Oba państwa chcą sprawować kontrolę nad obszarem wokół Cypru i wysp na Morzu Egejskim. Grecja, powołując się na konwencję ONZ o prawie morza z 1982 r., domaga się, by jej morze terytorialne wokół wysp na Morzu Egejskim rozciągało się na 12 mil morskich. Niebędąca stroną konwencji Turcja twierdzi, że nie powinno przekraczać 6 mil. Tymczasem im większa strefa, tym większa szansa na uzyskanie dostępu do złóż surowców energetycznych. Ankara domaga się też międzynarodowego uznania dla Tureckiej Republiki Cypru Północnego, na której terenie stacjonuje 30 tys. tureckich żołnierzy i która wydała jej licencję na wydobycie węglowodorów u swoich wybrzeży. Grecja nie uznaje TRCP i opowiada się za utworzeniem na Cyprze jednolitego państwa federalnego. Jednocześnie rząd grecki planuje budowę gazociągu EastMed biegnącego z Izraela przez Cypr do Grecji. Turcja jest niezadowolona z tego, że nie może partycypować w przedsięwzięciu.
Oprócz sprzecznych interesów istnieją jednak obszary, w których oba państwa mogą osiągnąć konsensus. Grecji zależy na ograniczeniu nieregularnej migracji na swoje terytorium, a Turcji na dalszym otrzymywaniu od UE funduszy na jej przeciwdziałanie. Między innymi dzięki spotkaniu Erdoğan‒Mitsotakis 29 czerwca kanclerz Niemiec Angela Merkel ogłosiła, że Turcja otrzyma kolejne 3 mld euro na realizację tych działań. Ponadto przez terytorium obydwu państw przebiega Gazociąg Transadriatycki, biegnący z Azerbejdżanu do Włoch. Na terenie Grecji budowany jest też interkonektor Posejdon, który ma pomóc w przesyle rosyjskiego gazu z gazociągu TurkStream na Półwysep Apeniński. Dezeskalacja grecko-tureckiego sporu jest też korzystna z punktu widzenia przyciągania turystów.