Media zagraniczne, opisując środową wizytę szefa rosyjskiego MSZ Siergieja Ławrowa w Ankarze, skupiły się głównie na rozmowach dotyczących eksportu ukraińskiego zboża. Dyplomaci z obu krajów zapewniali, że porozumienie w tej kluczowej dla bezpieczeństwa żywnościowego świata kwestii jest możliwe, ale do tego długa jeszcze droga. Jednak dla Ankary znacznie ważniejszy jest temat północnej Syrii.
Nie zważając na apele Zachodu, prezydent Turcji Recep Tayyip Erdoğan grozi kolejną interwencją wojskową w Syrii. Oficjalnie po to, by odepchnąć kurdyjskie Powszechne Jednostki Ochrony (YPG) na 30 km od tureckiej granicy. Plany te nie spotykają się z entuzjazmem Amerykanów, dla których YPG są sojusznikiem w walce z samozwańczym Państwem Islamskim (Da’isz). Mimo to ze strony Zachodu, w tym USA, Kurdowie nie otrzymali do tej pory żadnych gwarancji bezpieczeństwa. Dyplomaci państw NATO nieoficjalnie przyznają: w czasie wojny w Ukrainie Turcja jest dla Sojuszu zbyt ważnym aktorem.