W niedzielę premier Bułgarii Bojko Borisow powalczy w wyborach o kolejną kadencję rządów dla swojej partii GERB. Borisowowi, który z krótkimi przerwami jest u władzy od 2009 r., przez lata popularności przysparzały dobre relacje z zachodnimi przywódcami. Premier wciąż może liczyć na ich aprobatę. Już po wybuchu skandalu korupcyjnego, który stał się zarzewiem wielomiesięcznych protestów przeciwko jego rządom, wsparcia udzielił mu m.in. szef grupy chadeków w europarlamencie Manfred Weber.
Nic więc nie wskazuje na razie, by Borisow miał podążyć drogą Viktora Orbána, który niedawno pożegnał się z Europejską Partią Ludową. Zwłaszcza że w odróżnieniu od węgierskiego premiera Bułgar unika jak ognia wchodzenia w spory z Brukselą. Na europejskim poziomie sprawa zakończyła się rezolucją podjętą przez Parlament Europejski w październiku 2020 r. Europosłowie wezwali w niej Komisję Europejską do zbadania doniesień o nadużywaniu unijnych pieniędzy w Bułgarii oraz zaangażowaniu w korupcję osób na wysokim szczeblu, w tym samego premiera. Eurodeputowani zaapelowali o wszczęcie postępowań o naruszenie prawa europejskiego, ale do tej pory żadne nie zostało uruchomione.