Finansowa zapaść NFZ, któremu tylko w bieżącym roku brakuje aż 14 mld zł, a w przyszłym roku dziura w jego budżecie może sięgnąć aż 24 mld zł, zintensyfikowała dyskusje wokół przepisów o zarobkach medyków. Co do tego, że ustawa wymaga zmian, zgodni są i pracodawcy, i strona rządowa. Nie ma jednak porozumienia co do tego, w jakim kierunku powinny iść zmiany.
Zdaniem uczestników spotkania zorganizowanego ostatnio przez Ogólnopolskie Porozumienie Szpitali Powiatowych (OPSP) z przedstawicielami samorządów zawodowych w ochronie zdrowia, największym problemem są te kadry, które nie są objęte ustawą. Chodzi o pracowników medycznych zatrudnionych na umowach cywilnoprawnych, w tym przede wszystkim lekarzy, bo już ponad połowa przedstawicieli tego zawodu pracuje w szpitalach na kontraktach. Choć ich pensje nie są w żaden sposób regulowane, ustawa o obowiązkowych dla medyków podwyżkach nasiliła ich roszczenia płacowe.
Ogólnopolskie Porozumienie Szpitali Powiatowych: Wynagrodzenia medyków do zmiany
– Ustawa wyznaczyła poziom najniższego wynagrodzenia, co nic nikomu nie daje poza pracownikiem, który ma gwarancję, że co najmniej tyle pieniędzy na pewno dostanie, a najwięcej może żądać ile chce. Doszło do tego, że lekarze, zwłaszcza ci pracujący na umowach cywilnoprawnych, sami wyznaczają, ile chcą zarabiać. Przychodzą z żądaniami podwyższenia kontraktu o określony procent – 60, 70, 80 i to liczonego od przychodu szpitala. To są publiczne pieniądze i państwo musi sobie odpowiedzieć na pytanie, czy je stać na wypłacanie takich stawek – podkreśla Mariusz Trojanowski z OPSP. Dodaje, że pieniądze są przekazywane w świadczeniach medycznych, więc każda podwyżka wynagrodzeń powoduje, że „okrada się" pacjentów, czyli zabiera im się środki, które powinny iść na leczenie.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.