Kryzys demokracji w Rumunii. Polityczne napięcia wokół anulowania wyborów [OPINIA]

Rumunia flaga
Flaga Rumuniidziennik.pl / Konrad Żelazowski
8 grudnia 2024

Najważniejsza z odtajnionych przez Klausa Iohannisa notatek służb specjalnych na temat ingerowania w rumuńskie wybory prezydenckie ma niecałe cztery strony. Między innymi na tej podstawie sąd konstytucyjny podjął decyzję o unieważnieniu I tury, którą wygrał skrajnie prawicowy kandydat Călin Georgescu. 

Treść dokumentu sporządzonego przez odpowiednika polskiej ABW (w tym wypadku SRI – Serviciul Român de Informații, Rumuńska Służba Informacji) nie rzuca na kolana. Są tam tezy, które na Zachodzie pojawiają się co najmniej od referendum o wyjściu Wielkiej Brytanii z UE i wyborów w USA w 2016 r. Mowa o rosyjskich farmach trolli, które ingerowały w systemy wyborcze i pompowaniu kandydata (w wypadku plebiscytów – idei) za pomocą powiązanych kanałów na Telegramie i kont na TikToku. Podobne tezy pojawiają się w odtajnionych dokumentach innych rumuńskich służb specjalnych na temat Georgescu.

W Wielkiej Brytanii i USA również powstawały raporty o ingerencji zagranicznej. Ale w żadnym z tych przypadków nie odwołano samego głosowania. Obawiano się zainfekowania prawa i reguł demokracji uznaniowością i zasadami stanu nadzwyczajnego. Rumuni drugą turę odwołali. I niezależnie od tego, jak szemranym kandydatem jest zwycięzca I tury, zrobili to w bardzo złym stylu, który tylko wzmocni skrajną prawicę. Bo przyczyny głosowania na nią były i są znacznie głębsze niż manipulacje na TikToku czy nielegalne finansowanie kampanii.

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381208mega.png
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.