Pierwsze dni Lai Ching-te na stanowisku prezydenta Tajwanu upłynęły pod znakiem protestów obywateli. Polityk, który wywodzi się z prozachodniej Demokratycznej Partii Postępu (DPP), znalazł się bowiem na celowniku nastawionych koncyliacyjnie wobec Chin członków ugrupowania Kuomintang (KMT) i koalicyjnej Tajwańskiej Partii Ludowej (TPP).
Wspólnie próbują przeforsować oni ustawę, która dałaby parlamentarzystom uprawnienia do przesłuchiwania każdego, w tym prezydenta, pod groźbą grzywny i kary więzienia, jeśli dopuściłby się tego, co krytycy uważają za niejasno sformułowane nowe przestępstwo „pogardy dla parlamentu”. Miałoby dotyczyć to osób, które składają fałszywe oświadczenia, zatajają niektóre informacje lub odmawiają odpowiedzi na pytania posłów. Zgodnie z założeniami ustawy prezydent byłby jednocześnie zobowiązany do wygłaszania corocznego przemówienia przed parlamentem na temat kluczowych kwestii politycznych.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.