Héjj: Centralne sterowanie cenami źle się kończy [OPINIA]

Dominik Héjj
Dominik HéjjMateriały prasowe
22 grudnia 2022

Przed tegorocznymi wyborami premier Viktor Orbán, korzystając z nadzwyczajnych uprawnień wynikających z obowiązującego stanu zagrożenia, wprowadził centralne sterowanie gospodarką. Jego konsekwencje można obserwować nad Dunajem od miesięcy.

W sklepach Aldi na Węgrzech jedna osoba może kupić najwyżej kilogram mąki, cukru i ziemniaków. Do tego litr oleju słonecznikowego, 10 jaj, po jednej tacce udźca wieprzowego i piersi kurczaka. W sieci Penny Market można kupić dwukrotnie więcej wszystkiego. Zróżnicowane limity wprowadzają rozmaite sieci spożywcze. Skąd te ograniczenia? Trzeba się cofnąć do kampanii przed kwietniowymi wyborami. Od jesieni 2021 r. rosły ceny energii, które pomimo rządowych rekompensat w coraz większym stopniu przekładały się na ceny artykułów spożywczych. Sytuację miało poprawić zamrożenie cen paliw, wówczas jeszcze dla wszystkich odbiorców, włącznie z kierowcami realizującymi dostawy do sklepów. 1 lutego wprowadzono podwyżki w budżetówce i dodatkowe świadczenia emerytalne. A gdy dodano do tego urzędowe ceny żywności, niemal natychmiast pojawiły się problemy z zaopatrzeniem. Mniejsze sklepy często kupowały te produkty w sieciach po cenach gwarantowanych. Duże sieci ograniczyły więc sprzedaż jedynie dla odbiorców indywidualnych i w limitowanych wolumenach.

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381208mega.png
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.