Do końca lipca migrantów było mniej niż 200. W sierpniu już 500, we wrześniu 2 tys. i tyle samo pojawiło się w pierwszej połowie października. Liczba osób bez odpowiednich dokumentów i wjeżdżających do Niemiec z Polski radykalnie rośnie. Są to ludzie, którzy nie traktują Polski jako kraju docelowego. Mimo zapewnień polityków i Straży Granicznej o tym, że sytuacja na granicy jest pod kontrolą, liczby świadczą o czymś innym. Przedwczoraj Straż Graniczna powstrzymała ponad 600 osób przed nielegalnym przekroczeniem granicy. Jednocześnie próbowało ją sforsować 200 osób naraz. Do pomocy Straży Granicznej na wschodniej granicy Polski oddelegowano już prawie 6 tys. żołnierzy operacyjnych i Wojsk Obrony Terytorialnej.
Dzisiaj niemiecki minister spraw wewnętrznych Horst Seehofer na posiedzeniu rządu ma zaproponować środki, którymi można wzmocnić wschodnią granicę Republiki Federalnej. Ma to miejsce po tym, jak Heiko Teggatz, szef jednego z policyjnych związków, zaproponował, by przywrócić tymczasową kontrolę na granicach. Takie środki zastosowano m.in. podczas pandemii. Jednak przeciwny takim rozwiązaniom są inni policyjni związkowcy.
– Tej sytuacji w żaden sposób nie ma co porównywać do 2015 r. – wyjaśniał rzecznik niemieckiego rządu Steffen Seibert. Z kolei jak podaje serwis Bild.de, jedną z opcji, którą ma przedstawić Seehofer, jest wzmocnienie działań przeciwko mafii przemytników. O tym, że taki przestępczy proceder kwitnie, świadczy to, że w pobliżu wschodniej granicy Polski codziennie są zatrzymywane osoby mające odbierać migrantów, którym udaje się przekroczyć polską granicę. Z kolei w ubiegły weekend na granicy polsko-niemieckiej nasi sąsiedzi zatrzymali dwa samochody ciężarowe, w których byli migranci.
Choć to ostatnie tygodnie tego rządu i samego Horsta Seehofera jako ministra spraw wewnętrznych przed przejściem na emeryturę, prawdopodobne jest szybkie wprowadzenie częściowych kontroli albo przynajmniej zwiększenie liczby funkcjonariuszy przy granicy. Polityk, który jest członkiem bawarskiej CSU, w 2015 r. podczas kryzysu migracyjnego i decyzji o otwarciu granic należał do najbardziej zagorzałych krytyków polityki Angeli Merkel. Podległe mu służby były gotowe do natychmiastowego zamknięcia granic, ale kanclerz się na to nie zgodziła. Teraz może mu się to – przynajmniej częściowo – na wschodniej granicy udać. Aby przywrócić kontrole na granicach krajów strefy Schengen, tzw. wewnętrznych granicach UE, potrzebna jest notyfikacja Komisji Europejskiej. Wyjątkiem jest „poważne zagrożenie porządku publicznego”. Wówczas można działać natychmiastowo, ale nie wydaje się, by w tym wypadku tak miało być. Twarde rozwiązania mogą być zastosowane nie tylko na granicy wschodniej. Dwa dni temu na spotkaniu ministrów spraw zagranicznych szef niemieckiego MSZ Heiko Maas nazwał Alaksandra Łukaszenkę „szefem państwowej mafii przemytniczej” i mówił o możliwych sankcjach dla linii lotniczych współpracujących z Mińskiem.
Co się dzieje z tymi migrantami, którzy dostaną się do Niemiec? Większość zatrzymywanych na naszej zachodniej granicy trafia do ośrodka dla cudzoziemców w Eisenhuttenstadt w Brandenburgii, który może pomieścić 1,6 tys. osób. Tutaj są rejestrowani i rozsyłani do innych ośrodków dla azylantów w Niemczech. Jak podaje „Die Zeit”, w najbliższym czasie takie centrum rejestracyjne rządu, a nie kraju związkowego Brandenburgii, ma powstać we Frankfurcie nad Odrą. To właśnie tutaj, na moście granicznym z Polską, zatrzymywanych jest wielu migrantów, którzy później składają wnioski o azyl w Niemczech.