W centrum dla uchodźców w Abu Zabi wciąż przebywają ewakuowani przez Amerykanów Afgańczycy. W sierpniu ub.r. administracja prezydenta Joego Bidena wezwała swoich sojuszników do ich tymczasowego przyjęcia. Po kilku tygodniach mieli zostać przetransportowani do USA. Tak się jednak nie stało. Podobna sytuacja ma miejsce w Albanii, Grecji, Ugandzie, Meksyku czy Chile.
W stolicy Zjednoczonych Emiratów Arabskich przetrzymywanych jest obecnie ok. 10 tys. osób. Skarżą się oni na przedłużające się procedury relokacyjne. Problemem ma być także ograniczony kontakt z amerykańskimi urzędnikami czy słaby dostęp do edukacji dla dzieci. W ostatnich dniach na terenie ośrodka wybuchły zresztą protesty mieszkańców. Te prawdopodobnie zwiększą presję na amerykańską administrację, która od dłuższego czasu prowadzi napięte dyskusje z rządem Emiratów na temat przyszłości obozu. Zamieszkują go m.in. członkowie jednostek paramilitarnych wspieranych przez Centralną Agencję Wywiadowczą. To ludzie, którzy pomagali np. przy zabezpieczaniu lotniska w Kabulu, ale nie byli bezpośrednio zatrudnieni przez amerykańskie agencje lub ich kontrahentów.