Na stronie internetowej MSWiA opublikowano we wtorek stenogramy rozmów załogi Tu-154, który rozbił się 10 kwietnia pod Smoleńskiem. "W tej chwili, w tych warunkach, które są obecnie, nie damy rady usiąść" - powiedział kpt. Protasiuk do ministra Kazany na ok. kwadrans przed katastrofą.

Transkrypcja rozmów załogi samolotu TU-154 - wersja pdf (1.76 MB)

Ujawniono dokonaną przez Międzypaństwowy Komitet Lotniczy (MAK) w Moskwie transkrypcję rozmów z kokpitu polskiego samolotu, który 10 kwietnia rozbił się pod Smoleńskiem. Końcówka jest dramatyczna; uderzenie w drzewo od upadku na ziemię dzieli 6 sekund.

Dokument sygnowany przez MAK pojawił się we wtorek przed godz. 15.00 na stronie internetowej Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji. Materiały przywiózł we wtorek późnym wieczorem szef MSWiA Jerzy Miller, który równocześnie przewodniczy polskiej komisji wyjaśniającej okoliczności katastrofy. Według opisu zeskanowanego dokumentu, jest to transkrypcja zapisu rejestratora dźwięku "MARS-BM".

40-stronicowy dokument zawiera rozpisane w tabelach: czas, treść zdania po rosyjsku i polsku oraz oznaczenie, kto wypowiada dane słowa. Część zdań jest wypowiadanych w języku angielskim, niektóre fragmenty są opisane jako niezrozumiała, nie do wszystkich wypowiedzi udało się też przyporządkować ich autora.

W stenogramach występują dwie zidentyfikowane osoby spoza załogi: jedna to szef protokołu dyplomatycznego MSZ Mariusz Kazana, a druga - Dowódca Sił Powietrznych gen. Andrzej Błasik.

Początek stenogramu (z godz. 8.03 czasu polskiego) dotyczy innych spraw; o 8.04 i 34 sekundy wieża kontroli lotów w Mińsku nawiązała kontakt z lecącym do Smoleńska polskim samolotem Tu-154M, którym prezydent Lech Kaczyński z małżonką i prawie stuosobową delegacją zmierzali na uroczystości w Katyniu.

"To będzie... makabra"

O godz. 8.04 czasu polskiego niezidentyfikowana osoba mówi w kabinie Tu 154M: "To będzie... makabra będzie. Nic nie będzie widać".

Łączność przebiega prawidłowo. Załoga kontaktuje się z innymi samolotami, lecącymi swoim kursem. Wymieniają się informacjami o swojej pozycji, podają też inne parametry - standardowo w takiej korespondencji. Rozmowy przebiegają po angielsku i po polsku, czasem też po rosyjsku.

O godz. 8.10 kapitan samolotu Arkadiusz Protasiuk poprosił załogę o dane do lądowania, obrano kurs na pas startowy. Drugi pilot mjr Robert Grzywna zameldował, że w zbiorniku jest około 11 ton paliwa. Do rozmowy włącza się wieża kontroli lotów z Mińska, która zaleca kontynuację lotu na wysokości 7500 metrów.

"Nie, no ziemię widać... coś tam widać... Może nie będzie tragedii..."

O 8.11 mjr Grzywna mówi: "nie, no ziemię widać... coś tam widać... Może nie będzie tragedii...".

O 8.13 słychać głos stewardessy Barbary Maciejczyk: "A nie mówiłam, że ja?".

O 8.14 wieża z Mińska informuje po angielsku: "Polski samolot wojskowy 101, z informacji o 6.11 widzialność w Smoleńsku 400 metrów, mgła". Po niezrozumiałym fragmencie, załoga potwierdza odbiór komunikatu. Potem mjr Grzywna dopytuje: "A nie wiesz, czy (niezroz.) z pogodą w kraju?". Po dwóch nieodczytanych fragmentach Grzywna pyta jeszcze raz: "Ale 10.00 i mgła?".

Minutę później kapitan Protasiuk rozmawia ze stewardessą Barbarą Maciejczyk. "Nieciekawie, wyszła mgła, nie wiadomo, czy wylądujemy". "Tak? (niezr.)" - odpowiada stewardessa. Inny, niezidentyfikowany głos pyta: "A jeśli nie wylądujemy, to co?" - "Odejdziemy" - brzmi odpowiedź Protasiuka.

