Gdy w Brukseli trwają rozmowy w sprawie dalszego losu Grecji, wielu mieszkańców Aten otwarcie mówi o coraz większej niechęci do Niemiec i innych krajów Północy. Oliwy do ognia dolała wczorajsza propozycja niemieckiego ministra finansów, by na 5 lat wykluczyć Grecję ze strefy euro.

Niemcy są największym wierzycielem Grecji, bo to właśnie Berlin pożyczył Atenom najwięcej pieniędzy. Poza tym to właśnie niemieckich turystów najczęściej można spotkać na greckich wyspach. Mimo to niechęć pomiędzy oboma narodami rośnie z miesiąca na miesiąc.

Po tym, jak niemiecki minister Wolfgang Schauble, znany z niechęci do Grecji, miał zaproponować czasowe wyjście Aten ze strefy euro, jeden z czołowych polityków greckiej Syrizy Dimitrios Papadimulis oświadczył, że Niemcy chcą upokorzyć Grecję. Podobne opinie można usłyszeć na ulicach Aten. „Wszystko jedno, czy będziemy w euro czy nie. Ja po prostu nie chcę być poniżany przez Schauble i ich wszystkich. Nie wiem, co ten mizantrop chce osiągnąć” - mówi mieszkaniec Aten Panagiotis.

Jak relacjonuje z Aten specjalny wysłannik Polskiego Radia Wojciech Cegielski, wraz z kolejnymi propozycjami oszczędności i przeciągającymi się rozmowami w Brukseli Grecy coraz częściej mówią, że Europie wcale nie zależy na rozwiązaniu problemu. „To nie są nasi partnerzy, ale ludzie, którzy dbają tylko o swój finansowy interes. Im nie zależy na ludziach. Oni także ponoszą winę za sytuację u nas” - mówi Zoe.

Antyeuropejską, a w szczególności antyniemiecką retorykę słychać było już w kampanii wyborczej rządzącej Grecją partii Syriza. Po godz. 16.00 w Brukseli rozpoczęło się spotkanie przywódców eurolandu, którzy mają zdecydować, czy rozpocząć negocjacje z Atenami o nowej pożyczce. Dotychczasowy plan reform popierają m.in. Francuzi, ale już Niemcy chcą dodatkowych gwarancji. Berlin zaproponował, by pod zastaw przyszłej pożyczki Grecja przekazała do specjalnego funduszu powierniczego majątek o wartości 50 miliardów euro.