zaloguj się do e-DGP
statystyki

Rybiński: Google nie kłamie – Polaków interesują zakupy, a nie reformy

skomentuj

Powszechność internetu pozwala na analizę zmian, jakie zachodzą w polskim społeczeństwie.

Publikacja: 27 października 2011, 07:43 Aktualizacja: 27 października 2011, 07:46

Na przykład w aplikacji Google Trends można zobaczyć, jak często w Polsce wyszukuje się hasło „pogoda” w wyszukiwarce Google’a. Dane dostępne są od 2004 roku. Co roku liczba zapytań z tym słowem rośnie, co prawdopodobnie jest związane z upowszechnieniem sieci. Widać jednak także trendy sezonowe – szczyt zapytań mamy w okresie letnim, co nietrudno uzasadnić trwającym akurat wtedy okresem urlopowym, podczas którego wielu użytkowników sprawdza, jaką będą mieli pogodę na wakacjach.

W Google Trends można też sprawdzić popularność różnych osób w wyszukiwarkach. Na przykład od 2004 systematycznie spada liczba wyszukiwań hasła „Doda”, rośnie natomiast hasła „Tusk”. W tym roku „Tusk” było jeszcze częściej wyszukiwanym hasłem niż w ubiegłych latach. Nasuwa się wniosek, że być może Polacy w końcu zainteresowali się polityką bardziej niż rozrywką. Ale to wniosek błędny, co pokazują dalsze badania trendów. Otóż hasło „Donald Tusk” jest podobnie popularne jak przed laty, natomiast silnie wzrosła liczba wyszukiwań hasła „Kasia Tusk” i to ono zawyża statystyki związane z nazwiskiem premiera. Więc jednak rozrywka cały czas górą, zmienia się jedynie relatywna popularność celebrytów w tej branży.

Natomiast do bardzo poważnych i niepokojących wniosków można dojść, śledząc zmiany popularności trzech haseł: „reformy”, „dług” i „zakupy”. Otóż od 2004 roku zainteresowanie reformami stopniowo, lecz konsekwentnie spada, a w 2010 i 2011 roku osiągnęło dno. Dodatkowo latem prawie nikt nie wyszukuje tego hasła, bo – jak już wiadomo – mamy wtedy czas urlopów, a nie reform. Hasło „dług” staje się stopniowo coraz bardziej popularne, z jednorazowym silnym wyskokiem w górę w 2010 roku, co prawdopodobnie jest zbieżne z uruchomieniem licznika długu przez Leszka Balcerowicza w centrum Warszawy. Ale od tamtej pory statystyka wyszukiwań tego słowa jest wyższa niż poprzednio, a więc efekt edukacyjny został osiągnięty, bo ludzie faktycznie interesują się długiem bardziej niż kiedyś.

Dla nas jest ważne wygodne życie, tu i teraz. Problemy na przyszłość, jak dług czy emerytury, zostawiamy następnym pokoleniom

Widać też zmianę trendu wyszukiwań słowa „zakupy”. Po lekkim spadku w latach 2005 – 2007 i stabilizacji w latach 2007 – 2009, począwszy od 2010 r. następuje silny wzrost. Z pewnością wynika to ze zmian technologicznych, sklepy internetowe są coraz bardziej powszechne i sprzedaż za ich pośrednictwem wyraźnie rośnie. Jednak popularność hasła „zakupy” może też wynikać z pewnych zmian mentalnościowych społeczeństwa.

Co widać, gdy obserwuje się te trendy? Moim zdaniem analiza haseł z wyszukiwarki internetowej przedstawia obraz społeczeństwa, które nie interesuje się sprawami państwa, tylko zaspokojeniem swoim bieżących potrzeb. Zamiast pytać, jakie będą reformy (oczywiście zakładam, że chodzi o działania rządu i Sejmu zwiększające potencjał rozwojowy gospodarki, a nie o wielkie majtki, jakie nosiła Bridget Jones), co dalej z naszymi emeryturami oraz czy wzrośnie bezrobocie, zadajemy sobie pytania, gdzie najlepiej zrobić zakupy, czy sklep X oferuje lepszą promocję niż sklep Y.