O 8.18 padają niezidentyfikowane słowa, po których inna osoba (nie wiadomo czy z załogi, czy spoza) pyta: "Jaką informację już posiadamy (niezr.) z Warszawy?". "Koło siódmej" - to kolejne zarejestrowane słowa. Potem znów pytanie: "Ile mamy paliwa?"; mjr Grzywna odpowiada: "mamy około 13-12,5 tony". Wówczas padają nieodszyfrowane słowa, po których drugi pilot mówi: "Da radę!".

Po niezrozumiałym fragmencie Protasiuk poleca skontaktować się z Jakiem-40, który do Smoleńska wyleciał wcześniej: "Może wylądował, może dowiedz się, czy jest mgła?"

Minutę później piloci reagują na niezrozumiałe słowa niezidentyfikowanej osoby. Mówią: "podejdziemy i zobaczymy". Potem Grzywna mówi: "Miałem tak. Miałem tak. A jak już wylądowaliśmy..." Dalsza część jest niezrozumiała. Niezidentyfikowana osoba wypowiada nie do końca zrozumiałe zdanie: "(niezr.)..tylko w Gdańsku mieliśmy...(niezr.), a na Gdańsku...(niezr.). Potem Grzywna mówi: "Tu jakby było 2-5-9, byłoby nawet lepiej, bo nie byłoby pod słońce."

O 8.20 kapitan zarządził, aby wszyscy zapięli pasy. Dwie minuty później Grzywna powiedział do Protasiuka: "W dół, panie Arek". "Mały gaz" - polecił Protasiuk.

Kilka sekund później słychać słowo, które według jednej z wersji brzmi: "Witaj!" (inna możliwa wg stenogramu wersja to "Widać!" - PAP), nawigator i technik pokładowy mówią: "Dowódco!", a niezidentyfikowany głos dopytuje: "Panie kapitanie, czy jak już wylądujecie (niezr.), czy ja mogę spytać?". "Bardzo proszę" - odpowiada Protasiuk. Dalsza część rozmowy jest niezrozumiała.

O 8.23 i 27 sekund z polskim samolotem nawiązała kontakt wieża w Smoleńsku, w lotniczej terminologii mająca kryptonim "Korsarz". Kontroler zapytał jeszcze, ile samolot ma paliwa. Protasiuk odpowiedział, że pozostało 11 ton. Potem pytał o lotniska zapasowe, polska załoga odpowiedziała: Witebsk, Mińsk.

10 sekund później do załogi Tupolewa przez radio odezwała się załoga samolotu Jak-40, który wylądował już w Smoleńsku z grupą polskich dziennikarzy. Jednocześnie wieża w Smoleńsku dwukrotnie podała: "na Korsarzu mgła, widzialność 400 metrów". Z wieżą rozmawiał Protasiuk, a z załogą Jaka - Grzywna.

Kilka sekund później pilot Jaka-40 mówi do drugiego pilota Tu-154 (wplatając niecenzuralne wyrażenie): "No witamy ciebie serdecznie. Wiesz co, ogólnie rzecz biorąc, to p...a tutaj jest. Widać jakieś 400 metrów około i na nasz gust podstawy są poniżej 50 metrów, grubo" - takie słowa jednego z pilotów JAK-40 widnieją w ujawnionym stenogramie.

"Dziękuję, ale jeśli można, spróbujemy podejścia"

W tym samym momencie kontroler podaje: "Temperatura plus 2, ciśnienie 7-4-5, warunków do lądowania nie ma". "Dziękuję, ale jeśli można, spróbujemy podejścia. Jak nie będzie pogody, odejdziemy na drugi krąg" - odpowiada Protasiuk.

Chwilę później pilot Jaka-40 komunikuje: "Nam się udało w ostatniej chwili. Powiem szczerze, możecie spróbować.(...) Jeżeli wam się nie uda za drugim razem, to proponuję wam lecieć na przykład do Moskwy".

Pół minuty później drugi pilot, mjr Robert Grzywna przekazuje kpt. Protasiukowi informacje od Jaka oraz to, że tamtej maszynie udało się wylądować.

