MIłosz: W Berlinie Kettenreaktion [OPINIA]

Maciej Miłosz
Maciej MiłoszDziennik Gazeta Prawna / mat. prasowe
28 lutego 2022

Gdy w piątek po południu wchodziłem do warszawskiej ambasady Niemiec, protestowało przed nią 12 osób. Domagali się bardziej stanowczej reakcji rządu Republiki Federalnej na bestialski atak Rosji na Ukrainę. Już w środku, na spotkaniu z przedstawicielem rządu, w odpowiedzi na pytanie o wyrzucenie Moskwy z systemu bankowych rozliczeń SWIFT usłyszałem, że to może wywołać „reakcję łańcuchową”, bo nie wiadomo, jak zachowają się rynki finansowe, a przecież do wielkiego kryzysu w 2008 r. wystarczyła zaledwie bańka na amerykańskim rynku nieruchomości.

Padało też stwierdzenie o „wspólnocie wartości” i inne równie mgliste zapewnienia o solidarności i pomocy humanitarnej. Po spotkaniu wyszedłem zniesmaczony tym, jak nasi zachodni sąsiedzi wciąż starają się nie dostrzegać rzeczywistości. Wieczorem przed ambasadą było już kilkaset osób.

W sobotę kanclerz Olaf Scholz zapowiedział, że Niemcy jednak dostarczą broń na Ukrainę. Wieczorem była już zgoda na objęcie Rosjan sankcjami SWIFT. Ale prawdziwy „wybuch jądrowy” nastąpił podczas specjalnego posiedzenia Bundes tagu w niedzielę. Wtedy w Berlinie przeciw wojnie demonstrowały już setki tysięcy ludzi. Scholz zapowiedział radykalne zwiększenie wydatków na obronność do poziomu 2 proc. PKB. Już w tym roku niemieckie wojsko dostanie dodatkowe 100 mld euro. To mniej więcej dwa razy tyle, ile wynosi ich roczny budżet na obronność. To jest naprawę radykalny zwrot, ponieważ Niemcy od lat robiły wszystko, by w armię inwestować jak najmniej – stawiali na tzw. pomoc rozwojową, przy okazji której zarabiać mogły też niemieckie przedsiębiorstwa. Byli społeczeństwem na wskroś pacyfistycznym.

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381208mega.png
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.