Reklama
Po wyborach 26 września w Niemczech może dojść do gruntownego politycznego przemeblowania. W ciągu ostatniego miesiąca poparcie dla dołujących w ostatnich latach w sondażach socjaldemokratów (SPD) urosło na tyle znacząco, że to ich kandydat na kanclerza Olaf Scholz, obecnie wicekanclerz i minister finansów, jest postrzegany jako najbardziej prawdopodobny następca Angeli Merkel na stanowisku kanclerza. To on został uznany za zwycięzcę niedzielnej debaty telewizyjnej, w której uczestniczyli kandydaci trzech wiodących ugrupowań.
Po tym starciu Instytut Forsa zadał oglądającym dwa pytania: kto wypadł najlepiej i kto budzi największe zaufanie, by rządzić krajem. Kandydat SPD miał w ocenie widzów zaprezentować się najlepiej, ale to odpowiedź na drugie pytanie nie pozostawiła złudzeń, kto powinien rządzić krajem. Na Scholza wskazał prawie co drugi odbiorca (47 proc.), co czwarty (24 proc.) – na Armina Lascheta wystawionego przez CDU, partię Angeli Merkel. Najsłabiej w tym zestawieniu wypadła Annalena Baerbock, kandydatka Zielonych (20 proc.), chociaż sam jej niedzielny występ widzowie ocenili lepiej niż Lascheta (30 do 25 proc.; na Scholza jako zwycięzcę debaty wskazało 36 proc. oglądających.
Jeszcze do niedawna mało kto liczył się z wyborczą porażką CDU. Rok temu partia Angeli Merkel królowała w sondażach, które dawały jej nawet ponad 35 proc. poparcia. Praprzyczyną problemów CDU jest najprawdopodobniej emerytura rządzącej od 2005 r. Teflonowej Kanclerz, której następcy szukano długo i – jak się dzisiaj okazuje – z dyskusyjnym skutkiem. Ostatecznie to Scholzowi, a nie Laschetowi, premierowi kraju związkowego Nadrenia Północna-Westfalia, udało się przekonać Niemców, że to on jest właściwym następcą Merkel. Tak sukces Scholza tłumaczy Christopher Wratil, politolog z University College London. – Scholz mówi zresztą o Merkel bardzo często, być może częściej niż Armin Laschet, który jest kandydatem jej ugrupowania – podkreśla. Także w trakcie niedzielnej debaty Scholz przypominał, że od lat pracuje u boku Merkel. – Wydaje się, że swoim przesłaniem o byciu kompetentnym, doświadczonym liderem, od lat blisko współpracującym z kanclerz, Scholzowi udaje się zdobyć pewne poparcie. Pozycjonuje siebie jako umiarkowany wybór między Laschetem, który powiedział, że jest „nieugięty w wietrze zmian”, a Baerbock, która twierdzi, że jest „wiatrem zmian”. Scholz stoi między nimi – mówi Wratil.
Scholz czerpie też korzyści z porażek swoich kontrkandydatów. Lascheta krytykowano za to, że niewystarczająco poważnie potraktował powódź, a w trakcie wizyt w obszarach dotkniętych kataklizmem dał się sfotografować, gdy żartował. Problemy Baerbock, której kandydatura początkowo wywindowała poparcie dla Zielonych ponad CDU, zaczęły się, gdy odkryto, że w swoim CV przypisywała sobie zasługi, których nie miała.
Według sondażu INSA opublikowanego w weekendowym wydaniu „Bilda” SPD może liczyć na 24 proc. głosów, CDU na 21 proc., a Zieloni na 18 proc. To zaskakujący zwrot dla socjaldemokratów, biorąc pod uwagę, że w ostatnich latach sondaże zazwyczaj dawały im 15 proc. głosów i trzecią pozycję, za Zielonymi.
Przypuszcza się, że jeśli wybory wygra socjaldemokracja, to poszuka sobie koalicjantów bardziej zbliżonych pod względem programu niż CDU, z którym obecnie tworzy gabinet. A to może oznaczać, że partia Merkel znajdzie się poza rządem. O wiele bliżej SPD do Zielonych, z którymi rządzi już wspólnie w niektórych landach i z którymi ma zbliżone podejście do rynku pracy i klimatu. Ale to zapewne nie wystarczy, by zbudować większość w parlamencie. Dlatego spekuluje się, że do rządu wejdzie także Partia Lewicy, spadkobierczyni SED, komunistycznego ugrupowania z NRD. Takiego scenariusza Scholz nie wykluczył podczas niedzielnej debaty. Podkreślił jednak, że Die Linke będzie musiała zrezygnować z krytykowania NATO i UE i że taka deklaracja powinna paść nie tylko na papierze, ale także „płynąć z serca”. Scholz nie podziela zdania, które ma wielu polityków tego ugrupowania – że Sojusz Północnoatlantycki należy rozwiązać, a współpracę z UE poluzować. Chociaż prounijna i pronatowska SPD może jednak znaleźć do pewnego stopnia wspólny język z Partią Lewicy, jeśli chodzi o Rosję. SPD od lat wzywa do poprawy stosunków gospodarczych z Kremlem. Die Linke idzie dalej, krytykując m.in. sankcje nałożone na Moskwę za aneksję Krymu.
– Taka koalicja absolutnie nie jest wykluczona – komentuje Wratil. Zwraca uwagę, że najtwardsze podejście wobec Kremla na niemieckiej scenie politycznej mają Zieloni ze względu na ich koncentrację na prawie międzynarodowym i kwestiach praw człowieka. W nowej koalicji to oni mogliby stanowić przeciwwagę dla prorosyjskich sympatii, ale na ile silną, tego nie wiadomo.