Gdy przywódcy dwóch największych globalnych mocarstw podkreślają swoją odpowiedzialność za uniknięcie konfliktu, to świat z pewnością może odetchnąć z ulgą. A tak było przed kamerami na początku wirtualnego spotkania między prezydentem USA Joem Bidenem i jego chińskim odpowiednikiem Xi Jinpingiem. Rozmowom towarzyszyło skracanie dystansu, podkreślenie przyjacielskich relacji i deklaracje o konieczności „współistnienia w pokoju” czy „budowania konsensusu”. Pielęgnowanie osobistej relacji ma być dla lokatora Białego Domu jednym z kluczy do wzajemnego zrozumienia i rozwiązania sporów z Chinami. Przywódca USA twierdzi, że dzięki godzinom rozmów z Xi za swojej wiceprezydentury spędził z nim najwięcej czasu spośród wszystkich zachodnich polityków.
Wymiana zdań przy mediach przypominała jednak przerwę na zaczerpnięcie oddechu. Kordialność na początku trzeciej i najpoważniejszej rozmowy przywódców nie przysłoniła długiej listy problemów. Te były później poruszane przez delegacje na najwyższym szczeblu obu krajów w ponad trzygodzinnych konsultacjach. Tym razem już bez obecności kamer. Spośród wszystkich problemów najbardziej palącym jest kwestia Tajwanu.