Reklama

Babaryka jest oskarżony o korupcję i machinacje finansowe, m.in. o utworzenie organizacji przestępczej, do której jako prezes Biełhazprambanku miał wciągnąć swoich zastępców i innych biznesmenów w celu wyłudzania łapówek od przedsiębiorstw, a potem wyprowadzać pieniądze za granicę.

Podczas poniedziałkowej rozprawy Babaryka oświadczył, że nie może przyznać się do przestępstw, których nie popełnił.

"Bez względu na to, że najpewniej przyznanie się do przestępstw, których nie popełniłem, byłoby właściwsze z punktu widzenia korzyści materialnych, nie mogę przyznać się do przestępstw, których nie popełniłem. W ramach naszej komunikacji (ze współpracownikami) nie dopuszczono ani do jednego nie tyle nielegalnego działania albo przymusu, ale nawet nie dopuszczono do żadnej aluzji co do możliwości popełnienia nielegalnych działań" - powiedział Babaryka, cytowany przez białoruski portal Nasza Niwa.

W sprawie Biełhazprambanku oskarżeni są również inni byli menedżerowie banku i biznesmeni, jednak zgodzili się oni wcześniej na współpracę ze śledztwem i przyznali do winy.

Jak podała rosyjska agencja TASS, Sąd Najwyższy Białorusi ogłosi wyrok w sprawie 6 lipca. Prokuratura wnioskuje o 15 lat pozbawienia wolności dla Babaryki.

Sprawę Babaryki białoruscy obrońcy praw człowieka uznają za motywowaną politycznie, a jego samego umieścili na liście więźniów politycznych. Były bankier był głównym potencjalnym rywalem Łukaszenki przed ubiegłorocznymi wyborami prezydenckim, a do aresztu trafił niedługo przed rejestracją kandydatów. Od tamtej pory przebywa za kratami.