Według wicepremiera, ministra środowiska oraz klimatu, a także współprzewodniczącego Zielonych Pera Bolunda, Szwecja powinna być "na tyle dojrzała, aby rzeczywiście wziąć odpowiedzialność za ludzi, którzy w najgorszym wypadku powrót do Afganistanu mogą przypłacić życiem".

Jak podkreśla Bolund, "nie widać perspektywy na zmianę sytuacji w Afganistanie, a Szwecja będzie potrzebować siły roboczej w opiece i służbie zdrowia".

W połowie lipca szwedzki Urząd ds. Migracji zdecydował o tymczasowym wstrzymaniu deportacji do Afganistanu w związku z postępującą ofensywą talibów w tym kraju.

Reklama

W Szwecji w 2015 roku wraz z falą imigrantów przybyło 35 tys. młodych samotnych mężczyzn głównie z Afganistanu, którzy nie posiadając dokumentów, podawali się za nieletnich, aby trafić do domów dziecka lub rodzin zastępczych zamiast do ośrodków dla uchodźców. Istniały problemy z ich identyfikacją, zdrowiem psychicznym, przestępczością i uzależnieniem od narkotyków.

Ostatecznie na skutek tzw. siedzącego strajku (młodzi Afgańczycy siedzieli przed parlamentem w Sztokholmie) większości z nich władze pozwoliły pozostać pod warunkiem, że będą się uczyć, a po skończeniu szkoły podejmą pracę. Wielu z nich w wyniku kryzysu wywołanego pandemią i wzrostem bezrobocia do 9 proc. ma dziś jednak problem z rozpoczęciem samodzielnego życia w Szwecji.

Zieloni od 2014 roku współtworzą wraz z socjaldemokratami mniejszościowy rząd.