Reklama
Dlaczego akurat teraz nałożyliście sankcje na jednego z liderów prorosyjskiej opozycji Wiktora Medwedczuka?
Zaczęliśmy pracę jakieś osiem miesięcy wcześniej, uważnie monitorowaliśmy różne procesy, zbieraliśmy informacje wywiadowcze. Skoro powstało zagrożenie dla bezpieczeństwa państwa, musieliśmy reagować. Obok agresji wojskowej mamy do czynienia z agresją informacyjną. Jej aktywizacja musiała się spotkać z odpowiedzią. Jeśli jakieś kanały telewizyjne zaczną pracować na wroga, będą szybko zamykane. I nie ma to nic wspólnego z wolnością słowa czy demokracją. To narzędzie agresji informacyjnej ze strony Rosji.
Czyli telewizje zostały zamknięte za ich politykę informacyjną, a nie – jak podawaliście wcześniej – za to, że były finansowane z handlu węglem z okupowanego Donbasu?
Sankcje były związane z tym, że zgodnie z wiedzą Służby Bezpieczeństwa Ukrainy właściciele kanałów są zamieszani w finansowanie terroryzmu. To dla nas groźna sytuacja, kiedy pieniądze zarabiane na terytoriach okupowanych są przeznaczane na działalność telewizji. Nie mówię bezpośrednio o prezentowanych treściach, choć swoją drogą wyglądają one tak, jakby włączyć rosyjskie kanały propagandowe.
Wasi przeciwnicy dopatrują się powodów w rosnącej popularności partii Medwedczuka w sondażach.
Nie ma sensu opowiadać takich rzeczy. Ci ludzie mają bezpośrednie relacje z Rosją. My jesteśmy państwowcami. Dziwne, kiedy ludzie podczas wojny latają do Moskwy i biorą udział w zjazdach Jednej Rosji.
Jedną z firm węglowych objętych sankcjami jest TD Donskije Ugli z Rostowa nad Donem. W jaki sposób jest ona powiązana z Medwedczukiem?
Pan Medwedczuk kontroluje nie tylko TD Donskije Ugli. To cały system, który pozwala pieniądze tam zarabiane wykorzystywać do finansowania działalności przeciwko Ukrainie. To też rafineria w Nowoszachtyńsku, która dostarcza paliwo watażkom z terenów okupowanych. Nie mogę mówić o wszystkich szczegółach, ale kiedy zostaną one ujawnione, wywołają szok. To tak jakbyście w 1939 r. dostarczali paliwo do niemieckich czołgów.
Nie powie pan, na czym polega związek Medwedczuka z TD Donskije Ugli?
Tam jest wiele nazwisk, które się w różnych miejscach przecinają. Wszystkie te związki są dla nas jasne. Gdybyśmy spojrzeli na finanse, znaleźlibyśmy jeszcze więcej ciekawych informacji.
Rosyjski wiceminister rozwoju Siergiej Nazarow też ma związek z tą firmą?
Nie tylko on. Te powiązania wyglądają jak pajęczyna.
Ujawni pan szczegóły?
We współczesnym świecie niczego się nie ukryje. Wcześniej czy później wszystko będzie jasne. Sankcje, które wprowadziliśmy, nie są naszym ostatnim słowem.
Zajmiecie się też odbiorcami węgla?
Rozumiem podtekst tego pytania. Po 2014 r. różne firmy kupowały ten węgiel. Będziemy robić wszystko, żeby nie finansować terytoriów okupowanych ukraińskimi pieniędzmi, bo oni potem za te pieniądze kupują broń, która służy do wojny przeciw Ukrainie.
Co konkretnie może zostać zrobione? Bez odbiorców nie byłoby tego biznesu.
Oczywiście. Poczekajmy.
Wojna trwa już prawie siedem lat.
Każdy urzędnik musi wykonywać swoje funkcje. Niestety nie zawsze tak było. To problem dla całego kraju.
Przyjechał pan do Polski na spotkanie w ramach litewsko-polsko-ukraińskiego trójkąta lubelskiego.
Już kilka razy spotykałem się z Pawłem Solochem, szefem Biura Bezpieczeństwa Narodowego. Sytuacja na świecie szybko się zmienia, więc trzeba działać.
Jakie są główne kierunki współpracy?