"No to mamy problem"

W tym momencie - o 8.26, 15 minut przed katastrofą - kapitan zaczyna rozmowę z osobą, zidentyfikowaną jako dyrektor z MSZ, Mariusz Kazana. Mówi: "Panie dyrektorze, wyszła mgła. W tych warunkach, które są obecnie, nie damy rady usiąść, spróbujemy zrobić jedno zejście ale prawdopodobnie nic z tego nie będzie". "No to mamy problem" - brzmi odpowiedź. "Możemy powisieć z pół godziny i odlecieć na zapasowe. Mińsk albo Witebsk" - mówi też Protasiuk.

Potem dowódca każe II pilotowi spytać załogę Jaka, jak grube są chmury. Odpowiedź brzmi: 400-500 metrów, załoga Jaka podaje też informację o ustawieniu reflektorów systemu lądowania APM 200 metrów od progu pasa.

Następnie dowódca Tu-154 poprosił drugiego pilota o to, by zapytać kolegów z Jaka, czy "Rosjanie już przylecieli". Chodzi o samolot Ił-96, który miał także wylądować w Smoleńsku. Lecieli nim rosyjscy funkcjonariusze ochrony. "Ił dwa razy odchodził i chyba gdzieś odlecieli" - mówił jeden z pilotów Jaka.

Załoga kontynuuje manewry, ustawia ciśnienie w wysokościomierzach i zaczyna schodzić z poziomu 1500 m do 500 m.

"Na razie nie ma decyzji prezydenta, co dalej robić"

O godz. 8.30 w stenogramie znajduje się zdanie Kazany: "Na razie nie ma decyzji prezydenta, co dalej robić" oraz inna jego niezrozumiała wypowiedź.

"Najgorsze tam jest, że jest dziura, tam są chmury i wyszła mgła" - mówi mjr Grzywna. "Podchodzimy do lądowania. W przypadku nieudanego podejścia, odchodzimy w automacie" - zapada o godz. 8.32 decyzja Protasiuka. Samolot wtedy znajduje się na wysokości mniejszej niż 1000 m.

Dwie minuty maszyna wypuszcza podwozie a kontroler pyta o wysokość (odpowiedź brzmi 500 metrów) i czy "na wojskowym lotnisku lądowanie wykonywaliście?". "Oczywiście" - odpowiada Protasiuk. "Reflektory z lewej, z prawej na początek pasa" - mówi kontroler. W tym momencie dowódca otrzymuje informacje od stewardessy: "pokład gotowy do lądowania". Chwilę później kontroler przypomina: "Od 100 metrów być gotowym do odejścia na drugi krąg." Protasiuk odpowiada "Tak jest".

Cztery minuty przed katastrofą załoga znajdującego się już na ziemi Jaka informuje: "Arek, teraz widać 200." Pomiędzy komendą "klapy" i korespondencją z kontrolerem Protasiuk mówi "dzięki". W tym momencie - trzy minuty przed katastrofą - niezidentyfikowana osoba mówi - wśród kilku niezrozumiałych słów: "wkurzy się, jeśli jeszcze...."

O 8.39 stenogram odnotowuje głos, zidentyfikowany przez MAK jako należący do gen. Błasika. Po słowach technika pokładowego, odczytującego listę czynności przed lądowaniem: "Kabina. Sterowanie przednim podwoziem mamy włączone. Mechanizacja skrzydeł", Błasik mówi w tle: "Mechanizacja skrzydła przeznaczona jest do...". Dalsza część zdania jest niezrozumiała.

O godz. 8.39,30 sek. załoga kończy listę, dowódca kontynuuje wymianę zdań z kontrolerem na ziemi. 20 sekund później samolot przelatuje nad dalszą radiolatarnią NDB (słychać jej sygnał), w tym czasie słychać też podawaną przez nawigatora wysokość: 400 metrów.

