Niespełna trzy lata temu Meloni, dziś główna kandydatka na premiera Włoch, występowała na demonstracji antyrządowej w Rzymie wraz z dwójką bardziej znanych i wpływowych postaci prawicy: liderem Ligi Północnej Matteo Salvinim i niezatapialnym ekspremierem Silvio Berlusconim. Poparcie dla jej partii Bracia Włosi (Fratelli d’Italia – FdI) dobiło wtedy 8 proc. i wielu komentatorów sądziło, że nawet z młodą, charyzmatyczną szefową formacja o faszystowskich korzeniach może już wyżej nie podskoczyć w sondażach. Popularność Salviniego, który miał za sobą jedną trzecią wyborców, wydawała się poza zasięgiem.
Niespodziewanie to jednak Meloni porwała rzymski tłum. A jedno zdanie z jej płomiennego przemówienia o obronie narodu i tradycyjnej rodziny zamieniło ją w bohaterkę viralowego momentu. „Jestem Giorgia, jestem kobietą, jestem matką, jestem chrześcijanką. I nikt mi tego nie odbierze!” – ten okrzyk wywołał eksplozję twórczości w social mediach. Posypały się memy, gify i hashtagi. Remiks rytmicznej frazy Meloni wyprodukowany przez MEM & J, duet DJ-ów z Mediolanu, stał się przebojem klubowym i hitem na YouTubie z ponad 11 mln odsłon.
Reklama
Muzycy opowiadali później, że ich przeróbka była mieszkanką ironii i drwiny z narracji anty-LGBT, którą promowała liderka Braci Włochów. Dlatego dziwili się, że subwersywna produkcja, zamiast ośmieszyć polityczkę, ostatecznie przysporzyła jej sympatyków. Żywiołowa wyliczanka stała się popisowym numerem wystąpień Meloni. „Tak jakby nagle świat zauważył, co mam do powiedzenia” – komentowała w jednym z wywiadów polityczny efekt przeróbki. Nawet wydaną w maju 2021 r. autobiografię zatytułowała w nawiązaniu do przeboju YouTube’a: „Sono Giorgia. Le mie radici, le mie idee” (Jestem Giorgia. Moje korzenie, moje idee). Książka, w której rodzinne anegdoty, wspomnienia polityczne i refleksje o macierzyństwie przeplatają się z podszytymi teoriami spiskowym wywodami o upadającej cywilizacji, szybko stała się bestsellerem. W niespełna miesiąc sprzedało się 100 tys. egzemplarzy.

Nieefekciarska liderka

Reklama
Gdy pozycja trafiła na rynek, poparcie dla FdI sięgało już 20 proc., a ich liderka ustawiała się w wygodnej pozycji do wyścigu o fotel premiera. Bracia Włosi byli jedyną liczącą się siłą polityczną w parlamencie, która w lutym 2021 r. odmówiła udzielenia wotum zaufania rządowi technicznemu Maria Draghiego, domagając się zamiast tego rozpisania nowych wyborów. Decyzja o pozostaniu w opozycji się opłaciła: Bracia Włosi zasysali kolejnych wyborców Ligi Północnej, niezadowolonych z tego, że antyestablishmentowa i eurosceptyczna partia, na którą oddali głos, przystąpiła do koalicji kierowanej przez polityka będącego kwintesencją unijnego biurokratyzmu. Jeszcze bardziej sfrustrował ich w pandemii sam Salvini – jego ostentacyjne ignorowanie obostrzeń sanitarnych (jak robienie sobie selfie z fanami na protestach antyrządowych), przestrzelone akcje PR-owe (okupacja parlamentu w sprzeciwie wobec lockdownu), sprzeczne wypowiedzi na temat maseczek, powielanie na Twitterze dezinformacji o wirusie. Coraz więcej Włochów nabierało przekonania, że konsekwentna i opanowana Meloni będzie najbardziej odpowiedzialną i autentyczną liderką prawicy w trudnych czasach. Efekt był taki, że notowania Ligi nurkowały z miesiąca na miesiąc. Partia, która w szczycie swojej popularności (po wyborach do europarlamentu w maju 2019 r.) cieszyła się 39-procentowym poparciem, dzisiaj oscyluje wokół 14 proc. W tym samym okresie notowania Braci Włochów urosły prawie czterokrotnie – do 24 proc. Gdy pod koniec lipca upadł rząd Draghiego, 45-letnia Meloni przyjęła więc rolę głównej rozgrywającej na prawicy. Trzecia siła po tej stronie sceny politycznej – Forza Italia Silvia Berlusconiego – może liczyć na ok. 8 proc. Jeśli prognozy sondażowe potwierdzą się, to w wyborach, które zaplanowane są na 25 września, sojusznicze partie zdobędą razem nawet 45 proc., co zagwarantowałoby im bezpieczną większość w parlamencie.

