Negocjacje między chadecko-liberalnym rządem Niemiec a opozycją w sprawie reformy systemu zasiłków dla bezrobotnych załamały się w nocy z wtorku na środę. Winą za porażkę rozmów opozycyjni socjaldemokraci obarczyli kanclerz Angelę Merkel.
Publikacja: 9 lutego 2011, 13:26 Aktualizacja: 9 lutego 2011, 13:49
Zdaniem wiceprzewodniczącej Socjaldemokratycznej Partii Niemiec (SPD) Manueli Schwesig w trakcie rozmów dało się wyraźnie odczuć, że to kanclerz Merkel - nie zważając na potrzeby bezrobotnych i ich dzieci - poleciła swojej minister pracy Ursuli von der Leyen, by doprowadzić do załamania negocjacji.
"Merkel jest bezwzględną polityk stosującą rządy silnej ręki. Nie chodzi jej o dobro dzieci ani bezrobotnych, ale o spokój we własnej koalicji" - powiedziała Schwesig w rozmowie z telewizją ZDF. Zdaniem szefa frakcji SPD Franka-Waltera Steinmeiera, opozycja była gotowa do porozumienia, ale rząd proponował jedynie "zgniły kompromis".
Negocjacje w sprawie reformy pakietu Hartz-IV były konieczne, bo druga izba niemieckiego parlamentu, Bundesrat, zablokowała przyjęcie proponowanej przez rząd ustawy w tej sprawie. Chadecko-liberalna koalicja nie ma większości w tej izbie, w której zasiadają przedstawiciele rządów 16 krajów związkowych Niemiec.
Zdaniem opozycji propozycje rządu są dalece niewystarczające
Zdaniem opozycji propozycje rządu są dalece niewystarczające. Reforma zakłada jedynie nieznaczną podwyżkę świadczeń dla osób długotrwale bezrobotnych; zasiłki miałyby wzrosnąć o 5 euro - do 364 euro miesięcznie. Centralną częścią jest "pakiet edukacyjny" dla dzieci bezrobotnych rodziców, opiewający na 600 mln euro rocznie. Miałby on sfinansować konkretne świadczenia, np. zajęcia pozalekcyjne, korepetycje czy ciepłe posiłki dla dzieci rodziców bezrobotnych bądź mało zarabiających.
Z zasiłków Hartz-IV korzysta około 4,8 mln dorosłych mieszkańców Niemiec i 2 mln dzieci.
Planowana reforma systemu Hartz-IV jest konsekwencją orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego. Przed rokiem nakazał on zmianę zasad naliczania zasiłków dla dorosłych i dzieci, tak by świadczenia te zapewniały "egzystencję na wystarczającym poziomie" i były obliczane na podstawie przejrzystych przepisów.
W piątek Bundesrat po raz kolejny zajmie się ustawą w sprawie zmian w systemie Hartz-IV i jest bardzo prawdopodobne, że znów ją odrzuci. Rząd i opozycja będą musiały ponownie podjąć negocjacje o kompromisowych rozwiązaniach. Niemieccy komentatorzy zauważają jednak, że rychłe porozumienie w tej sprawie jest mało realne z uwagi na zbliżające się wybory w siedmiu krajach związkowych Niemiec. Reforma Hartz-IV stała się dla obu stron narzędziem w kampanii wyborczej.
1: rayuell/ Niemcy z IP: 92.73.249.* (2011-02-10 08:36)
To straszny skandal. Pomijajac to, ze w niemieckiej prasie od czasu powstania reformy zasilkow dla bezrobotnych 1 stycznia 2005 roku pod nazwa Hartz 4, ktora sad uznal za niezgodna z niemiecka konstytucja systematycznie wzrasta nienawisc tzw. Mittelschicht czyli klasy sredniej do bezrobotnych i z pomoca prasy i telewizji trwa nagonka na najslabszych, w Niemczech wedlug roznych zrodel co piate albo co szoste dziecko wyrasta w biedzie.
Sad konstytucyjny uznal, ze zasilek dla dzieci bezrobotnych nie zapewnia w zadnym wypadku normalnej egzystencji, ze obliczony na zasadzie jedno dziecko to iles tam procent doroslego czlowieka zasilek musi byc obliczony zgodnie z realiami w Niemczech i to obliczenie musi byc przedstawione publicznie - pani minister pracy Ursula von der Leyen przedstawila rachunek obliczony statystycznie na podstawie sredniej arytmetycznej 15% najbiedniejszej warstwy spolecznej, do ktorych zaliczyla rowniez samych bezrobotnych, a z klasy sredniej zostaly uwzglednione rodziny bezdzietne. Nic dziwnego, ze wskutek tego cudownego rachunku dzieci nie dostana ani grosza wiecej.
Pakiet edukacyjny - dowod na to, ze rodzice bezrobotni nie sa w stanie kupic dziecku ksiazki a pieniadze przeznaczone na wycieczki czy korepetycje zostana natychmiast wydane na alkohol - tylko w niewielkiej czesci dotarlby do samych dzieci. Lwia czesc tych pieniedzy pochlonelaby niemiecka administracja.
Biedni to instrument w politycznych potyczkach.
W kraju bezdzietnej pani kanclerz i wielodzietnej pani minister d/s pracy dochody dziecka skladaja sie z najczesciej z dodatku rodzinnego i innych swiadczen (alimenty albo renty polsieroce). Same takie dwa swiadczenia przekraczaja czesto wysokosc tego, co obecnie uznane jest za minimum egzystencji. Gdyby "praktyczni" Niemcy nie zabierali za to rodzicom (te sumy sa odciagane od zasilku) dochodow dziecka, bylaby chociaz szansa, zeby dzieciom zapewnic zdrowe wyzywienie oraz cieple ubrania i buty, kiedy z nicht wyrosnie, oraz pokryc czesc wydatkow zwiazanych ze szkola - dojazdow autobusem, dobrych szkolnych przyborow i stroju do wuefu, wycieczek.
Jak powiedzial Ziegler, nie chodzi o to, zeby biednym dawac, chodzi o to, zeby im ostatniego nie zabierac.
Opiekuncze instynkty pani kanclerz Merkel ograniczaja sie do adopcji wielkich bankow. Tendencje upokazania najslabszych i ich dlugofalowe finansowe morderstwo jest uprawiane z zelazna konsekwencja nie tylko w Niemczech - wymuszanie nowofeudalnej polityki od zadluzonych krajow jak Grecja, ktora "bogate" Niemcy ratuja w zamian za drakonskie obnizenie swiadczen socjalnych... to taktyka typowo europejska.
Czlonkowie Unii to przyjaciele Mubaraka. Co prawda dyskretne zaproszenie niemieckiego rzadu do luksusowej kliniki albo udzielenie mu azylu w Niemczech zostalo przez Mubaraka odrzucone, ale wiarygodnosc niemieckiego rzadu - zarowno w dyplomacji miedzynarodowej jak i w wewnetrznej polityce socjalnej - zostala powaznie naruszona.

Tomasz Jodłowiec z Polonii Warszawa, Kamil Glik z Torino i Michał Kucharczyk z Legii Warszawa nie zagrają w mistrzostwach Europy w Polsce i na Ukrainie. W niedzielę selekcjoner Franciszek Smuda zredukował listę powołanych piłkarzy do 23 nazwisk.