O 8.40,06 sek. po raz pierwszy odzywa się system TAWS, ostrzegając załogę komunikatem: "TERRAIN AHEAD". 7 sekund później kontroler informuje: "na kursie i ścieżce", co Protasiuk potwierdza. W ciągu następnych 25 sekund (słychać odczytywaną wysokość: 300, potem 250 metrów) kontroler jeszcze dwukrotnie powtarza "na kursie i ścieżce" i przypomina o włączeniu reflektorów. Protasiuk potwierdza informację o kursie i ścieżce. O 8.40,32 sek. system TAWS ponownie ostrzega: "TERRAIN AHEAD". Słychać odczytywaną wysokość: 200 metrów, Protasiuk potwierdza włączenie reflektorów.

W ciągu pięciu sekund od godz. 8.40,37 sek. słychać podawaną wysokość: 150 metrów, kontroler mówi "na kursie i ścieżce" a system TAWS powtarza: "TERRAIN AHEAD. TERRAIN AHEAD". Między 8.40.41 sek. a 8.40.46 sek. słychać dwukrotnie podaną wysokość: 100 metrów a system TAWS dwukrotnie powtarza ostrzeżenie: "PULL UP!". Bezpośrednio potem dwukrotnie wydaje komunikat: "TERRAIN AHEAD". W ciągu kolejnych trzech sekund słychać podawaną wysokość: 100 metrów, wypowiedziane prawdopodobnie przez drugiego pilota słowa "w normie" i wysokość: 90 metrów.

Bezpośrednio potem TAWS kontynuuje ostrzeżenia: "PULL UP! PULL UP!". W tym samym czasie słychać podaną wysokość: 80 metrów.

Dokładnie o 8.40.50 sek. drugi pilot mówi: "Odchodzimy!". W tym samym momencie włącza się inny system ostrzegający dźwiękiem przed zbyt małą wysokością.

W ciągu kolejnych 5 sekund TAWS ponownie ostrzega: "PULL UP! PULL UP!", słychać odczytywaną wysokość:60, 50 potem 40 metrów. Pomiędzy wysokością 50 a 40 metrów kontroler na ziemi podaje: "Horyzont 101!", słychać ponowne ostrzeżenie: "PULL UP! PULL UP!", odczytaną wysokość: 30 metrów, ponowne ostrzeżenie kontrolera: "Kontrola wysokości, horyzont!" i odczytaną wysokość: 20 metrów.

W ciągu trzech sekund od tego momentu samolot przelatuje nad drugą radiolatarnią NDB (słychać jej sygnał), znów rozlega się ostrzeżenie :"PULL UP! PULL UP!", trzykrotnie rozlega się dźwięk ostrzegający przed zbyt małą wysokością i znów "PULL UP! PULL UP!". Jeszcze w czasie tego ostatniego ostrzeżenia, o 8.40,59 sek. rozpoczynają się trwające około 5 sekund odgłosy uderzania w drzewa. W tym czasie drugi pilot reaguje przekleństwem, TAWS ponownie ostrzega "PULL UP! PULL UP!", kontroler podaje: "Odchodź na drugi krąg!". Ostatnim zarejestrowanym odgłosem jest trwający około dwóch sekund krzyk "K......aaaa...!" zaczynający się jeszcze w czasie ostatnich słów kontrolera.

Rejestrator zakończył pracę o godz. 8.41 i 5 sekund czasu polskiego.



Pilot: trzeba czekać na ustalenia komisji

Opublikowany stenogram rozmów z kabiny pilotów Tu-154 nie wyjaśnia, dlaczego załoga zeszła poniżej wysokości decyzji, trzeba czekać na ustalenia komisji - powiedział PAP we wtorek doświadczony pilot komunikacyjny Tomasz Pietrzak.

"Zapis zawiera to, co już wiedzieliśmy. Nie ma niczego, co zmieniałoby dotychczasową wiedzę" - powiedział PAP, po opublikowaniu stenogramów rozmów załogi Tu-154, Pietrzak, były dowódca 36. Specjalnego Pułku Lotnictwa Transportowego i instruktor na Tu-154, obecnie pilot cywilny.

"Widać, że założenie było prawidłowe - załoga miała się zniżać do 100 metrów, było alternatywne lotnisko. Nadal nie wiadomo, dlaczego zniżali się dalej" - zaznaczył.