Czy jest coś złego w tym, że ludzie interesują się zakupami, a nie reformami? W zasadzie nie ma, każdy ma prawo interesować się, czym chce. Jednak w takim społeczeństwie, skupionym na zaspokojeniu swojego apetytu tu i teraz, nieuchronnie rośnie ryzyko, że w przyszłości będzie trudniej te apetyty zaspokoić.

Zresztą są przykłady krajów, gdzie jest podobnie, gdzie hasło „zakupy” zdecydowanie dominuje nad pozostałymi, a zainteresowanie reformami jest niewielkie. Tylko że na przykład w USA i Wielkiej Brytanii liczba wyszukiwań słowa „shopping” stopniowo maleje, a w USA przez jakiś czas hasło „debt” było popularniejsze niż „shopping”, gdy Republikanie i Demokraci nie mogli się dogadać i USA groziło techniczne bankructwo. W Niemczech też wśród użytkowników wyszukiwarki Google też najbardziej popularne są zakupy (einkaufen), ale różnica z długiem (Schuld) była bardzo mała w minionych latach, choć teraz się powiększa na skutek rosnącej popularności zakupów. We Francji liczba wyszukiwań słowa zakupy (achats) od lat silnie spada, a liczba wyszukiwań słowa dług (detto) jest od połowy 2011 roku znacznie wyższa niż zakupy.

Dane te pokazują, że my, Polacy, stajemy się społeczeństwem nastawionym na kupowanie, na to, co mamy tu i teraz, a kwestie reform i długu pozostawimy naszym dzieciom i wnukom.

Komentarze: 11

  • 1: ppp z IP: 194.154.219.* (2011-10-27 09:42)

    dlug moze oznaczac osobiste zadluzenie, czyli miedzy innymi ekstremalny wymiar zainteresowania zakupami

  • 2: TKF z IP: 82.12.252.* (2011-10-27 10:40)

    Polacy tak myślą z bardzo prostego powodu. Państwo i jego struktury jest przez wielu postrzegane jako wrogo nastawione do siebie. (Ja np. tak uważam). Nadal widoczny jest podział z PRL na 'my' i 'oni', choć 'oni' oznacza dzisiaj coś nieco innego niż wtedy i rozkłada się na różne elementy, co pokazują wyniki wyborów. Polacy myślą i działają właściwie. Widzą, że państwo upada więc starają się gromadzić dobra i zapasy, aby móc przetrwać. Nie ma co myśleć o wnukach, gdy Polska się wyludnia, nie ma co myśleć o długu, bo i tak się go nie spłaci. Patrząc na rządy premiera Tuska i gigantyczne długi, jakie zaciągnął, ludzie robią to samo. Nie ma się co dziwić.

  • 3: Brick z IP: 83.27.67.* (2011-10-27 10:48)

    Przy analizie wpisywanych słów do google trzeba też wziąć pod uwagę wyświetlane wyniki. Hasło "dług" może często oznaczać głośny film Krzysztofa Krauze o tym tytule. Widać że jest cały czas poszukiwany w internecie.
    Z kolei hasło "zakupy", choć uniwersalne, jednak moim zdaniem gorzej dobrane. Radzę spróbować "sklep" lub "allegro". "Sklep" bije na głowę "zakupy" a o "allegro" to już lepiej nie wspominać. Porównanie "allegro" do "dług publiczny" jest bardziej miarodajne. Niestety wyniki są jeszcze gorsze ;-)
    Przepaść pomiędzy zakupami przez internet, a zainteresowaniem gospodarką jest niestety dużo większa.

  • 4: wicenigga z IP: 178.36.71.* (2011-10-27 11:12)

    Cenię pana Rybińskiego, ale niby czego mógłbym oczekiwać wpisując "reformy" do googlałki... no już wiem, wpisałem i tego samego spodziewałbym się po wpisaniu słowa "zakupy". Chyba trzeba się bardziej wysilić, żeby przypisać naszemu społeczeństwu odpowiedzialność za obecny bardak. To nie "bezmyślność" murarza czy jakiejś gospodyni go spowodowała.

