Rosyjska inwazja na Ukrainę początkowo wyciszyła w Czechach spory o politykę zagraniczną. Nawet ANO byłego premiera Andreja Babiša, który w przyszłym roku zamierza powalczyć o prezydenturę, zaakceptowało zdecydowanie proukraińską linię obecnego szefa rządu Petra Fiali, a prezydent Miloš Zeman zmienił retorykę i potępił agresywne działania Kremla. Z biegiem czasu polityka wraca jednak na stare tory, a nowym zarzewiem kryzysu może być nadchodzący kryzys energetyczny.
Schorowany szef państwa, którego kadencja kończy się w 2023 r., był znany z prochińskich i prorosyjskich wystąpień. Przekonywał, że uwięziony za czasów Władimira Putina oligarcha Michaił Chodorkowski to „zwykły łobuz”, po 2014 r. nazywał rosyjską agresję na Ukrainę „wojną domową między dwiema grupami ukraińskich obywateli” i tłumaczył aneksję Krymu wcześniejszym uznaniem przez Zachód niepodległości Kosowa. Nawet po tym, jak czeskie służby ujawniły, że do wysadzenia magazynu z amunicją we Vrběticach doprowadzili Rosjanie (przed inwazją plaga takich wybuchów dotknęła także Bułgarię i Ukrainę), tłumaczył, że inne wersje wydarzeń są również prawdopodobne.