Pilot boeingów: sam stenogram nie wyjaśnia okoliczności katastrofy

Zapis rozmów z kabiny Tu-154 nie zaskakuje; wyjaśnić okoliczności katastrofy może komisja, która ma też inne dane - powiedział PAP kapitan pasażerskich boeingów Dariusz Sobczyński.

"Zapis nie zawiera niczego zaskakującego. Piloci wykonywali prawidłowe podejście, załoga była spokojna" - powiedział Sobczyński PAP we wtorek, po opublikowaniu transkrypcji rozmów załogi z rejestratora dźwięku.

Po lekturze stenogramu Sobczyński powiedział, że choć nie było bezpośredniego polecenia ze strony dowódcy Sił Powietrznych gen. Andrzeja Błasika, to sama jego obecność w kokpicie zapewne miała wpływ na załogę.

"Słownej presji nie było, ale niech nikt nie mówi, że obecność przełożonego nie powoduje chęci wykazania się. Gdy podchodzimy do lądowania w skrajnie trudnych warunkach, taka obecność z jednej strony rozprasza, z drugiej pośrednio wypływa na chęć wykonania zadania" - powiedział pilot.

Dodał, że czynników, które doprowadziły do próby lądowania w skrajnie trudnych warunkach, było więcej - "obecność dowódcy w kabinie, świadomość, jaka osoba jest na pokładzie, znaczenie imprezy i pogoda".

"Powtórzę. Tego lądowania nie powinno było być. Podejście zawsze możemy wykonać, nie możemy tylko przekroczyć wysokości decyzji (100 m - PAP). Nie wiem, dlaczego podejście do lądowania nie zostało przerwane i nie podjęto odejścia na drugi krąg, choć sugerował to drugi pilot" - powiedział Sobczyński.

Wyraził zdziwienie, że załoga nie przerwała podejścia mimo dźwiękowych ostrzeżeń systemu TAWS. "Kiedy nie widać ziemi, a system ostrzega przed zderzeniem, należy odejść natychmiast, nie zastanawiając się" - zaznaczył.

Zastrzegł, że "publikacja rozmów jest małą częścią, tylko na jej podstawie nie można odtworzyć przebiegu lotu". "Powinniśmy poczekać na ustalenia komisji, w której pracują fachowcy, dysponujący zapisami danych technicznych, operacyjnych, informacjami o pogodzie" - zaznaczył.

"Społeczna presja spowodowała ujawnienie zapisów, ale to nie przybliża nas do wyjaśnienia. Publikacja tylko zwiększy dowolne interpretacje, bo tekst można interpretować na wiele sposobów. Nie powinniśmy debatować, pozwólmy specjalistom wyjaśnić" - zaapelował.



Członkowie Rady Bezpieczeństwa Narodowego nie wyrażali sprzeciwu

Marszałek Sejmu, pełniący obowiązki prezydenta Bronisław Komorowski poinformował po wtorkowym posiedzeniu RBN, że żaden z jej członków nie wyraził sprzeciwu wobec decyzji premiera Donalda Tuska o upublicznieniu zapisów z czarnych skrzynek prezydenckiego Tu-154.

Komorowski powiedział, że przedstawicielom RBN udostępniono stenogram zapisów z czarnych skrzynek i mieli oni możliwość wyrażenia swoich opinii i ewentualnych zastrzeżeń co do zamiaru upublicznienia zapisów z tych rejestratorów.

Marszałek podkreślił, że żaden z obecnych na posiedzeniu członków Rady - także szef SLD Grzegorz Napieralski, który opuścił wcześniej jej posiedzenie (i nie zapoznał się z zapisem z czarnych skrzynek) - nie był przeciwny upublicznieniu zapisów.

W posiedzeniu nie wziął udziału prezes PiS Jarosław Kaczyński.

Komorowski: nie ma formuły zastępstwa członka RBN

Komorowski powiedział, że nie ma formuły zastępstwa członka RBN. Jarosław Kaczyński chciał, aby - w jego imieniu - w posiedzeniu Rady wziął udział pełnomocnik rodzin ofiar tragedii smoleńskiej, w tym rodziny Kaczyńskich.