  • 5: bzdura z IP: 188.112.38.* (2011-10-27 13:13)

    Nikt bezpośrednio nie szuka takich rzeczy przez google , tylko przez strony tematyczne , które codziennie odwiedza ...najlepszym przekładem na to ,że Pan Rybiński się myli jest aktywność użytkowników komentujących artykuły o zmianach prawnych lub możliwościach zmian na stronach tematycznych .Przez google niby czego mają szukać ludzie ..pojęcia co to jest reforma , przecież nie ma szans na to , aby być na bieżąco używając ...takiej techniki wyszukiwania jaką proponuje Pan Rybiński.

  • 6: ronin z IP: 89.202.125.* (2011-10-27 13:25)

    Myślę, że przedstawiona analiza pokazuje również niską świadomość społeczną i zainteresowanie społecznymi problemami przez społeczeństwo. Niestety nasi poltycy to doskonale dostrzegają i wykorzystują, dlatego też ważnym tematem w kampaniach wyborczych są katastrofa smoleńska, debata o debatach, a już sama dyskusja o sposobie rozwiązania problemów gospodarczych, reformach nikogo nie interesuje. A to właśnie determinuje naszą przyszłość, nasz dostatek, pracę i dochody.

    Takiego podejścia nie mają narody wyżej od nas rozwinięte, jak Niemcy, Anglia, Francja czy USA. I dlatego w tych krajach jest sieć autostrad, dróg szybkiego ruchu, przemysł się rozwija, a ludziom żyje się dostatnio, bo patrzą na ręce władzy i nie nagradzają ich w następnych wyborach.

  • 7: Nie ważne ile wprowadzisz do ZUS i OFE z IP: 82.139.160.* (2011-10-27 13:35)

    Wszystko zostanie zmarnowane i rozkradzione.

    Co z tego że obecne pokolenia przekazuja składkę do ZUS i OFE jak ZUS wszystko wypłaci...

    A OFE kupi Obligacjie ...czyli odda całą gotówkę Państwu.

    Kiedys sie śmiałem z kolegów odprowadzających minimalny ZUS i odkładajacych resztę gotówki na konta.

    Oni mieli racje - maja realne zabezpieczenie na przyszłość. My nie mamy nic oprócz złudnej nadzei.

  • 8: W Anglii ojczyżnie okręgów 1 mandatowych z IP: 82.139.160.* (2011-10-27 13:39)

    Psim obowiazkiem Posła ze swego Okręgu jest składanie publicznych sprawozdań w obliczu swoich wyborców co kilka miesięcy.

    Nieraz się zdarza że leniwy Poseł dostaje kilka solidnych kopniaków w tyłek albo dostaje w łomot by go zmobilizowac do pracy.

    A co u Nas ???
    U nas Poseł to Partyjny sługus.

  • 9: niech to walnie z IP: 188.47.238.* (2011-10-27 22:25)

    Dobrze zrobił ten kto wyemigrował z Polski i jakoś ułożył sobie życie.
    Moi znajomi wrócili po 30 latach do Polski z USA i po roku opuścili Polskę ponownie. Stwierdzili, że w Polsce ciężko się żyje zarówno bogatemu jak i biednemu. W Polsce trzeba kombinować.
    Prawo jest tak tworzone aby na każdego kto chce jako tako żyć był "hak".
    Są Polacy i są "oni" - władza i jej sługusy.

  • 10: _JaC z IP: 194.9.67.* (2011-10-27 23:29)

    Teraz się nosi stringi, a nie reformy, gazeciany ciołku.

Twój komentarz
Uwaga, Twój komentarz może pojawić się z opóźnieniem do 10 minut.

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Sonda:

Czy prezydent powinien podpisać ustawy reformujące system emerytalny

Galerie zdjęć

Po godzinach - serwis w wolnej chwili

Zapisz się na bezpłatny newsletter