boris Czertok, jeden z głównych inżynierów radzieckiego programu rakietowego.


Pozostało jeszcze 81% treści

Czytaj wszystkie artykuły na gazetaprawna.pl oraz w e-wydaniu DGP
Zapłać 97,90 zł Kup abonamentna miesiąc
Mam kod promocyjny

Reklama

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Galerie