"Przed posiedzeniem Rady Bezpieczeństwem przybyła osoba z pełnomocnictwami od pana Jarosława Kaczyńskiego, osoba, która nie jest członkiem Rady. Rada Bezpieczeństwa Narodowego jest organem konstytucyjnym, ma konkretny, ustalony skład. Nie istnieje formuła zastępstwa członka Rady Bezpieczeństwa Narodowego" - powiedział Komorowski dziennikarzom po posiedzeniu RBN.

Zaznaczył też, że Jarosławowi Kaczyńskiemu została przekazana informacja, że w każdej chwili jako członek Rady może się zapoznać ze stenogramami z czarnych skrzynek prezydenckiego samolotu Tu-154.

Komorowski: nie znalazłem w stenogramach żadnych sensacji

Bronisław Komorowski powiedział, że nie znalazł w stenogramach z czarnych skrzynek prezydenckiego samolotu Tu-154 "żadnych niebywałych sensacji".

"Ja nie znalazłem w tych materiałach (stenogramach) żadnych niebywałych sensacji, aczkolwiek parę istotnych wskazówek, tak" - powiedział we wtorek Komorowski na konferencji prasowej po posiedzeniu Rady Bezpieczeństwa Narodowego.

Nie chciał jednak mówić o szczegółach zapisów.



Błaszczak: opublikowanie stenogramów nie rozwiało wątpliwości

Rzecznik klubu PiS Mariusz Błaszczak powiedział we wtorek, że opublikowanie stenogramów z zapisem rozmów załogi Tu-154, nie rozwiało żadnych wątpliwości. Podkreślił, że nieprzekazanie wcześniej rodzinom ofiar zapisów z czarnych skrzynek może budzić olbrzymie wątpliwości.We wtorek na stronie internetowej KPRP i MSWiA opublikowano stenogram rozmów załogi Tu-154M, który rozbił się 10 kwietnia pod Smoleńskiem.

Materiały przywiózł w poniedziałek późnym wieczorem szef MSWiA Jerzy Miller, który równocześnie przewodniczy polskiej komisji wyjaśniającej okoliczności katastrofy. We wtorek po południu zapoznała się z nimi Rada Bezpieczeństwa Narodowego. W posiedzeniu nie uczestniczył prezes PiS Jarosław Kaczyński, a szef SLD Grzegorz Napieralski nie zapoznał się ze stenogramami podczas posiedzenia.

Według opisu zeskanowanego dokumentu, jest to transkrypcja zapisu rejestratora dźwięku "MARS-BM". 40-stronicowy dokument zawiera rozpisane w tabelach: czas, treść zdania po rosyjsku i polsku oraz oznaczenie, kto wypowiada dane słowa.

Część zdań jest wypowiadanych w języku angielskim, niektóre fragmenty są opisane jako niezrozumiałe."Opublikowanie stenogramów nie rozwiało żadnych wątpliwości, a sam fakt, że rodziny osób, które zginęły w tej katastrofie dowiadują się teraz z internetu o tych ostatnich chwilach, to też jest fakt, który może budzić olbrzymie wątpliwości" - powiedział dziennikarzom Błaszczak.

Podkreślił, że rodziny ofiar, w szczególności rodziny pilotów, powinny wcześniej zapoznać się z treścią stenogramów. "Sytuacja jest bardzo delikatna, przecież rodziny straciły swoich ojców, mężów i tu państwo polskie, a głównie rząd powinien zachować bardzo dużą delikatność i stosowność zachowania. Te materiały powinny być udostępnione opinii publicznej, ale w kolejności takiej, że najpierw powinni je poznać rodziny, a następnie opinia publiczna, aby rozwiać wszystkie wątpliwości" - powiedział rzecznik klubu PiS.

W jego ocenie, sam fakt opublikowania nagrań z czarnych skrzynek, gdy nieznane są zeznania kontrolerów lotów w Smoleńsku nie daje pełnej wiedzy nt. przyczyn katastrofy prezydenckiego samolotu w dniu 10 kwietnia."Możemy poznać te powody dopiero wtedy, kiedy łącznie przeanalizujemy oba dokumenty, a więc zeznania świadków, szczególnie właśnie z wieży kontrolnej w Smoleńsku, plus zapisy czarnych skrzynek.