Zamknięty rozdział

Nie jest jednak tajemnicą, że w obozie zaczęło trzeszczeć, jeszcze zanim liderzy podpisali pod koniec lipca porozumienie o wspólnym starcie. Salvini i Berlusconi niechętnie przystali na prymat Meloni i tradycyjną regułę wyborczą, zgodnie z którą partia zdobywająca największą liczbę głosów wskazuje szefa rządu. Jak donosił dziennik „La Repubblica”, ekspremier próbował torpedować kandydaturę Meloni, twierdząc, że jej radykalizm i faszystowski rodowód Braci Włochów odstręczą umiarkowany elektorat i w efekcie narażą koalicję na porażkę przy urnach. Podejrzenia te nie znajdują jednak jak dotąd odzwierciedlenia w badaniach opinii. Komentatorzy przewidują, że straszenie „brunatną falą” raczej nie przyniesie dziś sukcesu rywalom FdI z centrolewicy (ostatnie sondaże dają jej ok. 30 proc. poparcia), co każe przypuszczać, że obawy 85-letniego szefa Forza Italia były raczej zagrywką skrywającą jego niegasnące ambicje.
Zakrawa na ironię, że to akurat Berlusconi wyraża niepokój o skutki sojuszu z neofaszystami. To w końcu on pomógł zalegitimizować ich w głównym nurcie polityki, zapraszając w 1994 r. do rządu Sojusz Narodowy (Alleanza Nazionale – AN) pod wodzą Gianfranco Finiego. Neofaszyści znaleźli się zresztą w składzie jego wszystkich trzech koalicyjnych gabinetów (a w 2006 r. weszli do nowo powstałego ugrupowania Berlusconiego Lud Wolności).
Podobnie jak nieistniejący już Sojusz Narodowy, działający od 2012 r. FdI to bezpośredni spadkobiercy Włoskiego Ruchu Społecznego (Movimento Sociale Italiano – MSI), formacji złożonej w 1946 r. przez adiutantów Mussoliniego, którzy walczyli u jego boku do samego końca. Jeszcze długo po wojnie wierzyli, że na zgliszczach liberalnej demokracji odrodzi się masowy ruch faszystowski i co roku 28 października organizowali nostalgiczne wiece upamiętniające marsz na Rzym. Meloni była w młodości działaczką młodzieżowej przybudówki MSI, a później szefową Azione Giovani, sekcji młodych Sojuszu Narodowego. W „dorosłej” karierze politycznej chętnie cytowała Giorgiego Almirante, wieloletniego przywódcę ruchu i byłego dygnitarza Republiki Salò. W 2017 r. ostro krytykowała projekt ustawy kryminalizującej faszystowską propagandę i zakazującej wykonywania salutu rzymskiego (przepisy ostatecznie pogrzebał Senat). W środku pandemii zaproponowała z kolei, aby obchodzone 25 kwietnia święto wyzwolenia zastąpić dniem pamięci ofiar COVID-19, który według niej „nie dzieliłby Włochów tak bardzo”.
Stosunek Braci Włochów do faszystowskiej przeszłości kraju jest jednak daleki od jednoznaczności. Z jednej strony, zarówno w swojej biografii, jak i wywiadach Meloni podkreśla, że to dla niej „zamknięty rozdział historii”. Z drugiej – mimo nacisków oponentów nie odcięła się grubą kreską od spuścizny Włoskiego Ruchu Społecznego. Jej partia nadal posługuje się zresztą symbolem MSI – trójkolorową flagą w kształcie płomienia (reprezentuje ona feniksa odradzającego się z popiołów, czyli idei Mussoliniego). – Dla FdI, Ligi i innych skrajnie prawicowych partii obecnych we włoskim parlamencie faszyzm to pieśń przeszłości, a mówienie o nim dzisiaj to według nich anachronizm – mówi DGP prof. Andrea L.P. Pirro, politolog ze Scuola Normale Superiore we Florencji, który zajmuje się badaniem populizmów i radykalizmów. – Wprawdzie Meloni nigdy otwarcie nie potępiła faszyzmu, ale błędem byłoby nazywanie jej „faszystką” czy „neofaszystką”. Owszem, w szeregach Braci Włochów są nostalgicy, ale partia ta jest przywiązana do demokratycznych zasad gry.
Poza rodowodem ugrupowanie Meloni podziela większość standardowego pakietu poglądów skrajnej, populistycznej prawicy na Zachodzie. – Program FdI jest zdecydowanie nacjonalistyczny, czego wyrazem jest posługiwanie się retoryką „Prima l’Italia” (po pierwsze Włochy – red.). Jeden z punktów mówi o potrzebie obrony włoskiej tożsamości przed trwającym „procesem islamizacji”, cokolwiek miałoby to oznaczać – zauważa Cecilia Sottilotta, profesor stosunków międzynarodowych i polityki globalnej z Uniwersytetu Amerykańskiego w Rzymie.
