Wczoraj w graniczącym z Ukrainą obwodzie homelskim na Białorusi zaczęły się trzydniowe ćwiczenia sztabowe, podczas których białoruskie ministerstwo obrony chce przećwiczyć nawyki rozbudowywanych ostatnio sił obrony terytorialnej. Równocześnie co najmniej do 16 lipca potrwają manewry poligonowe, w ramach których wojskowi skorzystają aż z 13 różnych poligonów rozrzuconych po terytorium Białorusi.
Ukraiński sztab generalny twierdzi, że na terenie północnego sąsiada nie widać oznak tworzenia grup uderzeniowych, które wskazywałyby na możliwość wyprowadzenia w najbliższym czasie ataku na Czernihów, Kijów albo zachodnią część Ukrainy. Jednak Kijów dmucha na zimne. Na odcinku granicy białoruskiej wciąż są dyslokowane znaczące siły wojskowe (jakie konkretnie, tego nikt nie podaje). Linia graniczna jest też zaminowywana. Nasi ukraińscy rozmówcy liczą się z ryzykiem, że Rosja może zmusić Alaksandra Łukaszenkę do większego zaangażowania w wojnę. Białoruskie zagrożenie jest też stałym tematem plotek.
Łukaszenka w ostatnim czasie zaostrzył retorykę wobec Ukrainy i Zachodu. Rządzący Białorusią od 1994 r. autokrata stwierdził, że osobiście podjął decyzję w sprawie zaangażowania kraju w tzw. specjalną operację wojskową, jak Kreml określa agresję na Ukrainę. Dowodził, że wstrzymanie przez Litwę tranzytu do obwodu kaliningradzkiego towarów objętych sankcjami jest równoznaczne z wypowiedzeniem wojny. Wczoraj zaś przekonywał, że Stany Zjednoczone szykują się do wyprowadzenia uderzenia na Rosję przez Ukrainę i Białoruś. Mińsk wciąż nie zrezygnował z taktyki nasyłania na granicę z Polską i Litwą migrantów z Bliskiego Wschodu, chociaż skala presji w ostatnich miesiącach znacząco zmalała.
Reklama
Nieuznawane przez Zachód władze białoruskie nadal udostępniają Rosjanom własną przestrzeń powietrzną do wyprowadzania ataków rakietowych na ukraińskie miasta. Ostatni taki przykład miał miejsce w nocy z 10 na 11 lipca, gdy nad Białorusią krążył rosyjski samolot DRŁO A-50, pomagający wojskom kosmicznym w wyznaczaniu celów ataków. Z białoruskiego terytorium regularnie są też wystrzeliwane pociski typu ziemia-ziemia i powietrze-ziemia. Łukaszenka sam się do takiej aktywności przyznał. Ukraińcy twierdzą, że Białoruś przy użyciu dronów prowadzi intensywne działania zwiadowcze na Polesiu i Wołyniu. 3 lipca Łukaszenka mówił, że Białoruś stworzyła z Rosją „faktycznie wspólną armię”.
Mimo istnienia wspólnego wroga Kijów nie utrzymuje bliskich relacji z białoruską opozycją. Wciąż też nie zerwał relacji dyplomatycznych z Białorusią, a w Mińsku przebywa ukraiński ambasador (białoruski ewakuował się z Kijowa tuż po rozpoczęciu rosyjskiej inwazji). Prezydent Wołodymyr Zełenski jako jeden z niewielu europejskich liderów wciąż nie przyjął faktycznej przywódczyni opozycji Swiatłany Cichanouskiej. Nie brakuje też sporów. Kilka dni temu władze Ukrainy podjęły decyzję o deportacji białoruskiej wolontariuszki. Karyna Paciomkina uciekła z Białorusi w grudniu 2021 r. przed prześladowaniami i osiedliła się w Buczy pod Kijowem.
Po rosyjskiej agresji Bucza trafiła pod okupację, a na terenie miejscowości doszło do wielu zbrodni wojennych. Po wyzwoleniu Paciomkina wróciła do miasteczka i zaangażowała się w jego odgruzowywanie. Teraz w jej obronę zaangażowało się biuro Cichanouskiej. – Niemal codziennie Białorusini na Ukrainie, w tym zajmujący się wolontariatem, padają ofiarami niesprawiedliwego stosowania prawa. Te problemy pojawiły się po rosyjskiej agresji, w którą Łukaszenka wciągnął nasz kraj – mówił Waleryj Kawaleuski, doradca Cichanouskiej do spraw zagranicznych. Jeśli decyzja nie zostanie cofnięta, Paciomkina musi opuścić Ukrainę do 15 lipca. Jak sama twierdzi, na Białorusi grożą jej represje. ©℗