Z jednej strony przez 16 lat rządów kanclerz Angela Merkel szukała możliwości zbudowania przewidywalnych relacji z Rosją. A jeśli w grę wchodziły ekonomiczne interesy Niemiec, nie wahała się nie brać pod uwagę interesów partnerów z Europy Środkowej, czego najlepszym przykładem był stosunek rządu federalnego do gazociągu Nord Stream 2. Ponadto to Berlin promował sankcje na Rosję za jej agresywną politykę wobec Ukrainy i to on pozostaje gwarantem ich regularnego wydłużania.
Warto przy tym zastrzec, że Unia Chrześcijańsko-Demokratyczna (CDU), macierzysta partia Merkel, nigdy w tym czasie nie kontrolowała ministerstwa spraw zagranicznych. Za jej rządów niemiecką dyplomacją kierowali albo politycy Socjaldemokratycznej Partii Niemiec (SPD, w latach 2005–2009 i od 2013 r.) oraz liberalnej Wolnej Partii Demokratycznej (2009–2013). Zresztą zasada, że resort spraw zagranicznych przejmuje mniejszy partner koalicyjny, sprawiła, że CDU nie miała własnego szefa tego ministerstwa od… 1966 r., a ostatnim był w rządzie Ludwiga Erharda Gerhard Schroeder (nie mylić z późniejszym kanclerzem o tym samym imieniu i nazwisku).
Symbolem podejścia rządu RFN do Rosji był zaproponowany przez Niemcy unijny program „Partnerstwo dla modernizacji”, będący odpowiedzią na postępowe obietnice prezydenta Dmitrija Miedwiediewa. Unia miała pomagać Rosji w reformie administracji, rozwoju praworządności, organizacji pozarządowych i dobrych warunków dla inwestorów zagranicznych. Rządy Miedwiediewa nie doprowadziły jednak do jakościowej zmiany, a po powrocie Władimira Putina na stanowisko prezydenta w 2012 r. Moskwa obrała zdecydowany kurs na konsolidację systemu autorytarnego. Partnerstwo dla Modernizacji umarło śmiercią naturalną, lecz NS2, mimo coraz bardziej agresywnej polityki Kremla wobec sąsiadów, Merkel do końca przedstawiała jako projekt czysto biznesowy, którego rząd nie zamierza blokować.
Kanclerz, nie chcąc eskalować sporów z Kremlem, nie przyjechała też na sierpniowy szczyt Platformy Krymskiej w Kijowie, która ma koordynować ukraińskie wysiłki o odzyskanie półwyspu. Jednocześnie po wybuchu rewolucji godności na Ukrainie i następującej po niej rosyjskiej agresji to właśnie Berlin okazał się najbliższym partnerem nowych władz w Kijowie, zwłaszcza za kadencji Petra Poroszenki (2014–2019). Najpierw szefowie dyplomacji Niemiec i Polski (oraz niższy rangą przedstawiciel MSZ Francji) zaangażowali się w próby wypracowania kompromisu między upadającym Wiktorem Janukowyczem a opozycją, co zakończyło się ucieczką dotychczasowego prezydenta z kraju.
Potem pod auspicjami Niemiec i Francji Rosja porozumiała się z Ukrainą co do ogólnych zasad rozejmu w Zagłębiu Donieckim, co na początku 2015 r. zakończyło gorącą fazę wojny. Według Poroszenki to Merkel była jego najbardziej lojalnym partnerem podczas trudnych rozmów w Mińsku. Równolegle Berlin zaangażował się w wypracowanie akceptowalnych dla wszystkich sankcji na Rosję za nielegalną aneksję Krymu i udział w wojnie o Donbas. Dzięki zdecydowanej postawie Niemiec nawet najbliższe Rosji kraje UE, jak Francja, Grecja, Węgry czy Włochy, nigdy nie zawetowały przedłużania sankcji. Po agresji Rosji na Ukrainę Berlin wsparł też starania Polski i państw bałtyckich o wzmocnienie wschodniej flanki Sojuszu Północnoatlantyckiego.
Niemcy stały się państwem wiodącym Batalionowej Grupy Bojowej NATO na Litwie, stacjonującej w miejscowości Rukłe. Na wybór tego kraju na siedzibę kontyngentu Bundes wehry mogły wpłynąć dobre relacje osobiste, które Merkel nawiązała z prezydent Dalią Grybauskaitė pełniącą tę funkcję w latach 2009–2019. Po rozpoczęciu kryzysu politycznego na Białorusi w 2020 r. Niemcy znalazły się na drugim planie. Bardziej aktywnie próbowały namawiać Alaksandra Łukaszenkę do liberalizacji systemu w 2010 r. Propozycje pomocy finansowej złożone wspólnie przez ministrów Guida Westerwellego i Radosława Sikorskiego zostały jednak odrzucone przez Mińsk. ©℗