Meloni jest zwolenniczką drakońskiej polityki wobec nielegalnej migracji – wielokrotnie proponowała ustanowienie blokad morskich, które miałyby powstrzymywać przybyszy z północnej Afryki. Wysyłające im na ratunek łodzie organizacje pozarządowe chciałaby karać grzywnami, a najlepiej zakazać im wstępu na teren portów. Krytycy często wytykają jej, że na wiecach ściga się na antyimigranckie epitety z Salvinim, pomagając w ten sposób nakręcać atmosferę przyzwolenia na ksenofobię i rasizm.
Oskarżenia wobec skrajnej prawicy o podsycanie nienawiści do obcych nasiliły się w zeszłym tygodniu po tym, jak w Civitanova Marche 32-letni Włoch skatował na oczach biernego tłumu ulicznego sprzedawcę pochodzącego z Nigerii. Liderka Braci Włochów napisała w mediach społecznościowych, że „zabójca powinien srogo zapłacić za to horrendalne morderstwo”, ale przed wyborami nie uniknie pytań o skutki swojej ostrej antyimigranckiej kampanii. Zwłaszcza że w ostatnich latach na Półwyspie Apenińskim akty nietolerancji i przemocy wobec przybyszy z Afryki i Bliskiego Wschodu się nasiliły. W 2018 r. w Maceracie, 30 km od Civitanova Marche, 28-letni mężczyzna krążył po okolicy samochodem i strzelał do ciemnoskórych. Sześć osób zostało rannych. Zamachowiec miał powiązania z neofaszystowskimi ugrupowaniami Forza Nuova i CasaPound. Rok przed strzeleckim rajdem bez powodzenia kandydował do lokalnego samorządu z listy Ligi Północnej.
Obok odpierania zagrożeń dla tożsamości narodowej kolejnym frontem Braci Włochów jest obrona wartości chrześcijańskich, w szczególności „naturalnej rodziny”, przed naporem „ideologii gender” we współczesnej kulturze. „Celem [tej ideologii] nie jest walka z dyskryminacją ani nawet wyeliminowanie różnic między mężczyznami i kobietami” – przekonywała w jednym z wystąpień Meloni. „Prawdziwy, nieujawniany cel to wymazanie kobiety jako matki” – stwierdziła.
Polityczka zdecydowanie odrzuca też małżeństwa jednopłciowe i przyznanie takim parom prawa do adopcji, a także edukację seksualną. Uważa, że to część agendy „lobby LGBT” obliczonej na zniszczenie tradycyjnej rodziny.

Miękki eurosceptycyzm

Szykując się do walki o stanowisko szefowej rządu, Meloni przytemperowała swoją krytykę UE, nawet jeśli sprowadzała się ona głównie do połajanek „brukselskich biurokratów”, a nie noszenia T-shirtów z napisem „No Euro”.
– Bracia Włosi nigdy nie byli partią twardego eurosceptycyzmu opowiadającą się za wyjściem z Unii. To formacja eurosceptycyzmu miękkiego, krytyczna wobec różnych aspektów polityk i układu sił we Wspólnocie – tłumaczy prof. Pirro. Dodaje, że takie poglądy podzielają właściwie wszystkie ugrupowania należące w europarlamencie do grupy Europejskich Konserwatystów i Reformatorów, wśród nich FdI i PiS. Meloni, która od września 2020 r. jest jej przewodniczącą, utrzymuje ciepłe relacje z Jarosławem Kaczyńskim. Po ich pierwszym spotkaniu w Warszawie przed trzema laty prezes PiS stwierdził, że z Braćmi Włochami „łączą nas bitwy, które musimy toczyć”. Meloni w odpowiedzi powiedziała w wywiadzie dla „Polska Times”, że widzi w Polsce „modelowy przykład tego, jak można być w Europie, nie musząc jednocześnie prowadzić polityki na kolanach”. Do kolejnego zjazdu siostrzanych partii doszło w zeszłym roku (wziął w nim udział również szef hiszpańskiego ugrupowania Vox Santiago Abascal), a tematem rozmów miało być rozszerzenie stanu posiadania Europejskich Konserwatystów i Reformatorów (obecnie mają w Strasburgu 70 z 705 mandatów). Jak tłumaczył PAP anonimowy polityk PiS, chodziło o to, by zbudować w unijnym parlamencie siłę, która „będzie w stanie położyć tamę skrajnie liberalnemu, skrajnie upolitycznionemu, pełnemu podwójnych standardów i łamania traktatów kierunkowi rozwoju UE”. Marzenia o zawiązaniu międzynarodówki populistycznej prawicy przekreśliły jednak pęknięcia polityczne (m.in. dotyczące stosunku do Rosji), krajowe rywalizacje (np. między FdI a Ligą) i tarcia osobowościowe (Viktor Orbán vs Marine le Pen).
