„Przez całą dobę śledzili mnie czterej pracownicy KGB w czarnych maskach. Musiałem kluczyć, uciekać, przesiadać się z samochodu do samochodu, wchodzić jednymi drzwiami, wychodzić drugimi” – opowiada Łatuszka.

W sierpniu 2020 roku jako dyrektor Teatru im. Janki Kupały Łatuszka otwarcie potępił przemoc wobec pokojowych demonstrantów i stanął po stronie rodaków protestujących po sfałszowanych wyborach prezydenckich, które - według oficjalnych danych - wygrał Łukaszenka. We wrześniu polityk otrzymał „propozycję nie do odrzucenia” i musiał opuścić Białoruś - wyjechał do Polski.

„Groźby były absolutnie konkretne. Powiedzieli, że jeśli zostanę zatrzymany, trafię do aresztu KGB, a stamtąd do szpitala. +Sam pan rozumie, w jakim stanie pan z tego szpitala wyjdzie+, powiedzieli mi wprost” – wspomina Łatuszka.

Reklama

„Gdy w sierpniu otwarcie potępiłem przemoc milicji, dostałem wiele SMS-ów z podziękowaniami od ludzi wysoko umocowanych w białoruskich władzach. Opowieści Łukaszenki o monolicie władzy to mit” – przekonuje.

„Widocznego rozłamu nie ma tylko z powodu strachu, który narastał w ciągu 26 lat rządów Łukaszenki. To strach przed wyrażeniem sprzeciwu, przed karą. Mój przykład pokazał, czym grozi przejście na stronę społeczeństwa: mam sprawę karną, przygotowywany jest międzynarodowy list gończy” – tłumaczy Łatuszka.

Reklama

Przekonuje jednak, że reklamowany przez Łukaszenkę „monolit” nie istnieje. „W ramach Narodowego Zarządu Antykryzysowego uruchomiliśmy inicjatywę skierowaną do urzędników, którzy gotowi są do przejścia na stronę społeczeństwa. W ciągu sześciu dni do ubiegłego tygodnia zgłosiło się 1100 osób – to żywe, konkretne osoby. Takie deklaracje będziemy zbierać do 25 marca” - zapowiada.

„Łukaszenka chce wszystkich przekonać, że odzyskał kontrolę nad sytuacją. Właśnie po to zrealizowano wielki spektakl - Ogólnobiałoruskie Zgromadzenie Ludowe, przypominające zjazdy KPZR (Komunistycznej Partii Związku Radzieckiego - PAP). On sam przyznał, że zaprosił tam tylko urzędników” – wskazuje. „Te działania mają jeden cel, zachowanie władzy. I to on również powiedział wprost: Nie uczcie nas żyć, a dajcie nam pieniądze” – dodaje Łatuszka.

Polityk jest jednak przekonany, że „już nigdy nie da się cofnąć społeczeństwa do stanu milczącej zgody na politykę Łukaszenki”. „On popełnił zbyt wiele zbrodni i błędów politycznych” – argumentuje.

Jego zdaniem aktywność społeczna na Białorusi nie wygasła, choć zmieniła formy i jest mniej widoczna. „Akcje protestu ciągle się odbywają w różnych miastach i o różnych porach. Ludzie ryzykują, ale wychodzą, żeby zademonstrować swoją niezgodę” – ocenia.

Jak przekonuje, „zapomnieć i powrócić do tego, co było” nie pozwolą Białorusinom trwające represje i ogromna, wciąż rosnąca liczba więźniów politycznych; obecnie 256.

„Tysiące ludzi ucierpiały w trakcie represji i wciąż są nowi. Łukaszenka prześladuje nawet oficerów KGB, którzy w czasie kampanii wyborczej złożyli podpis pod kandydaturą oponenta Łukaszenki, Wiktara Babaryki” – mówi Łatuszka.

Wylicza kolejne elementy: pogarszającą się sytuację gospodarczą, dociskanie prywatnego biznesu, również w ramach „odwetu” za wsparcie protestów, a z drugiej strony - coraz większy dostęp do informacji.

Przebywający obecnie w Warszawie Łatuszka stoi na czele Narodowego Zarządu Antykryzysowego, jednej ze struktur Rady Koordynacyjnej, współpracującą ze sztabem Swiatłany Cichanouskiej, byłej kandydatki w wyborach prezydenckich. Łatuszka, podobnie jak wielu Białorusinów, jest przekonany, że to ona wygrała ubiegłoroczne wybory.

„Wiosną uruchamiamy Plan Białoruskiego Wyzwolenia. W skrócie zakłada on zwiększenie nacisku na reżim i mobilizację społeczeństwa” – zapowiada polityk. Wśród planowanych działań jest m.in. zwiększenie presji ekonomicznej poprzez międzynarodowe instytucje finansowe, dążenie do rozszerzenia sankcji personalnych wobec osób odpowiedzialnych za tortury i represje, mobilizacja urzędników i pracowników struktur siłowych do przejścia „na stronę społeczeństwa”.

Łatuszka mówi również o planach doprowadzenia do „uznania Łukaszenki i jego reżimu za terrorystyczny”. „Wyrok sądu w jednym z krajów UE mógłby być podstawą do wyniesienia tego na agendę całej Wspólnoty” – wyjaśnia. Kolejny element to doprowadzenie do referendum online w sprawach kluczowych dla państwa. Opozycjoniści będą następnie dążyć do zarejestrowania na Białorusi grup inicjatywnych i doprowadzenia do realnego referendum.

„On (Łukaszenka - PAP) będzie musiał zareagować. A jeśli tego nie będzie, ludzie znowu wyjdą na ulice” – przekonuje.

Według Łatuszki dotychczasowa reakcja Zachodu na sytuację na Białorusi jest „niewystarczająca”. „Jesteśmy wdzięczni za solidarność, ale w naszym kraju ma obecnie miejsce kryzys humanitarny i niespotykane represje, a sytuacja bezpośrednio może stworzyć zagrożenie dla bezpieczeństwa regionu. Nie należy się uspokajać, że to jest problem wewnętrzny Białorusi” – przekonuje.

„W ciągu pół roku zatrzymano ponad 33 tys. ludzi, są zabici, udokumentowano ponad 1800 przypadków tortur; za kratami jest 256 więźniów politycznych. Tymczasem unijnymi sankcjami personalnymi objęto 88 osób – mniej niż po znacznie mniejszych represjach po wyborach w 2010 roku (170 osób)” – mówi białoruski działacz.

Łatuszka podkreśla, że Białorusini „nie mają teraz szans, by wyegzekwować sprawiedliwość wewnątrz kraju”. „Jednym z instrumentów jest – i tu liczymy na Polskę – wykorzystanie uniwersalnej jurysdykcji karnej zgodnie z konwencją ONZ o przeciwdziałaniu torturom. Tą drogą poszły już Litwa i Czechy” – przypomina rozmówca PAP.