Mamy podobne poglądy na Rosję i jej plany. Musimy wspólnie odpowiadać na wyzwania, które się z tym wiążą. Niepokoi nas sytuacja na Białorusi. Jeśli znajdą się tam rosyjscy żołnierze, będzie to duże niebezpieczeństwo nie tylko dla nas, lecz także dla Polski i państw bałtyckich. Władimir Putin po dojściu do władzy postawił sobie za cel odrodzenie wpływów z czasów ZSRR. Przekroczył granicę w 2008 r., niestety Europa nie odpowiedziała na sytuację w Gruzji w odpowiedni sposób. Efektem jest wojna, którą Rosja przyniosła do obwodów donieckiego i ługańskiego.
Jakie ma pan oczekiwania wobec nowej amerykańskiej administracji?
Nowa administracja dopiero się formuje. Nasza współpraca trwa niezależnie od zmiany władzy. W najbliższym czasie rozmowy nabiorą obrotów. W środę minister spraw zagranicznych Dmytro Kułeba rozmawiał ze swoim amerykańskim odpowiednikiem. Prezydent Wołodymyr Zełenski zaprosił Joego Bidena na sierpniowe obchody 30-lecia niepodległości.
Pomoc wojskowa zostanie zwiększona?
Dla nas ważniejszy niż rozmiary pomocy jest fakt, że wsparcie dla Ukrainy deklarują obie główne partie. USA konsekwentnie odnoszą się do Rosji, jeśli chodzi o nieuznanie okupacji Krymu.
Jednym z testów jest podejście do Nord Stream 2. W tej sprawie z Waszyngtonu płyną niejednoznaczne sygnały. Czego pan się spodziewa?
Dla nas to nieprzyjemna i budząca zdziwienie sytuacja, że Niemcy kontynuują ten projekt. Gdyby to jednanie się z Rosjanami przeszło z gospodarki na inne płaszczyzny, byłoby poważnym wyzwaniem dla całej Europy. Rosja nie ma niczego poza ropą i gazem. Bardzo chce nadal trzymać Europę w energetycznym szachu. Rosjanie w Doniecku i Ługańsku zachowują się tak, jak niemieccy faszyści podczas II wojny światowej. Wydają mieszkańcom własne ausweise i odmawiają praw tym, którzy ich nie przyjmą.
Po okresie względnego spokoju na froncie znów rośnie liczba ostrzałów.
Przed szczytem w Paryżu w grudniu 2019 r. prezydent Zełenski przeprowadził zamknięte posiedzenie Rady Bezpieczeństwa Narodowego i Obrony. Rozpatrywaliśmy pięć scenariuszy rozwoju sytuacji. Założyliśmy scenariusz numer jeden, czyli próbę porozumienia politycznego. Prezydent dał na to rok. Niestety trudno powiedzieć, by Rosjanie dotrzymywali zobowiązań, które sami na siebie wzięli. Nasze wojska będą odpowiadać na ewentualne zaostrzenie sytuacji na Donbasie. Nie możemy biernie obserwować, jak np. grupy snajperów urządzają sobie tam poligon.
Dlaczego akurat teraz?
Mamy sytuację związaną z Aleksiejem Nawalnym i jego próbą otrucia, z publikacją filmu pokazującego, czym zajmuje się elita władzy. Szukają wroga zewnętrznego, żeby odwracać uwagę społeczeństwa i zachować spokój u siebie. Kiedyś przeszkadzali im Gruzini, teraz Ukraińcy.
Widzi pan szansę na zakończenie wojny?
Popierają nas niemal wszystkie państwa demokratyczne. Wcześniej czy później wszystko się kończy. Rosja ma wielką armię. Wiemy, ilu ludzi wysłali do obwodu rostowskiego czy na Krym. Jeśli komuś w Europie się wydaje, że to jakiś lokalny problem, to się myli. W 2008 r. to samo sądzono o wojnie w Gruzji. Nie możemy być niewolnikami. Jesteśmy wolnym narodem. W przeciwieństwie do Rosjan nigdy nie mieliśmy swojego cara.
Czyli porzuciliście już nadzieję, że w ciągu kilku miesięcy uda się przeprowadzić wybory na całym Donbasie?
W obozie koncentracyjnym nie ma wyborów. Będzie można je zorganizować po wyzwoleniu. Jeśli Rosjanie nam mówią, że najpierw wybory, a potem przekażą nam kontrolę nad granicą, to o czym my w ogóle rozmawiamy?