Trzeba te stenogramy czytać łącznie z zeznaniami świadków" - podkreślił Błaszczak.Jego zdaniem, rząd powinien zrobić wszystko, co w jego mocy, aby w Polsce znalazły się oryginały czarnych skrzynek, a nie wyłącznie kopie rejestrów rozmów. "Jest to fundamentalna rzecz. Rząd Donalda Tuska powinien wystąpić o przejęcie postępowania i śledztwa od strony rosyjskiej.

Są podstawy prawne do takiego działania w prawie międzynarodowym" - podkreślił polityk.Także inny poseł PiS Jarosław Zieliński uważa, że z opublikowanych stenogramów nie można wyciągać wniosków o przyczynach katastrofy prezydenckiego samolotu. Jego zdaniem, te zapisy, nawet gdyby zostały w całości odczytane, trzeba zestawić m.in. z zeznaniami obsługi smoleńskiego lotniska i innymi dowodami w sprawie.

Według posła, trzeba "głębokiego śledztwa oraz pracy prokuratorów i ekspertów"."Trzeba wszystko poznać, wszystko uwzględnić i wziąć pod uwagę w całości, żeby móc wyprowadzić jakiekolwiek wnioski końcowe. To muszą przede wszystkim zrobić prokuratorzy, a opinia publiczna powinna dostać informację całościową na koniec, a nie fragmentaryczną. To co dzisiaj otrzymaliśmy jest tylko niewielkim, choć ważnym fragmentem całej sprawy" - podkreślił Zieliński.

Dla posła zastanawiające jest to, że ujawniono część nagrań przed zakończeniem śledztwa. "Nie twierdzę, że nie powinniśmy tego poznać. Powinniśmy poznać wszystko, ale po dobrym sprawdzeniu i zweryfikowaniu. Polakom należy się pełna prawda, ale rawda zweryfikowana" - zaznaczył.

Rzecznik klubu PiS Mariusz Błaszczak powiedział we wtorek, że opublikowanie stenogramów z zapisem rozmów załogi Tu-154, nie rozwiało żadnych wątpliwości. Podkreślił, że nieprzekazanie wcześniej rodzinom ofiar zapisów z czarnych skrzynek może budzić olbrzymie wątpliwości.

We wtorek na stronie internetowej KPRP i MSWiA opublikowano stenogram rozmów załogi Tu-154M, który rozbił się 10 kwietnia pod Smoleńskiem. Materiały przywiózł w poniedziałek późnym wieczorem szef MSWiA Jerzy Miller, który równocześnie przewodniczy polskiej komisji wyjaśniającej okoliczności katastrofy. We wtorek po południu zapoznała się z nimi Rada Bezpieczeństwa Narodowego. W posiedzeniu nie uczestniczył prezes PiS Jarosław Kaczyński, a szef SLD Grzegorz Napieralski nie zapoznał się ze stenogramami podczas posiedzenia.

Według opisu zeskanowanego dokumentu, jest to transkrypcja zapisu rejestratora dźwięku "MARS-BM". 40-stronicowy dokument zawiera rozpisane w tabelach: czas, treść zdania po rosyjsku i polsku oraz oznaczenie, kto wypowiada dane słowa. Część zdań jest wypowiadanych w języku angielskim, niektóre fragmenty są opisane jako niezrozumiałe.

"Opublikowanie stenogramów nie rozwiało żadnych wątpliwości, a sam fakt, że rodziny osób, które zginęły w tej katastrofie dowiadują się teraz z internetu o tych ostatnich chwilach, to też jest fakt, który może budzić olbrzymie wątpliwości" - powiedział dziennikarzom Błaszczak.

Podkreślił, że rodziny ofiar, w szczególności rodziny pilotów, powinny wcześniej zapoznać się z treścią stenogramów. "Sytuacja jest bardzo delikatna, przecież rodziny straciły swoich ojców, mężów i tu państwo polskie, a głównie rząd powinien zachować bardzo dużą delikatność i stosowność zachowania. Te materiały powinny być udostępnione opinii publicznej, ale w kolejności takiej, że najpierw powinni je poznać rodziny, a następnie opinia publiczna, aby rozwiać wszystkie wątpliwości" - powiedział rzecznik klubu PiS.



