Maciej Pawłowski, ekspert ds. polityki śródziemnomorskiej Instytutu Nowej Europy
Gdy 10 lat temu zbrojne powstanie wsparte przez interwencję NATO doprowadziło do obalenia dyktatury Mu’ammara al-Kaddafiego, wydawało się, że Libię czeka szybka demokratyzacja. W lipcu 2012 r. odbyły się pierwsze od 57 lat wybory. Wyłoniony w ich wyniku parlament powołał do życia rząd, mający za zadanie przeprowadzenie transformacji ustrojowej. Okazał się on jednak nieskuteczny w przejmowaniu władzy od lokalnych bojówek klanowych. Nie zatrzymał też konfliktu między politykami, duchownymi i wojskowymi mającymi ambicje do rządzenia państwem. W efekcie w 2013 r. w stolicy zaczęły się regularne walki.
Rok później środowiska wojskowe i politycy laiccy zorganizowali nowe wybory parlamentarne, w wyniku których wyłoniona została Izba Reprezentantów z siedzibą w Tobruku. Jej przewodniczącym został Akila Isa, ale de facto podporządkowała się ona doświadczonemu dowódcy gen. Chalifie Chaftarowi. Z kolei politycy, którym bliższe były wartości muzułmańskie, nie uznali wyniku wyborów z 2014 r. i dalej obradowali w ramach wybranego w 2012 r. parlamentu. W 2015 r. przy wsparciu ONZ zawarli oni porozumienie z częścią lokalnych watażków, tworząc rząd jedności narodowej z siedzibą w Trypolisie na czele z Fajizem as-Saradżem. W międzyczasie w Libii pojawiło się Państwo Islamskie, będące wspólnym wrogiem obu stron konfliktu.
Im dłużej trwała wojna, tym bardziej zaangażowane w nią były państwa trzecie, które obecnie starają się uzyskać jak największy udział w procesie pokojowym. Stawką jest dostęp do rozległych złóż ropy, kontrakty na odbudowę zniszczonej przez wojnę infrastruktury i kontrola ruchów migracyjnych. Włochy poparły rząd w Trypolisie, by odzyskać wpływy własnych firm z czasów dyktatury Kaddafiego, przede wszystkim koncernu naftowego Eni. Ponadto podpisanie z nim umowy migracyjnej w 2017 r. pomogło zredukować liczbę nielegalnych przekroczeń włoskiej granicy z 320 tys. w latach 2014–2015 do zaledwie 50 tys. w latach 2017–2018.
Francja, w celu zdobycia kontraktów dla swoich firm, zwłaszcza dla paliwowego Totalu, poparła wojska gen. Chaftara, podobnie jak Rosja, która przysłała do Libii najemników z Grupy Wagnera. Turcja dostarczała broń i żołnierzy armii lojalnej wobec rządu as-Saradża, w zamian uzyskując umowę dzielącą między oba kraje jurysdykcję nad wschodnią częścią Morza Śródziemnego. W celu unieważnienia tej umowy Grecja i Egipt poparły z kolei Chaftara. Dodatkowo po stronie rządu w Trypolisie opowiedziały się Katar i Sudan, a rebelianci z Tobruku zyskali poparcie Arabii Saudyjskiej, Jordanii i Zjednoczonych Emiratów Arabskich.
Po sześciu latach wojny Libijczycy zaczęli z rozrzewnieniem wspominać czasy Kaddafiego, gdy Libia była najbogatszym krajem regionu. Ówczesny terror był mniej uciążliwy niż wojna, a bezpieczeństwo ekonomiczne zapewniane przez państwo (subwencjonowanie wody i prądu, darmowa edukacja i służba zdrowia, świadczenia socjalne) zdawało się rajem utraconym. W 2020 r. zaczęło brakować benzyny, co doprowadziło do masowych protestów po obu stronach frontu. Głównym ośrodkom władzy zaczęły też przeszkadzać rosnące wpływy wspierających je państw. Dlatego rok temu doszło do porozumienia i przywrócenia połączeń lotniczych między obiema częściami kraju. W lutym 2021 r. oba parlamenty poparły powstanie rządu tymczasowego Abd al-Hamida ad-Dubajby. W grudniu mają odbyć się wybory prezydenckie, a miesiąc później parlamentarne.
Dalszy przebieg procesu pokojowego zależy od wyniku wyborów i ich uznania przez ośrodki decyzyjne. Zainteresowanie startem wyrazili m.in. Akila Isa, gen. Chaftar i syn obalonego dyktatora Sajf al-Islam al-Kaddafi. W Libii nie prowadzi się sondaży, ale wiele wskazuje na to, że wygra Chaftar. Libijczycy widzą w nim silną postać, która jest w stanie opanować kraj. Jeśli przegra, może go podpalić, o ile zwycięzca nie znajdzie dla niego ważnego miejsca w nowym systemie. Kolejnym wyzwaniem będzie doprowadzenie do wycofania się obcych wojsk, zwłaszcza rosyjskich najemników, zainteresowanych przejęciem kontroli nad polami naftowymi. Jeśli to się nie uda, kraj może na nowo pogrążyć się w wojnie.