Złagodzenie przez Meloni tonu wobec Brukseli to wynik pragmatycznej kalkulacji związanej z funduszami na odbudowę gospodarki po COVID-19, których Włochy mają być największym beneficjentem. – Meloni chce zapewnić bardziej umiarkowanych wyborców i samą UE, że jeśli dojdzie do władzy, pieniądze te zostaną wykorzystane bez większych zakłóceń – zauważa prof. Pirro. Wypłata 200 mld euro przewidzianych dla Włoch zależy od realizacji planu reform przyjętego przez gabinet Draghiego. Komisja Europejska zastrzegła już, że nie ma mowy o jego renegocjacji – nowy rząd będzie musiał dotrzymać zobowiązań poprzedników, jeśli liczy na otrzymanie całej kwoty. Unijne fundusze mają pomóc zaradzić bolączkom chronicznie trapiącym włoską gospodarkę, spotęgowanym jeszcze przez pandemię: rachityczny wzrost, pokaźny dług publiczny, nierówności regionalne, wysokie bezrobocie wśród młodych. Ten marazm ekonomiczny stał się zresztą siłą napędową skrajnej prawicy, która umiejętnie pożeniła go z lękami narastającymi na tle szybkich przemian kulturowych.
Lista strukturalnych reform (część zainicjował już rząd Draghiego) obejmuje m.in. redukcję barier biurokratycznych, podniesienie konkurencyjności w transporcie i energetyce, uproszczenie zamówień publicznych czy inwestycje w ochronę zdrowia. Ku zadowoleniu rynków Meloni zasygnalizowała, że zamierza trzymać się unijnych reguł dyscypliny fiskalnej, co – w razie zwycięstwa prawicowej koalicji – najpewniej nie pozostawi jej wiele miejsca na spełnienie hojnych obietnic socjalnych. Najdalej poszedł na tym polu Berlusconi, który zaproponował wprowadzenie minimalnej emerytury w wysokości 1 tys. euro (co według szacunków rocznie kosztowałoby budżet 33 mld euro).
Gdy wybuchła wojna, liderka Braci Włochów jednoznacznie poparła nałożenie sankcji na Moskwę i wysłanie broni dla Kijowa. I jak zapewniała w niedawnym wywiadzie dla dziennika „La Stampa”, gdy dojdzie do władzy, będzie kontynuować wyznaczony przez jej poprzednika twardy kurs wobec Rosji. Niepewność w kontekście utrzymania unijnej solidarności z Ukrainą budzi jednak postawa potencjalnych partnerów FdI w rządzie. W czerwcu Salvini znalazł się pod ostrzałem krytyki za próbę tajnego paktowania z Kremlem po tym, jak ogłosił, że wybiera się do Moskwy z „pokojową misją”. Wkrótce wyszło na jaw, że wyprawę na Kreml ufundowała mu rosyjska ambasada w Rzymie, a z jej gospodarzem spotykał się w tej sprawie kilkakrotnie od początku inwazji – bez wiedzy premiera. Lider Ligi Północnej ostatecznie odwołał podróż, ale cała sprawa nasiliła tylko podejrzenia, że podziw dla Putina, z którym obnosił się w nie tak dawnej przeszłości, nie wygasł po napaści na Ukrainę. Przez długie lata bliskie więzi łączyły rosyjskiego przywódcę z Berlusconim, choć akurat on po wybuchu wojny zarzekał się, że nie ma już „przyjaciela Władimira”. Spory na tle stosunku do Rosji, które wyeksponowała inwazja, rozlewają się we Włoszech na całą klasę polityczną, biznes i społeczeństwo. Jak wynika z czerwcowego badania European Council on Foreign Relations przeprowadzonego w 10 dużych krajach Starego Kontynentu, odsetek osób, które winią Rosję za wywołanie wojny, właśnie w Italii jest najniższy (56 proc., dla porównania w Polsce i Wielkiej Brytanii to 83 proc., w Niemczech 66 proc.). Z kolei według sondażu Ipsos ponad połowa Włochów sprzeciwia się przekazywaniu broni Ukrainie. ©℗
Złagodzenie przez Meloni tonu wobec Brukseli to wynik pragmatycznej kalkulacji związanej z funduszami na odbudowę gospodarki po COVID-19, których Włochy mają być największym beneficjentem