W jego ocenie, sam fakt opublikowania nagrań z czarnych skrzynek, gdy nieznane są zeznania kontrolerów lotów w Smoleńsku nie daje pełnej wiedzy nt. przyczyn katastrofy prezydenckiego samolotu w dniu 10 kwietnia.

"Możemy poznać te powody dopiero wtedy, kiedy łącznie przeanalizujemy oba dokumenty, a więc zeznania świadków, szczególnie właśnie z wieży kontrolnej w Smoleńsku, plus zapisy czarnych skrzynek. Trzeba te stenogramy czytać łącznie z zeznaniami świadków" - podkreślił Błaszczak.

Jego zdaniem, rząd powinien zrobić wszystko, co w jego mocy, aby w Polsce znalazły się oryginały czarnych skrzynek, a nie wyłącznie kopie rejestrów rozmów. "Jest to fundamentalna rzecz. Rząd Donalda Tuska powinien wystąpić o przejęcie postępowania i śledztwa od strony rosyjskiej. Są podstawy prawne do takiego działania w prawie międzynarodowym" - podkreślił polityk.

Także inny poseł PiS Jarosław Zieliński uważa, że z opublikowanych stenogramów nie można wyciągać wniosków o przyczynach katastrofy prezydenckiego samolotu. Jego zdaniem, te zapisy, nawet gdyby zostały w całości odczytane, trzeba zestawić m.in. z zeznaniami obsługi smoleńskiego lotniska i innymi dowodami w sprawie.

Według posła, trzeba "głębokiego śledztwa oraz pracy prokuratorów i ekspertów".

"Trzeba wszystko poznać, wszystko uwzględnić i wziąć pod uwagę w całości, żeby móc wyprowadzić jakiekolwiek wnioski końcowe. To muszą przede wszystkim zrobić prokuratorzy, a opinia publiczna powinna dostać informację całościową na koniec, a nie fragmentaryczną. To co dzisiaj otrzymaliśmy jest tylko niewielkim, choć ważnym fragmentem całej sprawy" - podkreślił Zieliński.

Dla posła zastanawiające jest to, że ujawniono część nagrań przed zakończeniem śledztwa. "Nie twierdzę, że nie powinniśmy tego poznać. Powinniśmy poznać wszystko, ale po dobrym sprawdzeniu i zweryfikowaniu. Polakom należy się pełna prawda, ale prawda zweryfikowana" - zaznaczył.

Kaczyński: bez pełnego zaufania ws. śledztwa dot. katastrofy

Prezes PiS Jarosław Kaczyński oświadczył w czasie debaty nt. wyzwań dla Polski i Europy, że nie przyjmie zasady pełnego zaufania w sprawie prowadzonego przez Rosję śledztwa dotyczącego katastrofy pod Smoleńskiem.

Jak ocenił Kaczyński, taką zasadę przyjęli: premier Donald Tusk oraz pełniący obowiązki prezydenta marszałek Sejmu Bronisław Komorowski.

Prezes PiS podkreślał, że w stosunkach z Rosją należy się zwracać nie do władz, tylko do społeczeństwa. Jak dodał, na tym tle trzeba stawiać sprawę katastrofy pod Smoleńskiem. Zaznaczył, że jest to kwestia naszego honoru, interesu, suwerenności, a także "przyzwoitości w sensie takim ogólnospołecznym, ogólnonarodowym".

"Tak to widzę, pod tym względem z całą pewnością nie będę człowiekiem gotowym przyjąć w tej sprawie zasadę pełnego zaufania, która w ogóle nie jest przyjmowana nigdzie w stosunkach międzynarodowych i w ogóle rzadko jest stosunkach międzyludzkich, nawet w stosunkach rodzinnych; jeżeli przyjrzeć się regulacjom prawnym widać, że ona nie jest stosowana" - oświadczył Kaczyński.

Prezes PiS mówiąc o polskiej polityce zagranicznej podkreślał, że należy odrzucić w niej podejście klientystyczne. Klientyzm - podkreślał - jest złą metodą nawet przy najskromniej zdefiniowanych interesach państwa. Przekonywał, że musi być on odrzucony jawnie - kancelarie dyplomatyczne świata muszą wiedzieć, że polskie władze go odrzucają.