Zgodnie z projektem rząd chce utworzyć podległy premierowi Polski Instytut Ekonomiczny (PIE) w miejsce Instytutu Badań Rynku, Konsumpcji i Koniunktur. Jego celem ma być m.in.: dostarczanie ekspertyz dla realizacji Strategii na Rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju. W ocenie KPRM żadna z instytucji pod nadzorem premiera nie zajmuje się obecnie ekonomicznymi aspektami rozwoju Polski.

Sekretarz stanu w KPRM Grzegorz Schreiber wyliczał w środę podczas posiedzenia komisji finansów publicznych, że do zadań PIE należałoby m.in. prowadzenie badań naukowych, ekonomicznych i społecznych, współpraca z polskimi i zagranicznymi instytucjami, ośrodkami nauki i osobami fizycznymi oraz promocja polskiej myśli analitycznej poza granicami Polski. Ponadto instytut zajmowałby się współpracą z jednostkami akademickimi i naukowymi w kraju i zagranicą, organizowaniem seminariów i konferencji, upowszechnianiem wiedzy o stanie i tendencjach zmian sytuacji gospodarczej oraz wiedzy o rozwoju stosunków gospodarczych.

Jak napisano w uzasadnieniu projektu, "Realizacja celów SOR oraz celów ważnych z punktu widzenia bieżącej polityki regulacyjnej państwa wymaga dysponowania szeregiem narzędzi pomocnych w realizacji poszczególnych zadań. Należą do nich pozyskiwanie (niejednokrotnie w krótkim okresie) rzetelnych, trafnych i obiektywnych informacji, ich przetwarzanie i analizowanie, umożliwiające decydentom wybór opty­malnych rozwiązań".

"Multidyscyplinarny charakter pojawiających się problemów, ich liczba i zakres tema­tyczny wymagają utworzenia wyspecjalizowanego podmiotu realizującego w sposób ciągły zadania na rzecz administracji publicznej na profesjonalnym poziomie, gdyż w obecnym zasobie instytutów badaw­czych oraz ośrodków analitycznych będących pod nadzorem Prezesa Rady Ministrów żaden nie zajmuje się ekonomicznymi aspektami rozwoju Polski" - dodano.

Instytut ma być finansowany z budżetu - maksymalny pułap określono na 15 mln zł rocznie do 2027 r. i jest to - jak mówił Schreiber - "z lekką nakładką" poziom finansowania Instytutu Badań Rynku, Konsumpcji i Koniunktur.

Projekt dokumentu ukazał się w wykazie prac legislacyjnych rządu 12 lipca br., 16 lipca wpłynął do Sejmu, 17 lipca został skierowany do pierwszego czytania. Wiceprzewodnicząca komisji, posłanka Krystyna Skowrońska (PO) zgłosiła sprzeciw przeciwko takiemu trybowi procedowania.

"Ten projekt nie był zgłaszany jako pilny, taki rygor nie został wskazany przez marszałka a wnioskodawcy nie udowodnili, by z takiego trybu skorzystać" - mówiła. Wskazywała, że w materiałach, jakie otrzymali posłowie znalazły się uwagi NBP - z którym projektu nie konsultowano - dotyczące danych wrażliwych.

Janusz Cichoń (PO) wskazywał, że nie ma opinii do projektu innych ważnych instytucji jak np. ZUS, KAS, czy GIODO. Cichoń podkreślał, że projekt był przyjmowany bez konsultacji międzyresortowych w trybie obiegowym. "Taki rodzaj procedowania jest niewłaściwy. Mam wrażenie, że to jest pisane na kolanie. Nie wiem dlaczego to jest w takim tempie procedowane" - mówił.

Z kolei Grzegorz Długi (Kukiz15) zwrócił uwagę, że Instytut, jak wynika z zapisów ustawy, będzie otrzymywał "ogromną ilość danych wrażliwych" i może mieć "inne cele niż naukowe". Posłowie opozycji wyrażali obawy, czy będzie służył propagandzie sukcesu.

Ze stanowiskiem tym polemizował Schreiber. Zapewniał, że instytut będzie miał charakter wyłącznie badawczo-naukowy. Przekonywał, że w projekcie chodzi przede wszystkim o zmianę formuły prawnej i nadzoru nad nową instytucją. Jak mówił, jest to program naprawczy, więc jako taki jest pilny.

"Projekt może zostać rozpatrzony na tym posiedzeniu, powinien zostać rozpatrzony na tym posiedzeniu" - dodał. Zapewnił, że nie ma też sporu z NBP - wątpliwości zostały uzgodnione w "trybie roboczym".

Obecna na posiedzeniu komisji wiceprezes NBP Anna Trzecińska zaproponowała wykreślenie z artykułu dotyczącego listy instytucji, od których Instytut - na potrzeby swych zadań - może żądać przekazywania posiadanych danych statystycznych, słów "prezesa NBP". (PAP)