Na sali obrad nie było tylko jednej posłanki spośród 10 parlamentarzystów Nowoczesnej, niebiorących udziału w głosowaniu - wicemarszałek Sejmu Barbary Dolniak, a co za tym idzie, nie została ona ukarana.

Sejm zdecydował, że obywatelski projekt komitetu "Ratujmy Kobiety 2017", zakładający liberalizację obowiązujących przepisów ws. aborcji, nie będzie procedowany. W głosowaniu w tej sprawie nie wzięło udziału 10 posłów Nowoczesnej: Adam Cyrański, Barbara Dolniak, Paweł Kobyliński, Jerzy Meysztowicz, Mirosław Pampuch, Marek Ruciński, Marek Sowa, Elżbieta Stępień, Krzysztof Truskolaski i Kornelia Wróblewska.

O swej decyzji ws. zawieszenia członkostwa w klubie Nowoczesnej troje posłów poinformowało na konferencji prasowej.

Scheuring-Wielgus powiedziała, że postanowiła nie odchodzić z partii, tylko na miesiąc zawiesić członkostwo w klubie Nowoczesnej. Podkreśliła, że to dla niej bardzo trudna decyzja, bo należy do osób, które zakładały Nowoczesną. Jak mówiła, daje ten miesiąc, jako czas, by zastanowić się nad tożsamością ugrupowania. "Zastanowić się nad tym, czy Nowoczesna jest potrzebna nam, czy Nowoczesna jest potrzebna Polakom" - powiedziała Scheuring-Wielgus.

Zapisywałam się do Nowoczesnej, a nie do średniowiecznej - powiedziała posłanka.

Schmidt dodała, że czuje, iż podczas środowych głosowań "głosami Nowoczesnej zawiedliśmy naszych wyborców i sympatyków". Również ona stwierdziła, że teraz klub Nowoczesnej będzie mógł na nowo zweryfikować swą tożsamość i wartości, którym hołduje.

Z kolei Mieszkowski oświadczył, że "tak długo, jak Nowoczesne nie otrzeźwieje" będzie krytykował tę partię i będzie z nią polemizował.

Jeden z ukaranych posłów Nowoczesnej Marek Sowa powiedział Polskej Agencji Prasowej, że ze spokojem podchodzi do decyzji klubu. - Nie mam problemu z decyzją klubu, szanuję ją - podkreślił.

Kornelia Wróblewska również powiedziała dziennikarzom, że przyjmuje karę, którą nałożył na nią klub. Według niej, 1000-złotowa kara pieniężna ma zostać przeznaczona na jakiś cel charytatywny, być może na Wielką Orkiestrę Świątecznej Pomocy. Posłanka mówiła, że była świadoma rekomendacji klubu dotyczącej środowych głosowań, z drugiej jednak strony zwróciła uwagę, że do tej pory w Nowoczesnej nie obowiązywała dyscyplina w kwestiach światopoglądowych. - Ja się bardzo mocno do ostatniej chwili zastanawiałam, bo są to dla mnie osobiście - jako teologa i matki - bardzo trudne kwestie. W ostatniej chwili zmieniłam zdanie - tłumaczyła Wróblewska.

Jak dodała, wpływ na jej decyzję miały m.in. słowa Barbary Nowackiej ze środowej debaty o tym, że płód jest "zlepkiem komórek". - Mnie to osobiście dotknęło, ponieważ ja urodziłam niedawno córkę. Ja wiem, że 12-tygodniowy płód, to nie jest wyłącznie zlepek komórek, tylko to już jest dziecko, tu już bije serce, powoli czuć ruchy.

Lubnauer: Decyzja tej trójki - symboliczna

Decyzję trójki posłów, którzy zawiesili członkostwo w klubie skomentowała przewodnicząca Nowoczesnej Katarzyna Lubnauer. Pytana przez dziennikarzy, jak to się stało, że 10 posłów jej ugrupowania nie wzięło udziału w głosowaniu, odrzekła: - Nie wiem, jak to się stało. Jestem wściekła. Wszyscy wiedzieli, jaka jest rekomendacja do głosowania. - Jestem wściekła, bo ten projekt (liberalizujący prawo) powinien trafić do komisji. To był błąd - stwierdziła Lubanuer. Według niej, jest to sygnał, że ludzie boją się przyznać, że wyznają liberalne wartości.

Przewodnicząca Nowoczesnej dodała jednocześnie, że w jej partii nigdy nie było w takich sprawach dyscypliny. Podkreśliła, że po tym wydarzeniu podjęto decyzję o powołaniu rzecznika dyscypliny klubowej oraz o ukaraniu posłów. - Każdy z nich dostał naganę i karę. Uważam, że to się nie powinno zdarzyć - podkreśliła.

 Na pytanie, jak ocenia decyzję o zawieszeniu trzech posłów Nowoczesnej, odparła: - Oni symbolicznie się zawiesili. Chcą pokazać, że nie zgadzają się z decyzją posłów, którzy nie głosowali. Rozumiem ich, sama bym najchętniej postąpiła w podobny sposób, dlatego, że tak samo jestem wściekła.